Najwolniejsze ferrari rozpędza się do 20 km/h. 450 tys. dolarów to prawdziwa okazja

Dlaczego Ferrari, którym praktycznie nie da się jeździć, jest warte prawie pół miliona dolarów? To proste: ceny pełnowartościowych wersji tego samego modelu idą w grube miliony.

Samochody Ferrari na rynku wtórnym bardzo różnią się historią zmiany wartości. Jedne powoli tanieją, inne dramatycznie drożeją. Powodem rzadko są osiągi, opinia na ich temat albo nawet początkowa cena. Podstawowa cecha, która o tym decyduje to unikalność, bo tak wygląda świat samochodów luksusowych.

Zobacz wideo Doskonałe jedzenie, piękna architektura i emocjonująca motoryzacja. We Włoszech jest region, który skupia w sobie te trzy rzeczy [autopromocja]

Ferrari F12tdf powstało, aby upamiętnić zwycięstwa modelu 250 w wyścigu Tour de France

Właśnie dlatego Ferrari F12tdf jest łakomym kąskiem na rynku samochodów używanych. W latach 2016-2017 powstało tylko 799 sztuk tego modelu, by upamiętnić wyścig Tour de France, ale samochodowy, a nie rowerowy. Jego historia miała kilka etapów. Po raz pierwszy został zorganizowany w 1899 roku przez dziennik Le Matin pod egidą Automobilklubu Francji. Potem odbywał się w miarę regularnie, chyba że uniemożliwiały to działanie wojenne. Po II Wojnie Światowej został wznowiony w 1951 r. o organizowany do 1965 r., następnie po krótkiej przerwie Tour de France Automobile wrócił w latach 1969-1986.

Wówczas to wydarzenie miało wyjątkowy charakter, bo łączyło jazdę po drogach publicznych, na torach wyścigowych i trasach wyścigów górskich zlokalizowanych na terenie całej Francji. Potem impreza otrzymała kolejne życie w 1992 r. kiedy Patrick Peter zorganizował ją w nowej formie wyścigu samochodów klasycznych. Mogły w nim brać udział tylko auta z historycznego okresu dawnego Tour de France, czyli lat 1951-1973. W późniejszych wyścigach Tour de France wygrywały takie francuskie gwiazdy jak Michele Mouton, Guy Frequelin i Jean Ragnotti oraz wiele innych znakomitych kierowców, o których talencie już zapomnieliśmy.

 

Tak się składa, że w latach 50. i 60. święcili tam triumfy kierowcy jednego z najsłynniejszych i aktualnie najdroższych modeli Ferrari, czyli 250 GT Berlinetta, Berlinetta SWB i 250 GTO, którzy zwyciężyli tam łącznie dziewięć razy. Właśnie, aby przypomnieć te sukcesy, powstało Ferrari F12tdf, bazujące na modelu klasy gran turismo z lat 2012-2017. Ferrari F12 było luksusowym modelem do podróżowania z silnikiem V12 z przodu, ale inżynierowie tej marki podjęli się karkołomnego zadania i postanowili zrobić z wersji F12tdf drogową wyścigówkę. W tym celu wzmocniono silnik o poj. 6,3 l z 740 KM do 780 KM oraz obniżono masę auta o imponujące 110 kg. Dzięki temu powstała wyjątkowa odmiana modelu F12, który pierwotnie został zaprojektowany w zupełnie innym celu. Ferrari F12tdf osiągało setkę w czasie krótszym niż trzy sekundy, a dwie można było zobaczyć na liczniku przed upływem ośmiu sekund. Prędkość maksymalna wynosiła przeszło 340 km/h.

Ferrari F12tdf było testowym prototypem służącym do opracowania tego modelu

Egzemplarze Ferrari F12dtf pojawiające się na rynku osiągają ceny od miliona do dwóch milionów dolarów, czyli przeszło czterech milionów złotych. Czarne Ferrari F12tdf, które widzicie na zdjęciach jest z ogłoszenia w serwisie Bring a Trailer i można kupić za 450 tys. dolarów, chyba że ktoś przebije tę ofertę. To prawdziwa okazja, ale niestety da się nim rozpędzić tylko do 20 km/h, dlatego że był egzemplarzem testowym Ferrari, tak zwanym mułem (ang. mule). Firma używała go do rozwoju tego modelu przez 19 756 km, bo właśnie taki ma przebieg egzemplarz ze zdjęć. Kiedy prace zostały zakończone, mówiąc nieładnie, został wykastrowany, tak aby nie trafił na rynek. Teraz nie można go zarejestrować do jazdy po drogach publicznych, o czym informuje stosowny napis na ramie nośnej. Jego osiągami nie można cieszyć się nawet na zamkniętych obiektach do jazdy, to znaczy można, ale... nie są zbyt imponujące.

Są tacy, którzy twierdzą, że ograniczenie osiągów czarnego prototypu F12tdf zostało uzyskane w sposób programowy i teoretycznie da się je przywrócić, jednak nie ma co do tego żadnej pewności. Nowemu właścicielowi tego Ferrari F12tdf, jeśli taki się znajdzie, pozostanie tylko postawienie go piedestale i cieszenie się widokiem, tego kawałka historii marki Ferrari. Może też spróbować odzyskać dawne osiągi i... czekać na pozew od Ferrari, bo włoska firma wyjątkowo lubi wysyłać prawników do własnych klientów.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.