Wkrótce ceny paliw mogą przekroczyć psychologiczną barierę. Może być jeszcze gorzej

Ceny paliw nieubłaganie rosną. Co prawda trend uległ pewnemu wyhamowaniu, jednak nie mamy co liczyć na ustabilizowanie cennika. Jak zauważają rynkowi analitycy, już pod koniec tego miesiąca może zostać przekroczona psychologiczna granica 7 złotych za litr.

Wszystko wskazuje na to, że czarne rynkowe scenariusze dotyczące cen paliw mogą się ziścić. Ceny hurtowe stale idą w górę. Zgodnie ze stanem na 7 listopada olej napędowy wyceniono na 5404 zł za 1000 litrów. W przypadku benzyny 95 mamy do czynienia z delikatnym spadkiem. Aktualnie za m3 "dziewięćdziesiątki piątki" trzeba zapłacić  5170 zł, a to i tak o ponad 400 zł więcej niż w dniu wyborów. Z kolei benzyna Pb98 to wydatek rzędu 5529 zł/1000 l. Musimy się zatem przygotować na kolejne podwyżki cen na stacjach. Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Ceny paliw rzędu 7 zł za litr już na horyzoncie

Jak stwierdza dr. Jakub Bogucki, analityk rynku paliw portalu e-petrol.pl, mimo iż nie dojdzie do spektakularnych podwyżek, tak jak to miało miejsce w poprzednim tygodniu, tak ceny będą stale rosły. "W tym tygodniu ta zmiana nie będzie tak drastyczna, to będzie groszy kilka, może na niektórych stacjach kilkanaście, ale jednak cały czas to będzie ruch odczuwalny"- stwierdził ekspert, cytowany przez TVN24. Jak dodaje, w tym tygodniu za litr benzyny powinniśmy zapłacić od 6,49 do 6,62 zł. Olej napędowy będzie nieco droższy - za litr zapłacimy w granicach 6,55-6,69 zł.

Niestety, już wkrótce ceny mogą sięgnąć poziomu 7 zł za litr. Jak stwierdził Bogucki - "Siedem złotych jest całkiem realne, natomiast nie jest pewnikiem. Sytuacja trochę nam się poprawia, jeżeli chodzi o rynek międzynarodowy, bo jednak ropa nieco potaniała w ostatnich dniach i to może w jakiś sposób nam trochę pomagać, ale jednak musimy jako rynek polski nadgonić ten okres, kiedy utrzymywaliśmy bardzo niskie ceny na naszych stacjach".

Analityk podkreślił jednak, że przekroczenie psychologicznej bariery nie nastąpi jednak tak szybko, jak niektórzy to przewidywali. Prawdopodobnie dojdzie do tego końcem miesiąca - "Myślę, że nie wcześniej niż pod koniec listopada te poziomy moglibyśmy zobaczyć, przy założeniu, że nie wydarzy się nic bardzo poważnego na arenie międzynarodowej, bo to mogłoby przyspieszyć taką zmianę" - zaznaczył ekspery.

Mowa tutaj oczywiście o konflikcie między Izraelem a Palestyną. Jeżeli dojdzie do zaostrzenia walk i zaangażowaniu innych stron, sytuacja na rynku paliw może być dramatyczna. "Jeżeli do niego dołączyłoby na przykład jakieś państwo trzecie, jeżeli pojawiłaby się deklaracja o charakterze politycznym, która mogłaby nieco zmienić charakter produkcji, czy tranzytu ropy naftowej w regionie, to wtedy zobaczylibyśmy bardzo szybko reakcję rynków, oczywiście reakcją zwyżkową" - wyjaśnił Bogucki.

Zobacz wideo
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.