Nie wszyscy boją się chińskich aut. Stellantis chce je montować w Polsce. Aktualizacja: w tym roku!

Strach przed chińskimi samochodami nie oznacza, że należy rezygnować ze współpracy z producentami samochodów z Azji. Stellantis inwestuje we współpracę z Leapmotor, co może oznaczać produkcję wybranych chińskich samochodów w Europie. Niewykluczone, że skorzystają na tym pracownicy zakładów w Polsce. Według Reutersa produkcja ruszy w pierwszej połowie 2024 r.

Przez lata na chińską motoryzację patrzyliśmy z przymrużeniem oka. Menedżerowie amerykańskich, europejskich czy japońskich marek traktowali Chiny jako dobre miejsce do produkcji przestarzałych modeli, które wycofano z macierzystych rynków. Specjalizowały się w tym szczególnie marki francuskie i niemieckie. W chińskich salonach m.in. Citroena, Peugeota i Volkswagena (wszystkie przedsięwzięcia w ramach współpracy z lokalnymi partnerami przemysłowymi) królowały modele, które w Europie już doczekały się następców (m.in. Citroen ZX, Peugeot 206 jako Citroen C2, Seat Toledo I jako Chery Fulwin i Volkswagen Passat jako Santana). Teraz sytuacja może się odwrócić. To chińscy menedżerowie będą mogli żartować, że starsze konstrukcje wytwarza się w Europie.

Zobacz wideo Chińskie samochody stały się konkurencyjne. O co chodzi? Zobaczcie na przykładzie BAIC Beijing 5

Chińskie modele z Europy? To bardzo możliwe dzięki staraniom władz koncernu Stellantis. Carlos Tavares nie wyklucza montażu tanich elektrycznych samochodów marki Leapmotor (według Reutersa chińskie władze zezwoliły w marcu 2024 r. na utworzenie spółki joint venture ze Stellantis) w jednej lub kilku lokalizacjach w Europie. Pod uwagę brano przede wszystkim słynne Mirafiori we Włoszech (to mógł być ukłon w stronę włoskich władz, z którymi Stellantis ma obecnie dość chłodne relacje).

Jak nie z ziemi włoskiej, to z ziemi chińskiej do Polski

Ale Mirafiori to nie była jedyna lokalizacja. Potencjalna lokalizacja rzecz jasna. Jedną z alternatyw dla produkcji we Włoszech są dawne zakłady Fiata w Tychach. W miejscu, gdzie obecnie kończy się produkcja takich spalinowych modeli jak Fiat 500 i Lancia Ypsilon, będzie powstawać np. Leapmotor T03, czyli samochód z segmentu miejskich maluchów (3,6 m długości i rozstaw osi 2,4 m). Innymi słowy, konkurent małej Pandy, który z akumulatorem 36,5 kWh może przejechać do 280 km w cyklu w WLTP. Według doniesień Reutersa decyzję już podjęto, a montaż SKD ruszy w drugim kwartale 2024 r. 

Chiński elektryk Leapmotor T03.Chiński elektryk Leapmotor T03. Fot. Materiały prasowe producenta

Po co takiemu gigantowi jak Stellantis wspólne przedsięwzięcie z Chińczykami? Nie jest tajemnicą, że firmie przydadzą się niedrogie modele od chińskiego partnera (można sporo zaoszczędzić i nie tracić funduszy na opracowanie własnej konstrukcji). Na europejskim rynku brakuje relatywnie przystępnych cenowo aut elektrycznych. Obecnie najtańsze modele jak Dacia Spring (auto jest sprowadzane do Europy z zakładów w Chinach) czy Citroen eC3 to wydatek ponad 100 tys. zł (a jeszcze wcale nie tak dawno taka kwota wystarczyła na duże rodzinne kombi jak Opel Insignia czy Toyota Avensis). Tanie konstrukcje z europejskich zakładów szykuje m.in. koncern Renault (m.in. Twingo) oraz Volkswagen (spokrewniony z Twingo model z rodziny ID). T03 mógłby być jeszcze tańszym rywalem dla europejskich konstrukcji. I niejedynym.

Citroen e-C3Citroen e-C3 Tomasz Okurowski

Renault Twingo LegendRenault Twingo Legend Renault. Materiały producenta

Apetyt na europejski rynek ma także BYD, który buduje na Węgrzech fabrykę samochodów elektrycznych. Po co chińskiemu gigantowi taka inwestycja? Europa jest na tyle atrakcyjnym i chłonnym rynkiem, że trudno go pominąć w planach światowej ekspansji (BYD inwestuje także m.in. w Ameryce Południowej i Azji Środkowej). Ponadto nie bez znaczenia są próby zamykania dostępu do rynku europejskiego czy amerykańskiego poprzez wprowadzanie dość wysokich stawek celnych na produkcję chińską. Skoro zatem eksport z Chin do Europy nie będzie zbyt opłacalny, zawsze można spróbować sił na miejscu z lokalną produkcją. A tego akurat UE tak łatwo nie zablokuje.  

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.