Kia Magentis

Nazwa Magentis pochodzi ponoć od słów "magnificent" i genteel". A gdy producent za bardzo kombinuje z nazwą, zasadne z reguły okazują się obawy, że niewystarczająco dopieścił samochód

Marka, która do niedawna była obiektem złośliwych żartów, od kilku lat systematycznie ucisza prześmiewców. Od Sorento przez modele Sportage, Rio i Picanto udowadnia, że potrafi zbudować niedrogi, ale przyzwoitej jakości samochód. Czy tej przyzwoitości wystarczy, żeby bez kompleksów rywalizować z Fordem Mondeo, Renault Laguną czy Oplem Vectrą? Zobaczmy.

Podobno mężczyźni są wzrokowcami. Pewnie dlatego, zanim wsiądę do nowego samochodu, zawsze kilka razy chodzę wokół niego. I co? Nie sądzę, żeby ktokolwiek się za nim oglądał, krzycząc: "Ale superwózek!", jednak trzeba przyznać, że Magentis ma interesującą linię. Silnie zarysowane światła, przetłoczenia na masce - auto nie podnosi ciśnienia krwi, ale i daleko mu do bezpłciowości. Już chciałem pomyśleć: "Nawet mi się podoba", ale w porę wsiadłem do środka. Określenie "nachalny" świetnie tu pasuje. Przeogromne gałki do sterowania klimatyzacją, gargantuiczne przyciski do otwierania szyb, mamucia dźwignia zmiany biegów... Ma to oczywiście swoje zalety, bo wszystko łatwo znaleźć, ale spokojnie mogło być dwa rozmiary mniejsze. Fabryczne radio jest typowo koreańskie - z niezliczoną liczbą diod. Na szczęście w Polsce zostanie zastąpione subtelniejszym sprzętem.

Zobacz Magentis w naszej galerii

Dobór materiałów wykończeniowych pozostawia wiele do życzenia, choć przedstawiciele producenta zapewniali podczas prezentacji, że tworzywa są wysokiej jakości. Plastik, który sprawdza się w Rio, klasie średniej nie przystoi.

Czas na przejażdżkę. Już na dzień dobry zniechęca mnie próba ustawienia kierownicy. Żeby pociągnąć dźwignię, muszę użyć takiej siły, jakbym chciał ją wyrwać. No, udało się. Nie wyrwać, ustawić. Przekręcam kluczyk.

Czytelne wskaźniki rozświetla błękitna kojąca poświata. Bardzo elegancko, nie powiem. Nastroju nie psuje dźwięk benzynowego silnika - ten jest ledwo słyszalny. Niestety, przy pierwszej próbie sprintu - rozczarowanie. Moc 144 KM jest zmarnowana przez fatalne zestopniowanie skrzyni biegów. Dwójka kończy się przy 80 km/h. Jazda krętymi drogami w górę oznacza niezliczone zmiany z dwójki na trójkę, bo silnik albo wskakuje na bardzo wysokie obroty, albo bezradnie się dławi. Na szczęście nawet powyżej 4000 obrotów w kabinie jest przyjemnie cicho.

Dla leniuchów pozostaje w zanadrzu (dopłata 5000 zł) czterobiegowa skrzynia automatyczna. Zwolennicy manuali muszą się jeszcze przyzwyczaić do wyraźnego oporu przy wrzucaniu kolejnych przełożeń. Fakt, że dzięki "klikowi" ma się pewność, że bieg wskoczył, ale to marne pocieszenie. O układzie kierowniczym nie da się powiedzieć niczego więcej poza tym, że jest gumowaty.

Magentisa ratuje zawieszenie: z przodu poczciwy MacPherson, a z tyłu oś wielowahaczowa. O komforcie podróży nie można powiedzieć złego słowa. Nadwozie nie przechyla się zbytnio, a amortyzatory gazowe bardzo dobrze zdają egzamin na nierównościach.

Gdy miejsce za kierownicą zajmuje mój zmiennik, rozsiadam się z tyłu. Miejsca na nogi jest bardzo dużo, a kanapa okazuje się równie wygodna co fotel kierowcy. W 420-litrowym bagażniku udało się nam pomieścić walizki, torby i sporo zakupów z supermarketu, ale do Opla Vectry czy Forda Mondeo upchnęlibyśmy jeszcze więcej.

Robi się ciemno, niedostatki wykonania nikną w mroku, a na pierwszy plan wychodzą podświetlane przyciski delikatnie rozjaśniające kabinę. Dopiero teraz w samochodzie robi się przytulnie. Już rozumiem, dlaczego Kia rozsyła tyle zdjęć prasowych "Magentis nocą", sam bym tak robił.

Spokojny sen nie zapowiadał niemiłych wrażeń, jakich doznałem, gdy rano wsiadłem do Magentisa z jednostką wysokoprężną. Silnik, owszem, ciągnie od niskich obrotów, ale jest za głośny, a do tego wprawia w dragania pedały gazu i sprzęgła. Klekot jak z ubiegłego tysiąclecia. Chyba w ramach rekompensaty producent montuje w standardzie (w wersji z dieslem) multimedialny system z odtwarzaczem DVD.

Lista standardowego wyposażenia to jedna z największych zalet Magentisa. Czujniki parkowania, elektrycznie sterowany fotel kierowcy, podgrzewane siedziska, cztery poduszki powietrzne plus dwie kurtyny, elektrycznie sterowane szyby we wszystkich drzwiach, automatyczna klimatyzacja to doprawdy sporo. Szkoda, że nie można zamówić tempomatu, który jest dostępny w nieoferowanej w Polsce wersji z benzynowym silnikiem 2,7 l. Zapomnieć też trzeba o ksenonach. Oficjalny powód to troska o portfel klienta, którego przerazić mogą wysokie koszty wymiany takiej lampy.

Mimo tych kilku braków trudno wybrzydzać. Próżno, bowiem szukać u konkurentów tak atrakcyjnego wyposażenia standardowego. A co z ceną? Wersja benzynowa kosztuje 83 900 zł (po rabacie cena spada do 79 900 zł), dostępny od kwietnia diesel jest o 7000 zł droższy. Auta konkurencji można kupić taniej, ale nie będą one naszpikowane tyloma dodatkami. Pytanie tylko, dla kogo ważniejsze są owe dodatki niż sam samochód.

"Magnificent" znaczy "wspaniały"; "genteel" to z grubsza "elegancki", "dystyngowany". Ale również "pretensjonalny", ktoś niby z dobrego towarzystwa, ale kogo tak naprawdę nikt nie traktuje poważnie. W tym drugim znaczeniu Kia trafia w sedno.

Kia Magentis - kompendium

Gaz

bogate wyposażenie, dużo miejsca z tyłu, cichy silnik benzynowy, komfortowe zawieszenie

Hamulec

przeciętna jakość materiałów, nieprecyzyjny układ kierowniczy, głośna praca silnika wysokoprężnego

[SUMMA SUMMARUM]

Przy tym poziomie wykończenia ciężko mu będzie rywalizować z konkurentami. Widać jednak znaczną poprawę w stosunku do poprzedniego modelu

Oceń ten samochód
Więcej o: