Gdańsk kupił za 62 mln zł elektryczne autobusy. Te jednak nie nadają się do eksploatacji...

Autobusy elektryczne weszły do użytkowania w Gdańsku. Niestety dość szybko zjechały do bazy. Na dobre! Powód? Ich zasięgi są, delikatnie mówiąc, mało zadowalające. Nie da się ich eksploatować na regularnych trasach. Nie starczy im na to prądu...

Drogowe ciekawostki z całej Polski znajdziesz również w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Gdańsk w sierpniu 2022 r. rozstrzygnął przetarg na zakup elektrycznych autobusów. Padło na ofertę firmy MAN. Ta miała dostarczyć 8 autobusów przegubowych i 10 o standardowej długości. Wartość kontraktu sięgnęła kwoty na poziomie 62 mln zł. Pojazdy zostały zamówione i weszły nawet do floty komunikacji miejskiej w Gdańsku. Co jednak z tego...

Zobacz wideo Tak kierowcy wpadają na ignorowaniu znaku B-20

Autobusy elektryczne w Gdańsku pokonują 200 zamiast 400 km

Bardzo szybko okazało się, że gdańskie elektryki mają poważny problem z "paliwożernością". Producent deklaruje, że na jednym ładowaniu są w stanie pokonać nawet 400 km. W realnych warunkach okazało się jednak, że zasięg pojazdów jest dwukrotnie mniejszy. Skutek? Kierowcy poważnie obawiali się, że autobusem nie uda się dojechać do stacji ładowania. To prowadziło do kuriozalnych sytuacji. Kierujący np. wyłączali ogrzewanie.

Jak powiedział anonimowy kierowca KM w Gdańsku redakcji portalu Trojmiasto.pl, raz nawet konieczna była podmiana autobusu na taki o napędzie spalinowym. Prowadzący przerwał jazdę, bo bał się, że w pojeździe wyładuje się bateria w czasie kontynuowania trasy.

Czemu gdańskie autobusy elektryczne mają tak małe zasięgi?

Problemy z zasięgami nie były jednak wielką tajemnicą dla szefostwa ZTM w Gdańsku czy władz miasta. Jak twierdzą kierowcy autobusów, problemy z uzyskaniem zasięgów zakładanych przez producenta, wychodziły już w fazie testów przed zamówieniem pojazdów. Pojawił się zatem pomysł przeszkolenia kierujących z jazdy elektrykiem. Szkolenia jednak niewiele dały...

Czemu zatem elektryczne autobusy MAN-a w Gdańsku są tak prądożerne? Kierowcy komunikacji miejskiej wskazują na dwa główne czynniki. Pierwszym jest masa pojazdów. Te ważą od 6 do nawet 8 ton. Drugim jest ukształtowanie terenu. Pokonanie gdańskich wzgórz morenowych wymaga dużo większego zużycia energii. Być może na równym terenie MAN-y miałyby szansę na zbliżenie się do fabrycznych zasięgów.

Warto pamiętać o jeszcze jednym. Ciężki autobus szybciej ściera opony i asfalt. To potęguje stopień zużycia nawierzchni drogowych i ilość cząstek stałych krążących w powietrzu w miastach.

Elektryczne autobusy miejskie są ślepą uliczką?

Powstaje zatem pytanie: co dalej? Skoro elektryczne autobusy MAN-a nie nadają się do standardowej eksploatacji na klasycznych trasach, w dużej mierze zostaną uziemione w bazie. Pojazdy za 62 mln zł będą się nadawać głównie do uzupełniania ruchu w czasie korków. Regularne linie nadal będą obsługiwać pojazdy spalinowe. A to oznacza poważny problem. I to nie tylko dla Gdańska, ale w skali całej Polski. Zbiegają się w nim dwie kwestie.

  • Pierwsza jest taka, że Gdański przykład jasno pokazuje, że elektryczne autobusy miejskie mogą być sposobem na punktową mobilność. W dużym mieście sprawdzą się na naprawdę krótkich trasach. I to też przy założeniu ograniczenia komfortu – braku ogrzewania czy klimatyzacji. W pełni sprawdzą się tylko w małych miejscowościach.
  • Druga jest taka, że samorządy niestety nie mają wyboru. Muszą inwestować w zeroemisyjne środki transportu. Zobowiązuje ich do tego art. 36 ustawy z dnia 11 stycznia 2018 r. o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Elektryczne lub wodorowe autobusy z czasem będą stanowić 20 lub nawet 30 proc. całej floty.
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.