Nikola Corporation. Taka piękna katastrofa [MOTO 2030]

Łukasz Kifer
Nikola Corporation to amerykański startup, który od 2015 roku zaprezentował trzy ciężarówki z napędem elektrycznym: Nikola One, Two i Tre. Problem w tym, że do tej pory żadna z nich nie znalazła się w sprzedaży, a jedyny zysk, który wykazała firma, pochodzi z paneli słonecznych sprzedanych własnemu prezesowi.

MOTO 2030 to copiątkowy cykl Gazeta.pl, w którym poruszamy najważniejsze tematy dotyczące przyszłości motoryzacji, transportu, technologii. Samochody, drogi i miasta bardzo dynamicznie zmieniają się na naszych oczach. Co piątek dziennikarze Moto.pl będą o tych zmianach pisać. Tutaj znajdują się wszystkie artykuły z cyklu MOTO 2030.

Nikola zarobiła na tej transakcji zaledwie 36 tysięcy dolarów i to cały dochód w historii firmy. Mimo to jest warta ponad 12 miliardów dolarów, jednak coraz więcej specjalistów uważa, że coś jest nie tak ze startupem z Arizony. Takie firmy mają specyficzny schemat rozwoju, ale nawet jeśli wziąć to pod uwagę, jego działania nie budzą zaufania. I co bardziej istotne, nie widać żadnych wymiernych efektów zainwestowanych pieniędzy.

Dlatego o Nikola Corporation ostatnio jest głośno, głównie z negatywnych powodów. Najpierw 10 września 2020 r. został upubliczniony "raport Hindenburga". Chodzi o analizę organizacji analityczno-inwestycyjnej Hindenburg Research zarabiającej na transakcjach krótkoterminowych.

Hindenburg licznymi argumentami zmiażdżył strategię Nikola Corp. twierdząc, że jej prezes Trevor Milton wielokrotnie i z premedytacją wprowadził inwestorów w błąd. Zdaniem analityków potęga firmy została zbudowana na dziesiątkach kłamstw. Nikola odbiła piłeczkę i oskarżyła Hindenburg Research o próbę nielegalnego manipulowania kursem ich akcji.

Kilka dni temu (20 września 2020 r.) prezes i założyciel Nikola Corporation ustąpił ze stanowiska ze skutkiem natychmiastowym i odszedł z firmy. Twierdzi, że zrobił to "dla jej dobra", co nie wystawia mu najlepszego świadectwa. Milton w dalszym ciągu jest właścicielem 25 proc. akcji Nikola Corp.

Jego udziały są warte ponad trzy miliardy dolarów, bo cała firma została wyceniona na 12,3 miliardy dolarów. Stanowisko prezesa zarządu po Miltonie objął dotychczasowy członek i były wiceprezes w koncernie General Motors, Stephen Girsky. Inwestorzy bardzo dobrze zareagowali na tę zmianę i wysoko oceniają kompetencje Girsky'ego.

Nikola TwoNikola Two fot. Nikola

Nikola Corporation. 12 miliardów na zachętę

Jak to możliwe, że przedsiębiorstwo, które nie wprowadziło na rynek ani jednego produktu, stało się tak cenne? Sekret tkwi w bardzo dużych oczekiwaniach względem rynku, który ma na celowniku Trevor Milton i jego dziecko - Nikola Corp. Biznesmen chce zrewolucjonizować branżę transportu drogowego.

Tylko po drogach USA jeżdżą około trzy miliony ciągników siodłowych (tzw. class 8 trucks). Za używanie każdej z nich firmy transportowe płacą średnio 100 tys. dolarów rocznie. Przejęcie nawet 10 proc. tego rynku oznacza zyski liczone w miliardach.

Analitycy twierdzą, że na wyceny takich firm trzeba patrzyć pod kątem ryzyka zwrotu inwestycji. W przyszłości Nikola może być warta zero dolarów (jeśli zbankrutuje) albo nawet 100 miliardów dolarów (jeśli zdobędzie rynek przebojem). Jeżeli ocenić szanse zwrotu zainwestowanych pieniędzy na 10 proc., jej wartość można skalkulować na około 10 miliardów dolarów, co jest mniej więcej zgodne z aktualną wyceną.

