Alternatywy na cztery koła, czyli Anioł, Ursynów, wielka płyta i samochody

Reżyser Stanisław Bareja fantastycznie zapisał się w historii komedii, ale o świecie filmu będzie trochę mniej, bo więcej jednak o motoryzacji. A dokładniej o pojazdach z serialu, w którym główną rolę zagrał blok z wielkiej płyty z warszawskiego Ursynowa, przy ul. Alternatywy 4.

- Cicho mówię! Jadą, jadą! Teraz to na pewno jadą! – wykrzyknął uradowany "gospodarz domu" Stanisław Anioł na dobiegający z oddali szum samochodowych silników. - Albo rybka, albo pipka - jak powiedział Hamlet. Balcerek, graj pan sto lat! – zaraz dodał. Rybka i Hamlet?

Zobacz wideo Śladami serialu "Alternatywy 4"

Roman Wilhelmi brawurowo zagrał prostaka, który – wywalony z fotela kierownika prowincjonalnego wydziału kultury w Pułtusku – ląduje na budowie wielkiego osiedla w stolicy. Stanisław Anioł marzy o awansie w strukturze aparatczyków, gdy tymczasem los płata mu figla. Zamiast lukratywnej posady w komitecie wojewódzkim Anioł otrzymuje etat dozorcy na Ursynowie. "Alternatywy 4" to nieustający przebój telewizji od ponad 35 lat. Według danych ze strony filmpolski.pl pierwszy odcinek wyświetlono 30 listopada 1986 roku.

Alternatywy 4 w budowieAlternatywy 4 w budowie Kadr z serialu "Alternatywy 4", reż. S. Bareja

Wielka płyta z parkingami

Na Ursynowie mieszka dziś ponad 150 tysięcy ludzi. Warszawską dzielnicę pod względem populacji można przyrównać do Zielonej Góry lub Bytomia (choć w pierwszym mieszka nieco mniej, a w drugim z wymienionych miast nieco więcej ludzi, niż oficjalnie zgłoszono Ursynowian). Historia tej części południowej Warszawy sięga wielu wieków wstecz, ale – umówmy się — pałac w Natolinie, notabene wciąż zamknięty dla gawiedzi, jest zdecydowanie mniej ważny niż metro startujące z Kabat czy bloki mieszkalne stawiane w okolicy od połowy lat 70. XX wieku.

Ursynów mieszkaniami stoi i basta. Serial, zwłaszcza że odwoływał się wprost do mizerii i szarzyzny swoich czasów, był skazany na sukces. Ekipa filmowców zabrała się do pracy 9 grudnia 1981. Grali ledwie kilka dni, bo później zaczął się stan wojenny. Większość aktorów bojkotowała grę w oficjalnych produkcjach filmowych czy spektaklach teatralnych. Bareja był jednak uparty i, co można wyczytać na pełnej ciekawostek stronie dla fanów serialu alternatywy4.net, skłonił aktorów do pracy dyspensą, którą podobno uzyskał od podziemnej "Solidarności".

GierkówkaGierkostradą do nieba. Śmierć czaiła się na każdym skrzyżowaniu

Powstało 9 odcinków. Praca nad serialem trwała ponad dwa lata, po części z banalnych powodów – w kryzysie trzeba było organizować dosłownie wszystko. Brakowało nawet… kuchennych szafek, które miały zawisnąć w filmowych wnętrzach. Serial pokazano dopiero w roku 1986. Dlaczego? Ewidentnie Bareja z zespołem bardzo inteligentnie kpił z PRL. "Alternatywy" musiały swoje odleżeć na półkach archiwum.

Akcja "blokowej sagi w sosie z wielkiej płyty" toczy się głównie w pomieszczeniach – mieszkaniach, na klatce schodowej i w piwnicach. Poszczególne sceny kręcono w atelier, choć dla ożywienia akcji Stanisław Bareja wykorzystał też ujęcia plenerowe. Na zdjęciach wystąpił prawdziwy dom z wielkiej płyty (w tzw. realu znajduje się przy ul. Grzegorzewskiej 3) oraz nieliczne samochody. W większości skromne, bo takimi przecież jeździło się w latach 80.

