Wynalazca znalazł idealne zastosowanie dla silnika Tesli, ale skąd się bierze ten dźwięk?

Do czego można użyć elektrycznego silnika Tesli, oczywiście poza Teslą? Z kilku względów taki motor nadaje się do wielu innych samochodów. Amerykański wynalazca postanowił włożyć go do pustynnego buggy.

Silniki elektryczne Tesli są popularne wśród tunerów, bo mają wiele zalet. Przede wszystkim łatwo je zdobyć na rynku wtórnym w USA, bo jest na nim bardzo dużo aut tej marki. Niektóre Tesle już dokonują żywota, ale ich jednostki napędowe ciągle są sprawne. Więcej motoryzacyjnych ciekawostek przeczytasz na stronie Gazeta.pl.

Poza tym elektryczny napęd Tesli jest kompaktowy, trwały, ma wysoką moc i jak się właśnie okazało, jest dobrze zabezpieczony przed piaskiem. Dowiedzieliśmy się tego, bo amerykański wynalazca oraz konstruktor postanowił umieścić go w wozie UTV, którym jeździ po pustynnych wydmach.

UTV (Utility Terrain Vehicle) to kategoria pojazdów popularnych w USA, które trzeba umieścić gdzieś pomiędzy quadami (inaczej: ATV) a prawdziwymi samochodami terenowymi. Zwykle mają lekką konstrukcję rurową, spalinowe silniki z motocyklowym rodowodem oraz napęd na obie osie. Najpopularniejsze marki takich wozów to Polaris i Can-Am.

To właśnie model Maverick Can-Am wziął na swój warsztat Don Swadley. Wcześniej już eksperymentował z terenówką klasy "trophy truck", nadwoziem Tesli Model 3 oraz repliką sportowego AC Cobra z lat 50, więc kiedy wziął się za Can-Ama Maverick X3, miał już spore doświadczenie.

Efekty najnowszej przeróbki są zaskakujące. Przede wszystkim UTV mimo elektrycznego napędu wydaje dźwięki do złudzenia przypominające silnik spalinowy. Jak to możliwe? Wydają go w czasie jazdy po piasku specjalne opony Sandcraft Destroyer służące do jazdy po sypkiej nawierzchni, a my słyszymy go tak wyraźnie, ponieważ nie zagłusza ich spalinowy silnik.

 

Can-Am Maverick z silnkiem Tesli. Ma niesamowite osiągi i dźwięk

Mimo tego wytłumaczenia bardzo trudno przyzwyczaić się do brzmienia elektrycznego buggy pokonującego wydmy. Co jeszcze się zmieniło? Po pierwsze, jest dużo szybszy niż wcześniej. Wprawdzie masa Mavericka wzrosła po obciążeniu go zestawem 10 baterii z Chevroleta Bolt EV (każdy moduł waży ok. 31 kg), ale jeszcze bardziej zwiększyła się moc napędu elektrycznego w porównaniu ze standardowym turbodoładowanym silnikiem Rotaksa o poj. 900 cm3.

Trzycylindrowy Rotax Ace może rozwinąć maksymalnie 200 KM, a silnik Tesla 3D1 - ponad 280 KM i to przy napięciu 320 V. Swadley podwyższył je do 400 V, dzięki czemu wzrosła moc i maksymalny moment obrotowy dostępny w całym zakresie pracy silnika, jak to w elektryku.

Poza tym można było znacznie uprościć przeniesienie napędu: pozbyć się skrzyni biegów CVT oraz przekładni przedniej osi. Dzięki temu straty mocy są ograniczone do minimum, a moment przekazywany natychmiast na tylne koła, bez niepotrzebnej zwłoki i strat.

W pokonywaniu wydm pomocne są również wspomniane opony z łopatkami niczym w parostatku i amortyzatory Fox Racing o potężnym skoku. Podobno nawet zasięg tej eksperymentalnej maszyny jest przyzwoity, bo wynosi do 200 km. Potem pora na ładowanie, ale właściciel rozwiązał nawet problem dostarczenia prądu w środku pustyni. Chcecie wiedzieć jak? Obejrzyjcie załączone wideo.

Co tu dużo mówić, elektryczne buggy na bazie Can-Ama robi znakomitą robotę. Mieli piasek wydm w takim tempie, że aż trudno uwierzyć. Jazda takim potworkiem musi dawać niesamowitą frajdę, co widać po twarzy kierowcy. Poza tym ten dźwięk. Nawet fani spalinowych silników nie mogą narzekać na jego brak, przynajmniej dopóki elektrycznym Maverickiem X3 jeździ się po piasku.

 
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.