Testujemy Skody w skrajnych warunkach. Czy warto dopłacać do napędu na cztery koła?

Jeszcze chwilę temu chwile grozy mieliśmy na polskich drogach. Tylko w Łodzi na ulice wyjeżdżało równocześnie blisko 100 pługopiaskarek, a miasto i tak przez kilka dni grudnia i stycznia stało w permanentnym korku. Dziesiątki stłuczek, mnóstwo nerwów i palpitacja serca. Takimi hasłami możemy określić niemal każdy atak zimy, a nieprzygotowanie zgłaszają przede wszystkim kierowcy. Czy można temu zaradzić?

Jeśli przez 340 dni w roku drogi są czarne, po co więc trzymać w garażu zimowe ogumienie? Oszczędność czasu i miejsca. Przez dwanaście miesięcy możemy bowiem jeździć na letnich lub całorocznych oponach. Popularnością cieszą się też bieżnikowane, choć nieco odbiegają parametrami o tych sezonowych. Niemniej, kalkulacja ekonomiczna jest prosta. Wszystko się jednak sypie, gdy do głosu dojdą skrajnie nieprzyjazne warunki atmosferyczne.

Na drogach błyskawicznie wychwycimy, kto jest obyty z własnym autem i czy oszczędza na bezpieczeństwie. Niemniej, sytuację można poprawić. Do tego dochodzi kwestia napędu, choć akurat w tym temacie rynek jest mocno uzależniony od klimatu.

Zobacz wideo [MATERIAŁ SPONSOROWANY] Jak wygląda polski rynek motoryzacyjny? Odpowiada Fabien Goulmy z Renault

Gdzie się sprzedaje najwięcej aut 4x4?

Nie tylko opony wpływają na bezpieczeństwo. To również obecność napędu na obie osie. Do niedawna występującego głównie w klasie premium, a od dwóch dekach także w wielu modelach na kieszeń Kowalskiego. w Co ciekawe, rozpatrując dokonania Skody, największy udział w rynku 4x4 odnajdujemy na Islandii (blisko 88 proc.). Wysoki wskaźnik przedstawia też Norwegia (74,5 proc.) i Szwecja (43 proc.). W części kontynentalnej, liderem pozostaje Szwajcaria – 57,5 procenta. Jeśli popatrzymy na suche liczby, prym w 2022 wiedli Niemcy – ponad 26 tysięcy egzemplarzy. Polska na Starym Kontynencie zajmuje piątą lokatę – 5877 sztuk.

Taki wynik nad Wisłą oznacza, że świadomość Polaków rośnie. Na co dzień, system 4x4 w połączeniu nawet z najlepszymi oponami jest niezauważalny. Zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia z układem opartym na sprzęgle międzyosiowym typu Haldex. Wówczas to komputer dozuje siłę przekazywaną na tylną oś, ale jedynie przy niskich prędkościach i w mocnym uślizgu, na tył trafi około 50 procent. Konstrukcja większości aut jest przednionapędowa, co czyni je bezpiecznymi i przewidywalnymi. Trzeba jednak pamiętać, że wystarczy trochę śniegu, deszczu lub błota, a taki system stanie się nieodzowny. W większości modeli Skody występuje z mocnymi silnikami i przekładnią DSG. Do tego dochodzi armia czujników i elektronicznych asystentów. Z drugiej strony, budowa systemu jest dość prosta i nie wpływa zauważalnie na koszty serwisowe. To rozwiązanie trwałe i skuteczne, choć z pewnością nie dla rasowych off-roaderów.

Testujemy Skody 4x4Testujemy Skody 4x4 fot. Piotr Mokwiński

Testujemy Skody 4x4Testujemy Skody 4x4 fot. Piotr Mokwiński

Napęd 4x4 - jak to działa?

Konstrukcja 4x4 opracowana przez Skodę tylko nieznacznie podnosi masę pojazdu – niespełna 100 kilogramów. Podobnie przedstawia się przyrost kg w elektrykach. Sprzęgło wielopłytkowe z elektronicznym sterowaniem sprawnie żongluje momentem obrotowym, by optymalizować przyczepność. W dobrych warunkach, niemal 100 procent trafia na koła przedniej osi (tylnej w Enyaqu). Tym samym, zużycie paliwa odchyla się od normy zaledwie o kilka proc. względem klasycznych wersji napędowych. Dopiero w razie gwałtownego przyspieszania na śliskiej nawierzchni, komputer przekazuje większą siłę na mocniej dociążone koła tylne. W razie wystąpienia poślizgu, nawet 85 procent może popłynąć na jedno z kół tylnej osi. Co ważne, system spięto z układem ABS i ESP.

4x4 docenimy również podczas nagłej zmiany kierunku na dość przyczepnej nawierzchni. Dowodem w sprawie mogą być liczne testy łosia przeprowadzane przy znacznym załadowaniu auta. Dzięki napędzanym czterem kołom, zdecydowanie łatwiej opanować taki pojazd i wykonać dynamiczne ominięcie przeszkody lub powrócić z pobocza na asfaltową drogę.

Sytuacja przedstawia się zgoła inaczej na zaśnieżonych arteriach. Przekonaliśmy się o tym na zamarzniętym jeziorze. Wystarczy kilkanaście centymetrów lodowej pokrywy, by móc do woli korzystać z dobrodziejstwa inwentarza. W takich warunkach najłatwiej będzie wyczuć samochód i wypracować nawyki, które w podbramkowych sytuacjach uratują nam zdrowie lub nawet życie. Samochody wyposażone w dwie osie pędne, pozwalają na uzyskiwanie znacznie wyższych prędkości na śliskiej nawierzchni i wyraźnie lepszą kontrolę nad pojazdem. Wtenczas, najszybciej nauczymy się reakcji maszyny na dociskanie gazu w poślizgu przy jednoczesnym, lekkim wychyleniu kół. Założenie kontry na kierownicy w odpowiednim momencie stanowi klucz do bezpieczeństwa.

Tak to wygląda w aucie spalinowym, a w elektryku? Niemal identycznie, choć w tym przypadku mamy preferencję napędową tylnej osi. W odmianach 4x4 przednie koła napędza drugi silnik, przez co nieco inaczej rozkłada się masa, ale założenia bezpiecznej jazdy są niemal tożsame. Zmienia się nieznacznie stopień operowania gazem i hamulcem, choć tego drugiego będziemy używać rzadko. Istotne, że bezemisyjny samochód potrafi dać mnóstwo frajdy z jazdy na lodowym torze. Dość łatwo go kontrolować i wprowadzać w poślizgi. Równie lekko przyjdzie nam wyjść z opresji i przywrócić optymalny tor jazdy. Przydałoby się natomiast więcej rasowego dźwięku, którego akurat w Enyaqu zabrakło.

Czy są inne, dodatkowe korzyści z posiadania 4x4?

A i owszem. AWD to pozycja obowiązkowa dla kierowców holujących przyczepy. Nie ma tu znaczenia przeznaczenie bagażówki, choć im cięższy ładunek, tym ważniejsza obecność 4x4. Zwłaszcza w sytuacji, gdy zdarza nam się opuścić utwardzone szlaki. Wolny manewr cofania lub zawracania na piasku, w błocie lub na szutrze, zdecydowanie ułatwi obecność Nm przekazywanych na koła obu osi. To samo dotyczy wyciągania jachtu z wody, korzystając z betonowego podjazdu z zalegającymi drobinami piasku przenoszonymi na oponach.

Z napędem na cztery koła łatwo się zaprzyjaźnić

Prosty układ 4x4 nie tylko poprawia bezpieczeństwo, ale i komfort jazdy. W razie wystąpienia gorszych warunków atmosferycznych, wyposażeni w dobre opony bez stresu dojedziemy do pracy lub na zakupy. Europejczycy z górzystych terenów dostrzegli to już dawno. Nie bez przyczyny po Alpach jeżdżą niezliczone egzemplarze Fiata Pandy drugiej generacji 4x4. W Skodzie około 16 procent wozów opuszcza bramy salonów z AWD. System znajdziemy w Octavii, Karoqu, Superbie, Kodiaqu i elektrycznym Enyaqu. Nieznacznie podnosi masę pojazdu i wymaga dopłaty na poziomie 10 tysięcy złotych.

Krótkie szkolenie na zamarzniętym jeziorze pokazało, że na tym elemencie nie warto oszczędzać. To propozycja dla osób aktywnie spędzającym czas. W mieście 4x4 przyda się rzadko, ale wystarczy wyjechać poza zatłoczone arterie, by przekonać się o jego sile. Nie dziwi zatem fakt, że Czesi sprzedali od 1999 ponad 1,25 miliona takich pojazdów. Jeśli wejdziemy w posiadanie takowego, warto udać się na profesjonalne szkolenie lub poćwiczyć we własnym zakresie na odcinku wyłączonym z publicznego użytku. Wypracowane nawyki okażą się nieocenione podczas jazdy w trudnych warunkach atmosferycznych.

Testujemy Skody 4x4Testujemy Skody 4x4 fot. Piotr Mokwiński

Testujemy Skody 4x4Testujemy Skody 4x4 fot. Piotr Mokwiński

Więcej o:
Copyright © Agora SA