BMW 2002tiBMW 2002ti fot. BMW

Pierwszy przykład z brzegu. Na rynku w Pułtusku, gdzie zaczyna się akcja, bo tam mieszkał Stanisław Anioł wraz z żoną Miećką (świetna rola Bożeny Dykiel), można naliczyć kilka maluchów oraz autobus PKS (Jelcz-Skoda). W czasach PRL na parkingach było luźniutko. Po ulicy czasem przemknął Maluch (takim jeździł "doktór Lewatywa" Zdzisław Kołek – w tej roli wystąpił Jerzy Kryszak oraz docent Zenobiusz Furman, wielbiciel myślistwa i osiedlowy "donosiciel", świetnie improwizowany przez Wojciecha Pokorę), gdzieś w serialowym tle można zobaczyć jugosłowiańską Zastavę i Duże Fiaty. Epizodyczne rólki w serialu przypadły też radzieckiej Czajce, BMW 2002 (czerwonym jeździł towarzysz Winnicki) oraz Ładzie 2106.

FSO Polonez LuxDlaczego Polonez nie zmotoryzował Polski? "Każda część żyła w nim własnym życiem"

Uważne oko dostrzeże też kilka krajowych ciężarówek i autobusów. Aniołowie zjechali do Warszawy zielonkawym Starem 28 z numerami rejestracyjnymi CIP-1086/1066 i napisem na drzwiach "PTHW/Przedsiębiorstwo Transportowe Handlu Wewnętrznego — zakład nr 4". W innym odcinku, gdzie do bloku przy Alternatywy przywożą nieboszczyka w trumnie, widać "pogrzebowego" Sana H-100. Były bardzo charakterystyczne, bo wraz ze zderzakami, pomalowane "posępnym" lakierem. W serialu zagrały też autobusy z ulic Warszawy – przez kadry przemknął Ikarus i licencyjny Jelcz PR110 wywodzący się z francuskich Berlietów.

Hydros T-321Hydros T-321 Kadr z serialu 'Alternatywy 4'

Jak dobrze mieć sąsiada (najlepiej z dźwigiem)

Internetowy serwis IMCDB.org (skrót od Internet Movie Cars Database) to kopalnia wiedzy dla miłośników kina oraz samochodów. Twórcy strony chwalą się, że wyszukali ponad 5352 aut różnych marek, modeli i producentów. Statystyki IMCDB.com pokazują, że w blisko 73 tysiącach filmów i seriali (tyle dotąd poddano analizie), na ekranie najczęściej występował Ford Crown Victoria.

Na tym tle żuraw samobieżny (potocznie powiecie dźwig) Hydros T-321 z "Alternatyw" wypada całkiem blado. Oprócz serialu Barei, gdzie dźwig pokazywano częściej od innych pojazdów, potężna maszyna wystąpiła ledwie w 4 produkcjach, głównie dokumentach i "produkcyjniakach z epoki".

Autostrada dei LaghiAutostrada dei Laghi ma 97 lat. Czy włoska droga do jezior na pewno była pierwsza?

Żółte żurawie z czarnym napisem Stalowa Wola to mała historyczna zagadka. Niewiele na ich temat można znaleźć w sieci. Niektórym kojarzą się z brytyjskimi maszynami marki Coles. Całkiem trafnie. W roku 1971, a więc w epoce wczesno-gierkowskiej, podpisano umowę o współpracy pomiędzy HSW Stalowa Wola a brytyjskim koncernem Coles Cranes Ltd.

Żuraw ważył blisko 40 ton, a więc prawie tyle, co… czołg. Hydros miał podwozie 8x6 (osiem kół i trzy napędzane osie), a do jego napędu służył silnik o mocy 240 koni (drugi, nieco słabszy napędzał dźwig). Wysięgnik żurawia miał długość do 32 m, a maszyna mogła podnieść do 32 ton. Nikt nie badał przyspieszenia do setki, ale podobno ten potężny wehikuł mógł jechać nawet 60 km/h. Ciekawe, jak się tyloma tonami stali hamowało? Na pewno ktoś podpowie, bo sporo Hydrosów wciąż jeździ po drogach, także te budowane we wczesnych latach 80.

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do możliwości żurawia. W scenariuszu "Alternatyw" T-321 wykorzystano m.in. do przeniesienia upiornie ciężkiej szafy, której siłami gromady sąsiadów nie dało się wtaskać na klatkę schodową. Pod ręką był jednak Zygmunt Kotek (dźwigowego zagrał Kazimierz Kaczor), więc problem przeprowadzkowy rozwiązano grzecznościowo. Stanisław Bareja wykorzystał Hydrosa również w scenie "wypadku lotniczego", w której zniszczono enerdowskiego żółtego AWZ P-70, technologicznego protoplastę Trabanta.

