Polski samochód elektryczny Triggo. Żona radzi: patentować [MOTO 2030]

Zaprojektowany w Łomiankach triggo to pierwszy pojazd na świecie, który w czasie jazdy może się "zwężać" i "rozszerzać". To rozwiązanie chronione patentami od Stanów Zjednoczonych po Koreę. Paradoksalnie kryzys przyspieszy seryjną produkcję nawet o rok.

MOTO 2030 to copiątkowy cykl Gazeta.pl, w którym poruszamy najważniejsze tematy dotyczące przyszłości motoryzacji, transportu, technologii. Samochody, drogi i miasta bardzo dynamicznie zmieniają się na naszych oczach. Co piątek dziennikarze Moto.pl będą o tych zmianach pisać. Tutaj znajdują się wszystkie artykuły z cyklu MOTO 2030.

- Konstrukcja triggo jest w gruncie rzeczy dosyć prosta. Nie ma w nim kosmicznej technologii. Mamy cyfrowe sterowanie, pojazd jest elektryczny, ale mogło się bez tego obejść. Na zasadniczy pomysł, zmienną geometrię podwozia, mógł wpaść każdy przez ostatnie 50-60 lat. - Tak się złożyło, że wpadłem na niego ja - uśmiecha się przez kamerkę Rafał Budweil, wynalazca pojazdu i właściciel firmy Triggo S.A z Łomianek.

W ramach wideorozmowy opowiada mi o swoim pomyśle i oprowadza po zakładzie, który teraz działa w dużej części zdalnie, ale pełną parą. Na górnym piętrze pracują konstruktorzy i programiści, w podziemiach znajduje się warsztat i muzeum prototypów.

Budweil pokazuje mi je po kolei: od pierwszego, ze sklejki, który powstał w 2016 roku, po dwa najnowsze modele, z kompozytu i stali, które miały oficjalnie zaprezentować nową polską markę w marcu 2020 roku na prestiżowych targach motoryzacyjnych w Genewie. Przeszkodził im w tym koronawirus.

Co się odwlecze, to nie uciecze

- Targi odwołano w chwili, gdy pakowaliśmy samochody na ciężarówkę - mówi Budweil.

Nadwozia prototypów, które mi pokazuje, zaprojektował Sebastian Nowak, odpowiedzialny za scenografię do serii Wiedźmin i projektowanie pojazdów do gry Cyberpunk 2077. Jeden ma żółtą karoserię, drugi zieloną. Miały zadebiutować w Genewie jako pierwsze w historii targów pojazdy w całości zaprojektowane i zbudowane w Polsce.

Chodziło o to, żeby pokazać je światu i nawiązać kontakty z zagranicznymi klientami. - Mieliśmy duże oczekiwania - mówi producent. - Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Przeciwnie, prace trwają jeszcze intensywniej niż do tej pory. W związku z obecną sytuacją przewidujemy, że produkcja ruszy nie tak jak myśleliśmy, pod koniec 2021 roku, ale już na początku roku.

TriggoTriggo fot. Triggo

Skąd to przyspieszenie? Wynalazca przyznaje, że niezręcznie o tym mówić, ale kryzys może zadziałać na korzyść branży. - Jeśli konsekwencje epidemii będą bardziej długotrwałe, może się okazać, że będziemy musieli zrewidować swój stosunek do transportu publicznego, który jest idealnym środowiskiem rozprzestrzeniania się chorób - wyjaśnia. - Może się okazać, że część osób, nie chcąc korzystać z transportu publicznego, będzie chętniej korzystać ze środków transportu osobistego. To pole do działania dla triggo.