Opanowanie rynku przewozów drogowych nie będzie ani łatwe, ani tanie. Ciągniki siodłowe Nikola, jeśli kiedykolwiek powstaną, będą miały silniki elektryczne w kołach, a źródło energii w większości przypadków stanowią ogniwa wodorowe. Oznacza to, że równocześnie z wprowadzeniem rewolucyjnego produktu na rynek trzeba zbudować ogólnokrajową sieć tankowania wodorem.

Jest to łatwiejsze do zaplanowania i tańsze niż w przypadku samochodów osobowych, używanych głównie prywatnie. Trasy ciężarówek i dystanse, które pokonują, są znacznie łatwiejsze do przewidzenia. W tym schemacie nie ma chaosu, o jego strukturze decydują przepisy i precyzyjne kalkulacje. Stworzenie takiej infrastruktury będzie i tak niezwykle kosztowne i skomplikowane, ale kiedyś musi nastąpić. Trudno wierzyć, że ciągniki siodłowe będą wiecznie napędzane silnikami Diesla.

Nikola Two - 1000 KM, 2700 Nm i 1200 km zasięgu

Startup dotychczas zaprezentował trzy prototypy ciężarówek amerykańskiej klasy 8: Nikola One, Two i Tre. Wszystkie mają napęd elektryczny, a prąd pochodzi z ogniw paliwowych i akumulatorów. Prace nad pierwszym modelem wyposażonym w hybrydowy system zasilania (ogniwa paliwowe i galwaniczne) zostały zarzucone. Rozwijane są projekty Two oraz Tre. Obie ciężarówki mają imponujące parametry techniczne.

Nikola Two z ogniwami wodorowymi ma osiągać moc 1000 KM, moment obrotowy 2700 Nm i oferować zasięg ponad 1200 km. Akumulatorowy ciągnik siodłowy Nikola Tre ma mieć ogniwa o pojemności nawet 750 kWh, silniki rozwijać moc 640 KM, a system pozwalać na ładowanie z mocą 350 kW. Dodatkowo firma rozwija poboczne projekty: elektrycznego pikapa Badger oraz pojazdy o przeznaczeniu rekreacyjnym: skuter wodny WAV i lekkie terenówki kategorii UTV - Reckless oraz NZT.

Czy Trevor Milton to kopia Elona Muska?

Twórca firmy Nikola Trevor Milton oraz jego aktywność biznesowa mają kilka cech charakterystycznych. Amerykanin od młodego wieku ima się rozmaitych biznesów. Z różnym powodzeniem, ale ratuje go charyzma i duża siła przekonywania. Bez przerwy bierze się za nowe projekty i jest niezwykle aktywny na Twitterze. Niektórzy twierdzą, że przy takiej liczbie wysyłanych tweetów nie zostaje mu już wiele czasu na inne zajęcia, w tym pracę.

Milton uwielbia ten kanał komunikacji i nieustannie wdaje się w niekończące się polemiki z tzw. short-sellers, inwestorami giełdowymi zarabiającymi na transakcjach krótkoterminowych. Summa summarum to oni decydują o wycenie firmy, ale zdaniem wielu obserwatorów zaangażowanie Trevora Miltona w dyskusje z "drobnymi handlarzami" przybiera kuriozalną formę i nie służy dobrze wizerunkowi prezesa ani firmy wartej ponad 10 mld dolarów.

Nikola TreNikola Tre fot. Nikola

Milton twierdzi, że przyświeca mu idea zmiany świata na lepszy i temu, a nie zyskom, ma służyć jego przedsięwzięcie. Dzięki zeroemisyjnym ciągnikom siodłowym Nikola Corporation transport drogowy stanie się bardziej ekologiczny i zrównoważony.

Czy ten schemat działania nie przypomina wam kogoś? Chodzi oczywiście o Elona Muska, którego aktywność może wyglądać podobnie, ale pomiędzy dwoma biznesmenami jest kilka istotnych różnic. Przede wszystkim Musk ma argumenty na poparcie swoich słów. Praktycznie każdy jego biznes prędzej czy później okazuje się sukcesem, nawet jeśli oczekiwanie na ten moment czasami trwa niepokojąco długo.

