Jazda jednośladem po ścieżce rowerowej to droga przez mękę. Pięć zasad bezpiecznej jazdy

Bartłomiej Pawlak
Piesi skarżą się, że rowerzyści jeżdżą po chodnikach, kierowcy, że blokują ruch, gdy obok jest ścieżka, ale i z dróg dla rowerów Polacy wciąż nie potrafią korzystać. Stworzyliśmy listę pięciu najbardziej irytujących zachowań, przez które jazda rowerem po mieście jest nie tylko nieprzyjemna, ale i niebezpieczna.
Zobacz wideo Rowerem po chodniku? Zakaz, ale z rozsądnymi wyjątkami

Infrastruktura rowerowa w Polsce nie jest idealna, ale i sami użytkownicy jednośladów robią wiele, aby jazdę na dwóch kółkach pozostałym skutecznie zniechęcić. Jazda slalomem między pieszymi, wciskanie się między innych "na centymetry", notoryczne wymuszanie pierwszeństwa i część innych zachowań sprawia, że wielu osobom zwyczajnie odechciewa się wsiadania na rower. Czasem jazda nim staje się wręcz mniej bezpieczna niż poruszanie się autem.

A widać to szczególnie w ciepłe, słoneczne popołudnia, gdy na drogi dla rowerów wyjadą również "rekreacyjni" cykliści. Niektórzy z nich traktują publiczne drogi jak prywatne place zabaw i zupełnie nie przejmują się obecnością innych osób. Tymczasem dla wielu miłośników jednośladów, szczególnie w centrum miasta, rower służy jako środek transportu pozwalający na szybkie i zdrowe (zarówno dla organizmu, jak i klimatu) dotarcie do celu. 

Warto zatem korzystać z niego tak, aby każdemu ułatwić przejazd. Dla tych, którzy nie pamiętają (lub nie chcą pamiętać) o tym, jak powinno się prawidłowo jeździć rowerem, przygotowaliśmy listę pięciu najbardziej irytujących zachowań i błędów, które popełniane są przez wielu cyklistów. Wyjaśniamy też, jak korzystać z dróg jednośladem, aby wszystkim jeździło się lepiej (i bezpieczniej).

1) Nie jedź po chodniku, gdy nie jest to dozwolone

Pierwszy i chyba najczęściej wymieniany grzech rowerzystów to jazda po chodniku. Faktycznie, gdy obserwuje się jednoślady poruszające się po miastach, można odnieść wręcz wrażenie, że chodnik to wspólna przestrzeń cyklistów i pieszych. To nieprawda, a rowerzysta na chodnik może wjechać tylko w bardzo nielicznych sytuacjach. Czyli gdy:

  • opiekuje się jadącym na rowerze dzieckiem, które ma mniej niż 10 lat,
  • nie ma drogi dla rowerów, chodnik ma co najmniej dwa m szerokości, a na jezdni dozwolony jest ruch szybszy niż 50 km/h (muszą zostać spełnione wszystkie trzy warunki na raz),
  • przed chodnikiem umieszczono znak "droga dla pieszych" (C16) oraz tabliczkę "nie dotyczy rowerów" (T22),
  • panują bardzo złe warunki atmosferyczne - jest ulewa, mgła, śnieżyca, wieje porywisty wiatr itd.

Wyjątkiem są hulajnogi elektryczne, dla których przygotowano inny zestaw przepisów. Hulajnogą trzeba poruszać się po drogach dla rowerów (lub pasem rowerowym / ciągiem pieszo-rowerowym), a w przypadku jego braku jezdnią, jednak tylko wtedy, gdy prędkość na niej jest ograniczona do 30 km/h. Jeśli limit jest wyższy, konieczna jest jazda chodnikiem, ale z maksymalną prędkością "równą prędkości pieszego" (nie określono jej precyzyjnie w ustawie).

To prawda, że przepisy zostały napisane tak, że trudno jest je zapamiętać, ale należy wiedzieć, że chodnik jest dla rowerzysty ostatecznością. Cyklista powinien poruszać się głównie drogą dla rowerów lub jezdnią. A kierowcy samochodów powinni traktować go jak pełnoprawnego uczestnika ruchu (bo - o ile nie ma drogi rowerowej - to faktycznie nim jest).