Triggo. Żona radzi: patentować

Budweil jest z wykształcenia inżynierem teleinformatykiem, ale od lat pasjonuje się motoryzacją. Pomysł na innowacyjny mechanizm zastosowany w triggo przyszedł mu do głowy w 2010 roku, w trasie, w którą pojechał motocyklem. Obliczył wcześniej, że jazda motocyklem do pracy pozwala mu każdego roku zaoszczędzić dziesięć pełnych dób, które spędziłby w przeciwnym razie w korkach. Ale też w ciągu kilku lat przeżył cztery wypadki motocyklowe. Zaznacza, że żaden nie był z jego winy. Zimą 2010 roku wybrał się spontanicznie na Mazury.

- Pamiętam dokładnie ten dzień: melancholijny, styczniowy - opowiada Budweil. - Przyszedł mi do głowy najpierw inny pomysł, ale mało praktyczny. Potem pomyślałem: co by było praktyczne? Coś, co by było mobilne i łatwe do parkowania jak motocykl i komfortowe jak samochód. Następną myślą było podwozie o zmiennej geometrii. Wiem, że wielu producentów motoryzacyjnych próbowało swoich sił z hybrydą motocyklu i samochodu, ale na to nie wpadł żaden. Podzieliłem się pomysłem z żoną, poradziła, żeby go opatentować.

Triggo. Polski hit eksportowy

W 2020 roku konstrukcję triggo, w ciągu dziesięciu lat dopracowaną przez zespół konstruktorów i programistów, chronią patenty nie tylko w kraju, ale i na największych rynkach światowych: w Japonii, Korei, USA, Chinach i krajach Unii Europejskiej. Budweil oblicza, że to rynki o całkowitej populacji 3,95 mld ludzi. Na początku maja 2020 roku międzynarodowi eksperci wycenili wartość Triggo S.A. na 148 mln euro (677 mln zł).

- Ochrona patentowa w krajach najbardziej rozwiniętych gospodarczo umożliwia nam ogromną ekspansję –podkreśla Budweil – Będziemy z tego korzystać. Mamy silną ambicję uczynić z triggo polski hit eksportowy. Jako 38-milionowy naród w samym środku Europy zasługujemy na to, żeby mieć wreszcie swój własny brand motoryzacyjny.

Polskość triggo podkreśla logo: biało-czerwona lotnicza szachownica. Pojazd ma być również produkowany wyłącznie w fabrykach znajdujących się na terenie Polski. Budweil przyznaje, że jest już z jedną taką fabryką umówiony, ale nie może na razie zdradzać szczegółów.

Triggo. Świat oszalał

W połowie maja o triggo robi się na świecie coraz głośniej. - Można powiedzieć, że w ostatnim czasie świat oszalał na jego punkcie. W ciągu paru dni prasa międzynarodowa napisała o nas ponad sto artykułów. "Der Spiegel", "Die Welt", "Auto", "Motor und Sport" - wylicza Budweil. - Wielokrotnie wspominano, że triggo może być rozwiązaniem na świat po pandemii.

Pierwsze zamówienie przyszło z Holandii, od lokalnego dystrybutora samochodów elektrycznych. Później zgłosili się potencjalni partnerzy ze Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Turcji i kilku z Indii.

O swoją firmę w kryzysie Budweil jest więc spokojny.

- Widząc reakcje rynku, wiem, że zamówienia po prostu będą. Ani my, ani nasi inwestorzy nie mamy żadnych obaw związanych z komercjalizacją poza tym, że chcielibyśmy to zrobić jak najszybciej - uśmiecha się.

Triggo S.A. planuje sprzedawać dziesiątki tysięcy pojazdów rocznie, po 15-20 tys. euro za sztukę.

Nowy pomysł na hybrydę

Czym właściwie jest triggo? Krótko mówiąc: to hybryda motocykla i samochodu, której przemiana z jednego w drugie zajmuje niespełna dwie sekundy. Mieści dwie osoby - kierowcę i pasażera, siedzą w nim jeden za drugim. W trybie samochodowym - drogowym, stabilniejszym, szerokość przedniej osi pojazdu wynosi 148 cm.