Sam Elon Musk wypowiada się lekceważąco na temat Miltona. To w jego stylu, poza tym trzeba pamiętać, że sam ma chrapkę na rynek transportowy. Od kilku lat Tesla szykuje ciągnik siodłowy Semi, który ma go zdobyć przebojem. Z tym że Musk uważa zasilanie ogniwami wodorowymi za błędny kierunek rozwoju. Zdaniem południowoafrykańskiego przedsiębiorcy podstawowym problemem jest ich niska wydajność w porównaniu z akumulatorami.

Wyboista droga do sukcesu Miltona

Młody biznesmen pierwsze poważne pieniądze zarobił na firmie sprzedającej systemy alarmowe, ale kolejne jego przedsięwzięcia już nie były takie spektakularne. Portal ogłoszeniowy z używanymi samochodami zbankrutował, firma dHybrid przerabiająca ciężarówki na hybrydowe została uwikłana w procesy sądowe i finalnie sprzedana. Milton jednak nie stracił entuzjazmu i wziął się za rozkręcanie kolejnej firmy. Takie były początki Nikola Motor Company.

Inna istotna różnica to rynki, które są kluczowe dla obu firm. Tesla zadebiutowała w branży samochodów osobowych, w której zakupy są bardziej spontaniczne i emocjonalne, dzięki czemu łatwiej zdobyć serca klientów. Rynek transportu drogowego jest bardzo lukratywny, ale wszelkie decyzje handlowe wynikają z rachunku ekonomicznego. Nikt nie wyposaży firmy we flotę ciężarówek wodorowych, jeśli nie będzie mu się to opłacać.

Trevor MiltonTrevor Milton fot. Nikola

Powyższe argumenty świadczą zdecydowanie na niekorzyść firmy Nikola Corporation i sprawiają, że trudno wierzyć w jej sukces. Jednak z jakiegoś powodu wiary nie tracą rynkowi giganci, którzy w nią inwestują. Chodzi między innymi o Boscha w zamian za udziały dostarczającego technologię i mającego zamiar uczestniczyć w produkcji ciężarówek Nikola Tre w Europie. Najbardziej spektakularna jest niedawna decyzja General Motors, której efektem był natychmiastowy wzrost kursu akcji Nikola Corp.

Motoryzacyjny koncern zawarł ze startupem 8 września strategiczne partnerstwo, w wyniku którego ma zająć się produkcją elektrycznego pikapa Nikola Badger. General Motors będzie odpowiedzialny za jego wytwarzanie, a nawet wyposażenie w akumulatory Ultium własnego projektu, w zamian za akcje Nikola o wartości dwóch miliardów dolarów. Dodatkowo koncern motoryzacyjny ma udostępnić technologię ogniw paliwowych Hydrotec na potrzeby ciężarówek tej firmy.

Na co Nikola Corp wydaje pieniądze inwestorów?

Biorąc pod uwagę, że ostatnie kilka lat Nikola Corporation rzekomo poświęciła na opracowanie własnych rozwiązań technologicznych, które ma wykorzystać do zbudowania zapowiadanych pojazdów, brzmi to cokolwiek niepokojąco. Jeśli firma do tej pory nie opracowała własnych ogniw i akumulatorów, na co przeznaczyła zainwestowane fundusze?

Podobne wątpliwości ma Hindenburg Research. W opublikowanym wkrótce po ogłoszeniu powyższej umowy raporcie otwarcie krytykuje biznesowe działania Nikola Corp. Można długo wymieniać umieszczone w nim zarzuty, ale najważniejsze z nich dotyczą właśnie braku własnych technologii, produktów i publikowaniu nieprawdziwych informacji, których celem było sztuczne zawyżenie wartości startupu.

Hindenburg twierdzi, że Nikola nie ma własnych akumulatorów i falowników, a w czasie prezentacji używała produktów innych firm, zaklejając ich logo własnym. W dodatku premiery ciężarówek Nikola One i Two miały być oszustwem. Pierwszy ciągnik podobno nigdy nie został opracowany pod względem technicznym. Nikola One była tylko efektownie wyglądającym nadwoziem.