Gdy konieczna jest już jazda po chodniku, powinniśmy korzystać z niego w prawidłowy sposób. A więc jechać powoli, ostrożnie i ustępować pierwszeństwa pieszym. Szybka jazda między nimi slalomem, "rozganianie" ich dzwonkiem itp. - te zachowania są nie tylko nieprzepisowe, ale i zwyczajnie niekulturalne.

Pas rowerowy na ul. Świętojańskiej / GdyniaPas rowerowy na ul. Świętojańskiej / Gdynia Fot. Kamil Gozdan / Agencja Wyborcza.pl

2) Nie wymuszaj pierwszeństwa przejazdu

Ale i na ścieżkach rowerowych część cyklistów zupełnie zapomina, że na drodze nie są sami. A chyba najbardziej charakterystycznym tego przykładem jest notoryczne wręcz wymuszanie pierwszeństwa. Najlepiej widać we wszystkich miejscach, gdzie krzyżują się dwie drogi dla rowerów. Zazwyczaj - o ile tylko ruch jest spory - panuje kompletny chaos i żaden cyklista nie chce "zmarnować" tych kilku sekund, by przepuścić pozostałych. 

Co ciekawe, rowerzyści wymuszają pierwszeństwo nie tylko na drogach rowerowych, ale i jezdni. Ba, to od lat najczęstsza przyczyna wypadków powodowanych przez samych rowerzystów. Dość zadziwiające, bo przy zderzeniu z nawet niewielkim samochodem cyklista ma niewielkie szanse wyjść ze zdarzenia bez szwanku.

Jak wynika z policyjnych danych, tylko w 2021 roku rowerzyści spowodowali w ten sposób (przez nieustąpienie pierwszeństwa) 399 wypadków (32,7 proc. wszystkich wypadków z winy rowerzystów), w których zginęło aż 38 osób (aż 50 proc. wszystkich). Oczywiście kierowcy innych pojazdów nie są święci i w ten sam sposób spowodowali aż 1170 wypadków, w których ucierpieli rowerzyści (choć ofiar było mniej, bo 18), ale to już temat na inną historię.

Rowerowe rondo w WarszawieRowerowe rondo w Warszawie fot. zrzut ekranu z Google Maps

Co zatem mówią znaki na temat pierwszeństwa przejazdu? Są one analogiczne do tych, do których muszą stosowań się kierowcy samochodów. O pierwszeństwie decyduje sygnalizacja świetlna, znaki lub zasada prawej ręki. Gdy sygnalizatorów nie ma, na drogach rowerowych liczą się znaki (w Polsce występują głównie znaki poziome), a gdy ich nie ma, pierwszeństwo ma rower jadący z prawej. Dzięki stosowaniu się do tych jakże prostych przecież zasad wszystkim będzie jeździło się nie tylko wygodniej, lecz także bezpieczniej.

Co ciekawe, pionowe znaki ostrzegawcze dla rowerzystów są w Polsce raczej niespotykane, ale czasem stawiane są za granicą. Poniżej przykład z drogi rowerowej w miejscowości Saint-Louis we Francji:

Znak 'Ustąp pierwszeństwa' dla rowerzystów we FrancjiZnak 'Ustąp pierwszeństwa' dla rowerzystów we Francji fot. Bartłomiej Pawlak

3) Nie jedź pod prąd i zwróć uwagę na strzałki

To jedna z najbardziej irytujących sytuacji na drogach, choć dla wielu rowerzystów wydaje się codziennością. Mowa o jeździe pod prąd obok towarzysza podróży. Wielu cyklistów na rowerze lubi rozmawiać z osobą obok, ale w mieście w ten sposób niezwykle utrudnia poruszanie się innym uczestnikom ruchu. Nie tylko zresztą samochodom na jezdni, ale przede wszystkim na drogach dla rowerów.

Pół biedy, jeśli gdy gadatliwy cyklista widzi jednoślad jadący z przeciwka (lub próbujący wyprzedzić), zjedzie z powrotem na swój pas. Gorzej, gdy - a takich sytuacji jest mnóstwo - wcale nie zamierza tego robić, aby nie przerywać sobie rozmowy. Część cyklistów idzie na "kompromis" i tylko nieco zbliża się do roweru kolegi po swojej prawe stronie. Kończy się na wymijaniu innych "na centymetry".