TriggoTriggo fot. Triggo

W trybie motocyklowym - manewrowym, przednia oś zwęża się prawie o połowę, do 86 cm. Szerokie triggo może jechać z prędkością do 90 km/h, wąskie - do 25 km/h. Wąski pojazd może swobodnie poruszać się w korku pomiędzy pasami ruchu zajętymi przez samochody, łatwiej też go zaparkować: triggo zajmuje tylko jedną piątą standardowego miejsca parkingowego.

Trik polega na tym, że koła w czasie jazdy rozsuwają się na boki, jednocześnie zmieniając tak zwany kąt zbieżności. Podczas rozkładania układają się na zewnątrz, tak jakby chciały się rozjechać, a w momencie składania tak, jakby się chciały zjechać. Minimalna prędkość, z jaką da się to zrobić to 5 km/h, maksymalna - 25 km/h.

- Wyzwanie w przypadku takiego mechanizmu to żeby był bezpieczny, niezawodny, łatwy w produkcji, lekki i tani. Szlifowanie rozwiązań do takiego stopnia prostoty, w którym nie da się nic odjąć, zajęło nam trzy lata. Część rozwiązań wzorujemy na technice lotniczej - wyjaśnia wynalazca. Do kierowania triggo wystarczy zwykłe, samochodowe prawo jazdy.

Triggo w Warszawie. Policjanci proszą o zdjęcie

Najnowsza, czwarta generacja triggo, od stycznia 2020 roku jest testowana na ulicach Warszawy. Można na nich spotkać trzy takie pojazdy.

- Staramy się jeździć wszędzie tam, gdzie są korki - mówi Budweil. - Nasi inżynierowie jeżdżą czasami triggo na zakupy do pobliskiego marketu. Coraz więcej osób rozpoznaje nasz pojazd, ludzie często zagadują, dopytują, mówią, że trzymają za nas kciuki. Byliśmy raz zatrzymani przez policję. Funkcjonariusze pytali, co to takiego. Interwencja skończyła się wspólnym zdjęciem- opowiada.

Na wynajem i na taxi

Pojazd ma trafić do firm, które będą udostępniać go do automatycznego wynajmu, jak rowery Veturilo, czy elektryczne hulajnogi, nie do detalicznych odbiorców. Poruszający się w zasięgu 100 km triggo będą zasilać baterie, wymieniane przez służby serwisowe firmy udostępniającej pojazdy. Dzięki temu można będzie uniknąć konieczności budowania drogiej infrastruktury ładowania.

Ponieważ całe sterowanie pojazdem odbywa się elektronicznie, już teraz triggo nadaje się do zdalnego sterowania. Firma kilka razy prezentowała tę zdolność na targach - prototypy triggo jeździły na nich bez kierowcy. W dalszej perspektywie ma to umożliwić triggo świadczenie usług robotaxi i automatycznego udostępnienia pojazdów tam, gdzie potrzebują ich użytkownicy.

Wynalazca pojazdu przewiduje, że stanie się to w 2023 lub 2024 roku.

Kiedy systemy autonomiczne staną się legalne, robotaxi to będzie coś w rodzaju biznesowego świętego Graala. Z uwagi na brak kierowcy carsharingowe samochody najczęściej nie są dostępne tam, gdzie jest na nie popyt i dlatego carsharing ma obecnie opinię mizernego biznesu.

Miasto też nie jest z niego zadowolone, bo tysiące miejsc parkingowych zużywają samochody, które teoretycznie powinny jeździć częściej niż standardowe, ale jeżdżą rzadziej, bo nie stoją tam, gdzie są potrzebne, tylko tam, gdzie przestały być potrzebne poprzedniemu użytkownikowi. Robotaxi będzie samo wracać w odpowiednie miejsce, np. na dworzec.

Polski wynalazek może zmienić sposób transportu w miastach i wreszcie zrealizować ideę polskiego samochodu elektrycznego. Nie możemy się doczekać.

Więcej o: