Opinie Moto.pl: Ineos Grenadier. Od pasjonata dla pasjonatów. To się naprawdę udało

Miałem okazję spędzić z Ineosem Grenadierem cały dzień i poznęcać się nad nim na Pustyni Siedleckiej. Grenadier pokazał, że jest gotowy na wiele, a marzenie Jima Ratcliffe'a stało się rzeczywistością.

Wszystko mogło tu pójść nie tak. Ineos Grenadier to tak naprawdę pomysł jednego człowieka. Brytyjski miliarder Jim Ratcliffe, twórca koncernu petrochemicznego Ineos, pewnego dnia stwierdził, że chciałby mieć porządną terenówkę. Taką klasyczną, stworzoną do ciężkiej pracy, która swoim charakterem nawiązuje do Land Rovera Defendera. Podstawowe założenia konstrukcyjne dotyczące samochodu były proste: ma być zbudowany na klasycznej ramie skrzynkowej, mieć zawieszenie ze sztywnymi mostami, stały mechaniczny napęd na cztery koła oraz silnik spalinowy. Ma to zapewnić dobre właściwości w terenie i trwałość konstrukcji, nawet kosztem wygody w czasie jazdy po asfalcie.

Zobacz wideo Rozmowa Michała Gąsiorowskiego z Michałem Gołasiem - kolarzem grupy INEOS

Ineos Grenadier już jeździ po bezdrożach, a kierowcy są nim zachwyceni

Jim Ratcliffe zdecydował, że powoła do życia własną markę, która zacznie się zajmować się produkcją terenówek. To ogromne wyzwanie nawet dla miliardera i tak ogromnej firmy jak Ineos. Wiele osób kręciło głową, nie dowierzając. Takich projektów się po prostu nie robi. Są zbyt trudne.

Ekipa Ineosa jednak wzięła się do roboty i zaczęła odhaczać kolejne punkty na liście zadań do wykonania. Efekt? Grenadiery już jeżdżą po drogach i bezdrożach całego świata, a kierowcy są absolutnie zachwyceni. Na prezentacji na południu Polski spotkaliśmy parę, która swoim własnym grenadierem pojechała z psem i przyczepką aż do Kapadocji i z powrotem. Pytani o Ineosa tylko go chwalili. Sprzedaż ruszyła pełną parą także w Polsce. Ineosa Grenadiera kupicie u dwóch dealerów (Auto Fus w Warszawie iTEAM Długołęka we Wrocławiu), działa już kilka punktów serwisowych, które obejmują swoim zasięgiem prawie cały kraj (w planach jest jeszcze otwarcie placówki w Trójmieście), a w Polsce sprzedano już ponad 20 sztuk. Zainteresowanie jest podobno bardzo duże.

Marzenie Jima Ratcliffe'a stało się rzeczywistością. Plany, by rocznie produkować do 25 tysięcy Ineosów są jak najbardziej realne. Co więcej, młoda marka planuje prawdziwą ofensywę. W ofercie znajdują się już: premierowa wersja pięciodrzwiowa, trzydrzwiowa zbudowana na skróconym podwoziu oraz czterodrzwiowy pikap oparty na przedłużonej ramie. To nie koniec. Ineos już testuje Grenadiery z napędem elektrycznym oraz wodorowym.

Ineos Grenadier - jak zrobić samochód zupełnie od nowa?

Ineos Grenadier to składak. I choć brzmi to może niezbyt dobrze, to w tym przypadku trzeba to traktować jako ogromną zaletę. W konstrukcji samochodu ma udział około 160 podwykonawców. Ineos od każdego bierze to co najlepsze. Silniki są dwa i pochodzą z BMW. Do wyboru benzyna lub diesel. To świetnie znane kierowcom i chwalone rzędowe szóstki o pojemności trzech litrów. Doskonale znamy też ośmiostopniową automatyczną skrzynię biegów ZF. Nieoficjalnie mówi się, że porozumienie uwzględnia nawet zbliżającą się w niemieckim koncernie wymianę pokoleniową jednostek napędowych.

Produkcja Ineosa odbywa się we francuskim zakładzie w Hambach, który firma odkupiła od koncernu Daimler. Obok terenówek wciąż montowane są tam niektóre modele Mercedesa. Nad Grenadierem pracowali najwięksi spece z branży. Przykład? Firma Magna, której miłośnikom offroadu nie trzeba przedstawiać. To ona odpowiada za Mercedesa Klasy G. Z kolei elementy napędu ma dostarczać Carraro - producent podzespołów do ciągników rolniczych.

Z tego połączenia powstała rasowa i prawdziwa terenówka.

Ineos Grenadier -Ineos Grenadier - fot. Filip Trusz

Ineos Grenadier -Ineos Grenadier - fot. Filip Trusz

Ineos Grenadier -Ineos Grenadier - fot. Filip Trusz

Ineos Grenadier - wrażenia z jazdy. Po asfalcie

Należę do tej grupy kierowców terenówek, których Jim Ratcliffe pewnie przeklina. Lubię pojeździć Wranglerem, Jimnym albo jakimś pikapem. Głównie po mieście, a w teren zjechać taki, że zwykły SUV z  napędem na przód pokonałby go bez zająknięcia. Dlatego podobają mi się te wszystkie techniczne nowinki, nowoczesne systemy i ogólne cywilizowanie tych samochodów.

Znawcy tematów kręcą na nie nosem. Właśnie dlatego zamysłem Ineosa jest to, by był jak najprostszy, a na pokładzie było jak najmniej elektroniki. Im jej mniej, tym mniejsze ryzyko awarii, co w prawdziwym terenie jest najważniejsze. Wnętrze Ineosa jest po prostu niesamowite, a na pokładzie od razu czuć, że siedzimy w prawdziwej terenówce, a nie samochodzie stworzonym do lansowania się po mieście. Ineos to prawdziwy wół roboczy. Z nowoczesnych rozwiązań znajdziecie tylko ekran dotykowy z systemem multimedialnym, który wyświetla sporo terenowych wskaźników i oczywiście potrafi porozumieć się z Apple CarPlayem i Android Auto.

Ineos Grenadier, moim zdaniem, wymaga dwóch poprawek. Drobnostka, ale wybierak skrzyni przeniesiony 1 do 1 z BMW trochę wytrącą z fantastycznego klimatu. Brakuje też miejsca na smartfona. To tyle. A jak Ineos jeździ? Zaskakująco dobrze. Terenówki, zwłaszcza tak hardcorowe, nie przepadają za asfaltem. Grenadier jest całkiem komfortowy, a na drodze krajowej wcale nie męczy. Nie wiem, jak na drogach szybkiego ruchu, ale użytkownicy również go chwalą. Problem jest tylko jeden. Trzeba zmienić swoje przyzwyczajenia, bo wejście w ostry zakręt np. w prawo wymaga lekkiego ruchu kierownicą w lewo, a dopiero potem skręcenia, gdzie chcemy. Musimy też pamiętać o odkręcaniu kierownicy, żeby się nieprzyjemnie nie zdziwić. Średnica zawracania jest też bardzo duża, parkingowe manewry nie będą więc najwygodniejsze. W terenówce nie powinno to jednak dziwić, a sam komfort jazdy jest na naprawdę wysokim poziomie.

Ineos GrenadierIneos Grenadier fot. Filip Trusz

Ineos GrenadierIneos Grenadier fot. Filip Trusz

Ineos Grenadier - bezdroża to jego królestwo

Nie byłem jeszcze na pierwszych jazdach ani prezentacji, na której ktokolwiek pozwoliłby aż tak katować swój samochód terenowy. Tutaj nikt się nimi nie przejmował, a my mogliśmy sprawdzić Ineosa w jego naturalny terenie. Prowadził nas instruktor, który kazał nam jechać przez szalenie wąskie leśne ścieżki, a dźwięk uderzających w Ineosa gałęzi wciąż słyszę. Przedstawiciele marki tylko machnęli na to ręką, pewni swojej powłoki na lakierze. Grenadier w końcu nie może się bać byle gałęzi. To nie modna terenówka, której szkoda porysować. To twardziel.

Na koniec jazd po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej dotarliśmy na Pustynię Siedlecką, która okazała się jedną wielką piaskownicą i placem zabaw. Nikt też się nami nie przejmował i niczego nie zabraniał. Mogliśmy brać Grenadiery próbować je zakopać, rozpędzać, jechać bokiem albo mierzyć się z podjazdami i zjazdami. Jako terenowy laik byłem w szoku, co potrafiłem robić za kierownicą Grenadiera i z jaką łatwością wszystko mi przychodzi.

Najważniejsze, że Ineosa chwalili także koledzy z innych redakcji, którzy w temacie jazdy po bezdrożach siedzą znacznie głębiej. Zupełnie nowa na rynku terenówka zrobiła na każdym znakomite pierwsze wrażenie.

Ineos GrenadierIneos Grenadier fot. Filip Trusz

Ineos GrenadierIneos Grenadier fot. Filip Trusz

Ineos Grenadier - opinie

Szukacie dla siebie prawdziwego i rasowego samochodu terenowego bez żadnych kompromisów, to macie nowy obowiązkowy adres. Jeśli go nie sprawdzicie, to możecie żałować, bo na rynku pojawił się bardzo mocny gracz. Grenadiera ciepło przyjęli kierowcy, którzy go kupili i przetestowali w prawdziwym życiu. To najlepsza rekomendacja. Dobry początek Ineosa cieszy, bo to naprawdę ciekawa historia.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.