Pracownicy brytyjskiej fabryki Stellantis w Luton, w której produkowane są lekkie samochody użytkowe takich marek jak Citroën, Peugeot, Opel czy Vauxhall, rozpoczęli dwudniowy strajk. Jego przyczyną jest plan zamknięcia zakładu, który został ogłoszony wówczas, gdy koncernem zarządzał Carlos Tavares. Była to jedna z ostatnich decyzji kontrowersyjnego biznesmena.
Zamknięcie zakładu związane jest z przepisami, jakie rząd Wielkiej Brytanii wprowadził w celu zwiększenia popularyzacji elektryków. Zgodnie z nimi producenci muszą osiągnąć narzucony z góry minimalny poziom sprzedaży pojazdów elektrycznych. W przypadku samochodów osobowych auta na prąd muszą odpowiadać za przynajmniej 22 proc. ogólnej sprzedaży, a w segmencie aut użytkowych poziom 10 proc. Jeżeli nie uda się tego zrealizować, naliczana jest kara w wysokości 15 tys. funtów (ok. 77 tys. zł) od każdego "nadprogramowego" spalinowego pojazdu. Jedyną realną receptą na sprostanie takim wymaganiom jest sztuczne ograniczanie sprzedaży tradycyjnych pojazdów. W przypadku koncernu Stellantis rozsądnym było więc wygaszenie produkcji w zakładzie w Luton.
Motoryzacyjny gigant planuj teraz przenieść część produkcji do zakładu w Ellesmere Port. Realizacja tego planu nie jest jednak do końca przesądzona. Zdaniem przedstawicieli związków zawodowych po odejściu dotychczasowego dyrektora generalnego należy ponownie zweryfikować tę decyzję i zastanowić się nad alternatywnym sposobem zażegnania problemów. Zwłaszcza że fabryka w Luton jest jednym z najważniejszych lokalnych ośrodków pracy — zatrudnionych jest tam 1100 pracowników.
Oczywiście pracownicy nie zgadzają się na zamknięcie fabryki, w związku z czym ogłosili dwudniowy strajk (17-18 grudnia). "Zamknięcie dochodowej fabryki w Luton, która dopiero co została przygotowana do produkcji pojazdów elektrycznych w 2025 roku, nie ma sensu. Słusznie nadszedł już czas na Carlosa Tavaresa, którego kontrproduktywna strategia cięcia Stellantis do kości w celu sztucznego zawyżania zysków wyraźnie zawiodła" - stwierdziła sekretarz generalna Unite Sharon Graham, cytowana przez portal francuskie.pl. "Stellantis ma teraz okazję zapobiec niepotrzebnemu zniszczeniu swoich zakładów w Luton. Unite wzywa firmę do cofnięcia wyznaczonego terminu zwolnień, który został narzucony przez reżim Carlosa Tavaresa i umożliwienia właściwych negocjacji między pracownikami, kierownictwem i rządem w sprawie przyszłości zakładu" - kwituje przedstawicielka związku.