Druga w czasie publicznego testu drogowego nie miała napędu, który umożliwiłby samodzielną jazdę, a jej producent miał się posiłkować grawitacją. Mówiąc kolokwialnie po prostu zepchnął ciągnik siodłowy z górki. Autorzy raportu Hindenburga twierdzą, że mają na to liczne i niezaprzeczalne dowody.

Nikola Corporation to "skomplikowane oszustwo"

Zarzutów jest mnóstwo, a Hindenburg Research nie przebiera w słowach. Strategię Nikola Corp. nazwał "wielopoziomowym, zawikłanym oszustwem". Normalnie już byłoby słychać kroki prawne, tymczasem jedyną reakcją startupu jest informacja prasowa prostująca niektóre informacje oraz rezygnacja założyciela i prezesa.

Rzeczywiście, zapowiadają się procesy sądowe, ale zupełnie inne. Na podstawie raportu inwestorzy giełdowi szykują co najmniej trzy pozwy zbiorowe, w których będą domagać się odszkodowania za rzekome oszustwa i wprowadzenie ich w błąd. Czy to będzie koniec Nikola Corporation?

Nie wiadomo, ale perspektywy nie są optymistyczne. Kurs akcji po ogłoszeniu przedsięwzięcia joint-venture z General Motors wzrósł, ale po opublikowaniu raportu zaczął szybko spadać. Koncern motoryzacyjny potwierdził swoje zainteresowanie, a dyrektorka generalna GM Mary Barra ogłosiła, że nie zamierzają się wycofywać z partnerstwa, ale trudno to brać za dobrą monetę.

Nikola BadgerNikola Badger fot. Nikola

Można znaleźć sporo argumentów świadczących o tym, że podpisanie porozumienia niekoniecznie poprawi pozycję Nikola Corp. Po pierwsze klasyczne koncerny motoryzacyjne już nie raz pokazały, że słabo orientują się na rynku startupów i w przeszłości wielokrotnie przeszacowały ich wartość w obie strony.

Po drugie pikap Nikola Badger jest akurat najmniej ryzykowną częścią biznesu. Inwestycja zostanie w znaczącej części sfinansowana przez rząd USA, który przewiduje dopłaty do każdego egzemplarza w wysokości siedmiu i pół tysiąca dolarów. Poza tym nawet jeśli Nikola zbankrutuje, GM może samodzielnie wytwarzać taki samochód.

Wreszcie po trzecie - związanie się Nikola z General Motors na dłuższą metę wcale może nie być korzystne dla tej firmy. Jednym z głównych atutów Tesli jest właśnie brak takich powiązań oraz kosztów związanych z tradycyjnym modelem motoryzacji. Trudno powiedzieć, jaka przyszłość czeka Nikola Corporation, ale doradcy inwestycyjni zalecają ostrożność.

Najbardziej niepokojącym sygnałem jest brak jakichkolwiek produktów wprowadzonych na rynek od początku działalności firmy. Doradcy biznesowi zawsze przestrzegają przed inwestowaniem w startupy, które w zamian oferują tylko obietnice bez pokrycia. Najbliższe miesiące pokażą, czy Nikola stanie się gigantycznym oszustwem giełdowym na miarę farmaceutycznej firmy Theranos, która kilka lat temu również była wyceniana na ponad 10 mld dolarów.

W tej chwili częściej niż do Muska Trevor Milton jest porównywany do prezeski Theranosa, Elizabeth Holmes. A kondycją finansową Nikola Corporation oprócz inwestorów zaczęły się interesować agencje rządowe. Niezależne śledztwa właśnie rozpoczyna Giełdowa Komisja Papierów Wartościowych (SEC) i Departament Sprawiedliwości USA. Za jakiś czas poznamy ich efekty. Wtedy okaże się, czy prezes ustąpił ze swego stanowiska tylko z powodów wizerunkowych.

Nikola TwoNikola Two fot. Nikola