P-70P-70 Kadr z serialu 'Alternatywy 4'

Szczurom duroplast smakował…

W zakładach w Zwickau "P-70" produkowano krótko, bo zaledwie 4 lata (od 1955 do 1959 roku). Dwusuwowa osobówka z NRD w latach 80. była więc bardziej niż przestarzała. Wyobraźcie sobie małego sedana z silnikiem dwucylindrowym, o pojemności 700 cm3 i mocy 22 koni, z hamulcami bębnowymi (sterowanymi linkami), z odsuwanymi szybami (jak w tramwajach z lat 60.) oraz z drewnianym szkieletem nadwozia, który dla oszczędności blachy pokrywano tzw. duroplastem, czyli żywicą wymieszaną z odpadami bawełnianymi.

Złośliwa plotka mówi, że duroplast bardzo lubiły szczury, zanim do mieszanki żywicznej nie zaczęli dodawać czegoś bardzo gorzkiego. Z marketingowego punktu widzenia jednak bomba, bo P-70 był w swoim czasie jednym z nielicznych aut z tworzywa sztucznego. Trudno go oczywiście porównywać z Corvette, ale gdyby się ktoś uparł i nazwał rzeczy po imieniu, równie trudno byłoby zaprzeczyć takiej klasyfikacji – kultowy samochód sportowy z USA też przecież był "mydelniczką".

P-70 daleko było do funkcjonalności. Przypomnijcie sobie księgowego Kubiaka (zagranego przez Jerzego Turka), który w jednym z odcinków wpycha kosz mokrej bielizny od strony kabiny, odchylając najpierw oparcie tylnej kanapy. Inaczej się nie dało, bo w wersji sedan nie zastosowano klapy bagażnika. Prawdopodobnie była za droga, choć pewnie liczyły się też inne względy. Samochód bez klapy był zapewne bardziej sztywny.

P-70 limuzynaP-70 limuzyna fot. IFA

Fragment scenariusza odcinka nr 8 ze strony alternatywy4.net.

Kubiakowie wychodzą z bloku. Śpiewaczka niesie ze sobą miednicę z praniem.

Śpiewaczka Kolińska-Kubiak (w tej roli Halina Kowalska): Pojedziemy do teściów, rozwiesimy na strychu i będzie w porządku. Daj. Poczekaj.

Kubiak upycha pranie z miski na tylnym siedzeniu. Przechodzący Kołek komentuje nowy nabytek Kubiaków.

Doktor Kołek: O, nowy nabytek widzę? Z giełdy?

Tadeusz Kubiak: Nie, z ogłoszenia. W bardzo dobrym stanie. Napisane było: P-70 stan idealny, tanio sprzedam.

Kubiak wraca do upychania prania. Po chwili wypada (wraz z praniem) na jezdnię. Dlaczego? P-70 miał stalową podłogę. Po kilkudziesięciu latach po prostu zamieniła się w rdzę.

Mercedes-Benz seria W123Mercedes-Benz seria W123 fot. Mercedes

Ulubione auta Barei

Stanisław Anioł w finałowym odcinku wygłasza spicz do gości wysiadających z Mercedesów: - Łelkom! Gutentag! Naschledano! Lejdis dżentelmen! Więc tak, mam zaszczyt powitać szanownych gości w imieniu kolektywu mieszkańców Alternatywy cztery. To niesłychane wyróżnienie jest wyrazem uznania ze strony władz dla naszych dotychczasowych sukcesów i jednocześnie bodźcem do dalszych godnych uwagi osiągnięć na polu gospodarczym! Chcę podkreślić, jako gospodarz tego domu, że naszą ambicją jest, aby przykład promieniujący z tego miejsca, pod moim, czyli Stanisława Anioła kierownictwem, rozszerzył się na cztery części kuli ziemskiej!

Dzień H w SzwecjiDzień H w Szwecji był 54 lata temu. "Trzymaj się kursu, Svensson!"

Podobno reżyser serialu bardzo lubił Mercedesy. Być może właśnie z tego powodu użył aż sześciu ciemnoniebieskich "beczek" (czyli modeli W 123). Wprawdzie były to "dwusetki", które napędzały całkiem zwyczajne silniki o niewielkiej mocy, ale auta z gwiazdą od zawsze cieszyły się szczególną estymą i powszechnie uważano, że bardziej luksusowych na polskich ulicach nie ma

Limuzyny dostarczył najpewniej Orbis, bo to ta firma woziła zagranicznych VIP-ów podczas ich pobytów w PRL. Ciekawe, czy choć jedna z filmowych "beczek" przetrwała do naszych czasów? Może wciąż tkwi zapomniana w jakimś garażu? To dopiero byłaby niespodzianka. Na miarę cytatów Stanisława Anioła i poczucia humoru Stanisław Barei.

Podczas przygotowania tekstu korzystałem ze strony Alternatywy4.net. Jej twórcom – bardzo dziękuję.

Ikarus 280Ikarus 280 Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta

Więcej o: