Wkrótce elektryki w Polsce podrożeją. Kończą się pieniądze na dotacje

Specjaliści alarmują: elektryfikacja w Polsce raczkuje, ale mimo to kończą się pieniądze na dopłaty. Jak to możliwe? To proste: program "Mój Elektryk" został źle zorganizowany.

"Pula środków przeznaczonych na dofinansowanie zakupu aut elektrycznych w leasingu oraz wynajmie jest na wyczerpaniu" - alarmują specjaliści z należącej do grupy OLX platformy Carsmile, która zajmuje się wynajmem długoterminowym i leasingiem. Z danych Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wynika, że z 600 mln zł przeznaczonych na ten cel, pozostało tylko ok. 130 mln zł i niebawem środki się wyczerpią. To sparaliżuje raczkujący rynek pojazdów elektrycznych i zatrzyma jego rozwój, ale jest sposób, aby uniknąć takiego czarnego scenariusza.

Zobacz wideo Nowa Tesla Model 3 - jest lepsza, niż myślałem, ale nie jest idealna [MATERIAŁ WYDAWCY MOTO.PL]

Samochody elektryczne są przede wszystkim wynajmowane i leasingowane

Sporo osób pewnie zastanawia się, jak to możliwe, że fundusze są na wyczerpaniu, mimo że w Polsce samochody elektryczne wciąż są mało popularne. Według Licznika Elektromobilności PZPM po Polsce jeździ tylko nieco ponad 56. tys. aut elektrycznych (tzw. BEV), a sprzedaż takich aut w 2023 r. wyniosła około 19,5 tys. szt. To zaledwie 3,6 proc. udziału w runku (około 540 tys. pojazdów). Odpowiedź jest prosta: pomysłodawcy rządowego programu "Mój Elektryk" podzielili fundusze na trzy części. Największa kwota, czyli 600 mln zł została zarezerwowana na leasing i wynajem długoterminowy, 200 mln zł mieli otrzymać przedsiębiorcy (firmy), a 100 zł osoby fizyczne.

Problem w tym, że nowe samochody elektryczne są przede wszystkim wynajmowane lub leasingowane. Mało kto decyduje się na zakup takich pojazdów za gotówkę. Prywatne osoby zazwyczaj nie mają tyle pieniędzy, a firmy nie chcą zamrażać środków. Dlatego z puli środków na leasing i wynajem wolne zostało tylko 6 proc. (około 35 mln zł), podczas gdy dotacje dla osób fizycznych są wykorzystane zaledwie w 30 proc., a fundusze dla przedsiębiorców w 51 proc. Taki jest ich stan 15 maja br.

Fiat 500e cabrio REDFiat 500e cabrio RED fot. Piotr Mokwiński

Środki dostępne w programie "Mój Elektryk" trzeba inaczej rozdysponować

Specjaliści Carsmile uważają, że ten kłopot można szybko tymczasowo rozwiązać, zapobiegając impasowi na rynku samochodów elektrycznych. Ich zdaniem należy udostępnić firmom leasingowym środki z innych zasobów, które nieprędko zostaną wykorzystane. W ten sposób udałoby się zorganizować dodatków ok. 133 mln zł. W dłuższej perspektywie środki programu "Mój Elektryk" powinny być rozdzielone w innych proporcjach, bardziej zgodnych z rzeczywistym zapotrzebowaniem rynku. Inaczej elektryfikacja polskiego parku samochodowego dalej będzie przebiegać w żółwim tempie.

Wstrzymanie dotacji byłoby fatalną wiadomością dla osób zainteresowanych leasingiem lub wynajmem samochodu elektrycznego i całej polskiej elektromobilności, która rodzi się w bólach. Bez dofinansowania rata za auto będzie znacznie wyższa

– ostrzega Michał Knitter, współzałożyciel platformy Carsmile.

Bez dotacji ceny leasingu i wynajmu wzrosną tak bardzo, że klienci stracą zainteresowanie

Firma w ten sposób dba o swoje zyski, które czerpie z wynajmu i leasingu takich pojazdów osobom fizycznym oraz firmom, ale każdy kij ma dwa końce. Bez funduszy na dotacje, które i tak realnie są niskie, bo nie wyrównują różnicy pomiędzy samochodami spalinowymi a elektrycznymi, segment elektryków czeka zastój. To oczywiste, że po wyczerpaniu dopłat rata leasingu albo wynajmu znacznie wzrośnie. Carsmile liczy, że przypadku Fiata e500 brak dotacji oznaczałby wzrost abonamentu z 1 558 zł do 2 284 zł, w przypadku Hyundaia Kony Electric z 2 177 zł do 2 692 zł, a w przypadku Tesli Y z 3 554 zł do 4 181 zł. W takiej sytuacji niewiele osób zdecyduje się na wybranie środków transportu z napędem, który potencjalnie może być zeroemisyjny.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.