Coraz więcej marketów stawia na swoich parkingach parkometry. Cel? Chodzi o to, żeby na placach stawały tylko pojazdy na czas zakupów kierowców. Żeby inni kierowcy nie blokowali miejsc. Obecność parkometru nie oznacza jednak jeszcze opłaty za parkowanie. Czasami wystarczy pobrać bezpłatny bilecik. Ten uprawnia do darmowego parkowania przez czas od godziny do trzech.
Przy niektórych parkometrach wystarczy sam bilecik. Bez numeru rejestracyjnego. W części numer trzeba podać. I w tym właśnie punkcie zaczyna się historia opisana przez lokalny serwis istotne.pl. Małżeństwo z Bolesławca (woj. dolnośląskie) udało się na zakupy. Kierujący mężczyzna pobrał bilecik, wpisał na nim numer rejestracyjny, schował go za szybę i poszedł na zakupy. Jego zdziwienie było wielkie, gdy po powrocie do pojazdu za jego wycieraczką znalazł wydruk z informacją o karze za nieuprawnione parkowanie.
Skoro mężczyzna dochował wszelkich formalności, czemu otrzymał "mandat"? Nie chodziło wcale o to, że przekroczył limit darmowego parkowania. Pomylił się, wpisując numer rejestracyjny podczas drukowania biletu. Numer jego pojazdu zaczynał się od liter DBL. Ten wpisany na bileciku startował natomiast od liter DB.
Brak jednej z liter to typowy przykład czeskiego błędu. Kierowca poczuł się zatem pokrzywdzony i postanowił złożyć odwołanie. Dla pewności dorzucił do niego nawet skan paragonu za zakupy z marketu. Tak, aby potwierdzić, że parkowanie było związane z wizytą w sklepie. Operator niestety prośbę o anulowanie opłaty odrzucił i podtrzymał wezwanie do zapłaty kary. Stwierdził bowiem, że "fakt dokonania zakupów w sklepie nie zwalnia z obowiązku przestrzegania regulaminu parkingu". Brak biletu z kolei wiąże się z wezwaniem do zapłaty opłaty dodatkowej. I firma ma zamiar egzekwować te środki.
Historia się na tym kończy? Błąd. Mężczyzna postanowił odpowiedzieć na odpowiedź zarządcy parkingu. Ten jednak wiadomość zignorował. W zamian wysłał... przesądowe wezwanie do zapłaty. A w tej perspektywie małżeństwo z Bolesławca ma tak naprawdę dwa wyjścia. Pierwsze jest takie, że po prostu zapłaci karę. Drugie jest takie, że wystąpi na drogę sądowną. Może złożyć pozew i starać się udowadniać swoje racje. Na ile duże będą szanse na wygraną? To oceni tylko sędzia.