Mechanik rozbił jedno z najdroższych Ferrari w historii

Na takie zdjęcia patrzy się z przykrością. Ze szczególną przykrością będzie na nie patrzył właściciel tego Enzo. Zwłaszcza że auto prawdopodobnie prowadził mechanik z okolicznego ASO. Naprawa z pewnością nie będzie tania...

Czerwone Ferrari Enzo rozbiło się na autostradzie A99 pod Monachium w okolicy jednego ze zjazdów. Kierowca prawdopodobnie przesadził z prędkością. W efekcie zamiast w zjazd trafił w barierę energochłonną. Ta odebrała energię uderzenia i... roztrzaskała przód supersamochodu.

Zobacz wideo Koszalińska policja zatrzymała złodziei ferrari. A tak wyglądała jego kradzież. Złodzieje wyprowadzili samochód ze strzeżonego parkingu

Czerwone Enzo ma roztrzaskany przód. Naprawa będzie droga

Enzo w wyniku uderzenia straciło maskę. Nawet jedno z przednich kół "stanęło bokiem". Fragmenty rozbitego Ferrari zostały rozrzucone w odległości 200 metrów. Skutek? Trzy osoby trafiły do szpitala. Dwie siedzące w coupe i jedna spoza auta. Wypadek mocno ograniczył ruch na niemieckiej autostradzie. Dodatkowo oznacza pewnie milionową naprawę. Kto zatem prowadził? Niemiecka policja tego akurat nie wyjaśnia. Na Ferrari Chat pojawiła się jednak plotka mówiąca o tym, jakoby za kierownicą Enzo siedział mechanik z okolicznego salonu Ferrari.

Mechanik rozbił jedno z najdroższych Ferrari w historiiMechanik rozbił jedno z najdroższych Ferrari w historii Fot. Feuerwehr München / Facebook

Dwie rzeczy w tej sprawie są pewne. Po pierwsze nikt nie zginął. Po drugie naprawa będzie wyjątkowo droga. Z pewnością odbije się ubezpieczycielowi auta czkawką. Zakładając, że Ferrari miało oczywiście AC... Jeżeli nie miało, kierujący coupe mechanik raczej nie będzie miał problemu z wydawaniem oszczędności w ciągu najbliższych kilku dekad.

Do zakupu Enzo nie wystarczyły pieniądze. Potrzebne było zaproszenie i... test!

Ferrari Enzo jest jednym z najwspanialszych, najrzadszych i najbardziej pożądanych modeli w gamie włoskiej marki. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka. Wygląda powalająco, jest napędzane 6-litrowym, wolnossącym silnikiem V12 o mocy 660 koni, a do tego powstało zaledwie 400 egzemplarzy auta. Co więcej, samochodu nie dało się po prostu zamówić w salonie. Kierowca musiał otrzymać specjalne zaproszenie do jego zakupu. Telefony z propozycją dostawały przede wszystkim te osoby, które wcześniej kupiły modele F40 lub F50. Choć nawet i wyselekcjonowani klienci na samym "tak" nie kończyli. Wcześniej musieli przejść jeszcze testy, które potwierdzały, że warto im sprzedać takie coupe...

To wszystko sprawia, że nawet dziś – 22 lata po premierze – Enzo jest białym krukiem rynku wtórnego. Jeżeli już pojawi się oferta sprzedaży auta, to znika ona na pniu. Co więcej, używane Enzo sprzedają się za kwoty sięgające 4 mln dolarów. To stanowi 6-krotność ceny salonowej i daje sumę wynoszącą jakieś 16 mln zł.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.