Co gorsza, wysoka temperatura na dworze ponownie sprawiła, że na drogi rowerowe wjechały tłumy rowerzystów i hulajnogistów, którzy kompletnie nie zwracają uwagi na jakiekolwiek oznaczenia. Tyczy się to przede wszystkim wydzielonych z jezdni pasów dla rowerów, które najczęściej są jednokierunkowe. Dla tych, którzy mieliby wątpliwości, co kilkadziesiąt metrów pozostawiono zresztą odpowiednie strzałki. Warto zwrócić na nie uwagę.

Ścieżka rowerowa, jako wydzielony pas ruchuŚcieżka rowerowa, jako wydzielony pas ruchu Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl

Inny, bardzo irytujący grzech rowerzystów widział zapewne każdy, kto choć raz korzystał z roweru w centrum dużego miasta. Gdy droga dla rowerów przecina jezdnię, a światło jest czerwone, po prawej stronie ustawia się sznurek cyklistów. Większość czeka w kolejce na zielone światło, jednak często znajdzie się jeden lub kilku rowerzystów, którzy za punkt honoru postawili sobie zatrzymanie się jak najbliżej jezdni. Ustawiają się więc po lewej stronie drogi dla rowerów (a czasem i na chodniku, gdy nie ma już miejsca) i czekają.

Zapala się zielone, wszyscy ruszają, a z naprzeciwka nadjeżdżają kolejni rowerzyści. O ile nie znajdzie się ktoś, kto wpuści wciskających się cyklistów, osoby z lewej strony blokują ścieżkę. Wtedy zaczyna się żmudna operacja przeciskania się i wymijania kolejnych osób, co jest niezwykle irytujące. Część cyklistów, aby oszczędzić sobie kłopotu, zjeżdża na przejście dla pieszych, a następnie kontynuuje jazdę chodnikiem.

Jako ciekawostkę dodamy, że tylko z powodu nieprawidłowego wymijania rowerzyści spowodowali w 2021 roku 89 wypadków, w których zginęły dwie osoby. A wydawałoby się, że przecież nic złego stać się nie może.

4) Przepuszczaj pieszych na pasach i nie omijaj czekających

O ile kierowcy samochodów w większości zawsze przepuszczają pieszych na pasach, o tyle rowerzyści i użytkownicy hulajnóg zdają się ich zupełnie nie zauważać. Zapewne po części wynika to z pośpiechu (i bezkarności cyklistów), a po części z nieznajomości przepisów. Tymczasem Prawo o ruchu drogowym mówi jasno.

Pierwszeństwo na przejściu dla pieszych (nie tylko tym na jezdni, ale i na drodze rowerowej) ma zawsze pieszy. Niedopuszczalne jest też oczywiście wyprzedzanie czy omijanie rowerzystów, którzy zwalniają lub zatrzymują się, by przepuścić pieszych. Niewielu cyklistów wie, że pieszy ma również pierwszeństwo na ciągach rowerowo-pieszych.

5) Patrz przed siebie i nie ryzykuj

Drogi rowerowe niemal zawsze mają po jednym pasie ruchu, a zatem aby wyprzedzić innego cyklistę, trzeba zjechać na moment na przeciwległy pas. Wielu rowerzystów wyprzedza jednak bardzo nieostrożnie lub zupełnie nie przejmuje się obecnością jednośladów jadących z przeciwka. Mają nadzieję, że manewr jakoś uda się wykonać lub drugi rowerzysta zwyczajnie zjedzie mu z drogi.

Jest to nie tylko niezwykle irytujące, ale i tworzy niebezpieczne sytuacje, które mogą skończyć się - i czasem się kończą - wypadkiem. W 2021 roku właśnie z powodu nieprawidłowego wyprzedzania (wszystkich pojazdów ogółem, zapewne głównie innych jednośladów) przez rowerzystów doszło do 27 wypadków, a zginęła jedna osoba.

Więcej o prawidłowym poruszaniu się na rowerach i hulajnogach przeczytasz na Gazeta.pl

Warto na koniec wspomnieć o jeździe hulajnogą elektryczną we dwie lub nawet trzy osoby. Takiego zachowania dopiero od roku zakazują przepisy, jednak było i jest ono niebezpieczne. Manewrowanie oraz hamowanie takim, często przeciążonym pojazdem jest znacznie utrudnione. Lepiej dopłacić te kilka złotych i wynająć drugą hulajnogę na minuty, niż narażać się na wypadek.

Więcej o: