Opinie Moto.pl: Bentley. Skompletowałem luksusowego hat-tricka. Mam faworyta

Przejażdżka każdym Bentleyem to niezwykłe doświadczenie. Ostatnio miałem okazję spędzić długi weekend z Bentaygą. SUV zaimponował mi pod wieloma względami, ale nie sprawił, że go zapragnąłem. Mam inne wymarzone auto.

- Samochodów z tej półki nie spotyka się często, nawet w pracy dziennikarza motoryzacyjnego. Dlatego to takie przeżycie i czysta frajda. Jazda Bentleyem to nie kolejny dzień w pracy, a raczej przygoda i niesamowite doświadczenie. Przecież niecodziennie widzimy na drodze majestatyczny samochód z wysuwanym i podświetlanym znaczkiem ("Flying B"), połaciami najprawdziwszego drewna, fioletowo-szarą skórą, analogowym zegarkiem, wielkim ekranem, który można schować i zobaczyć kolejne analogowe wskaźniki i fotelami, z których nie chce się wysiadać. A co dopiero przejechać się takim modelem - pisałem w swoim felietonie, kiedy miałem okazję jeździć Flying Spurem.

Potem jeździłem Continentalem, a całkiem niedawno Bentaygą. I moje wrażenia się nie zmieniają. Kontakt z Bentleyem to zawsze niezwykłe doświadczenie. Złośliwe osoby mogą wskazywać, że Bentayga to krewniak Porsche Cayenne, Audi Q7 czy... nawet Volkswagena Touarega. To prawda. Jednak jeżdżąc kilka dni dni Bentaygą, nie spotkałem na drodze drugiej Bentaygi, a wymienione modele - codziennie po kilka razy. W tym tkwi magia marki luksusowej.

 

Dlaczego Bentley to marka luksusowa?

Właśnie dlatego. Bentley na drodze to rzadki widok, a jego kierowca czuje się wyjątkowy. Nieważne, którym z trzech modeli brytyjskiej marki jechałem, to czułem na sobie wzrok przechodniów. Niecodziennie widzi się przecież tak drogie i imponujące auto, nawet mieszkając w Warszawie. Najdroższe modele marek premium (Audi, Mercedesa i BMW) wydają się przy Bentleyach powszechne. Co więcej, trudno w Warszawie nie natknąć się na Porsche. Możecie być pewni, że praktycznie podczas każdej przejażdżki traficie na Cayenne albo Macana.

Na Bentleya - nie. To już taka półka, gdzie nie pyta się o cenę, bo ta nie gra większej roli. Jeśli ktoś przychodzi po Bentleya, to znaczy, że go na takie auto po prostu stać. Kierowane są w końcu do tych najbogatszych klientów, szukających samochodu, który podkreśli ich status i prestiż. Na drodze są wyjątkowe.

Czy dobrze czułem się za kierownicą Bentleya? I tak, i nie

Marki luksusowe zawsze mnie onieśmielają i nie czuję się za kierownicą takich samochodów najlepiej. Może jakby było mnie na taki samochód stać, to czułbym się inaczej, ale w tym świecie luksusu jestem w końcu tylko gościem. Nie lubię tych spojrzeń innych kierowców, ponieważ na nie nie zasłużyłem.

Może dlatego tak świetnie czułem się za kierownicą Continentala GTC V8? Przepięknie skonfigurowany, ciemnofioletowy z czarnymi felgami wciąż przyciągał spojrzenia, ale jednak potrafił się trochę wtopić w tłum. To też najmniejszy i chyba jednak najskromniejszy model z całej gamy. 550-konny Continental skradł moje serce i do dzisiaj wspominam jazdę tym wspaniałym GT. Z racji wykonywanej pracy miałem okazję przejechać się kilkoma samochodami z tej najwyższej półki - Rolls-Royce, Maybach, Aston Martin, McLaren. Tylko fioletowy Continental GTC trafił na moją listę samochodów marzeń. Jeśli wygrałbym w totka...

Błękitny, ociekający chromem Bentley Bentayga to nie moja bajka. Spójrzcie, jak absurdalnie wygląda na zwykłym polskim parkingu. Nie. To przesada.

Bentley BentaygaBentley Bentayga fot. Filip Trusz

Tak sobie mogłem wmawiać, zanim nie wsiadałem do środka, nie odpaliłem V-ósemki i nie przejechałem kilku kilometrów. Po nich Bentley Bentayga sprawił, że zapomniałem, że (podobno i niby) źle się czuję za kierownicą takich samochodów.

Bentley BentaygaBentley Bentayga fot. Filip Trusz

Bentley Bentayga - wrażenia z jazdy. Jest w nim jakaś magia

Bentley Bentayga w wydaniu Azure sprawił, że przestałem udawać przed samym sobą już w korku po wyjechaniu z salonu na ul. Połczyńskiej. Czuję się w Bentleyach znakomicie. Nawet, jakbym chciał ponarzekać na wymiary samochodu (zwykła wersja ma 5125 mm długości), to nie mogę, ponieważ Bentayga zaskakuje zwinnością. Imponuje z kolei komfortem jazdy. Dopiero w ruchu czuć, co tak naprawdę oznacza termin "marka luksusowa".

Z ogromnymi 22-calowymi felgami Bentley sprawnie wybiera nierówności, dosłownie płynie po drodze, niezależnie od prędkości izoluje nas od wszystkie na zewnątrz, a podróż umila absolutnie fantastyczne audio. Oczywiście nie jestem audiofilem, ale dla laika - to kosmos. Jedziemy też w otoczeniu klasycznego motoryzacyjnego piękna. Krzykliwa konfiguracja nadwozia może nie przypadła mi do końca do gustu, ale już wnętrze? Na pokładzie nie zabrakło dużych ekranów oraz nowoczesnego systemu multimedialnego, jednak całość jest bardzo klasyczna. Bentley wie, jak połączyć modę na ekrany z klasycznymi analogowymi przełącznikami. Nieważne, czy jedziemy Continentalem, Flying Spurem czy Bentaygą, to czujemy jakiś majestat oraz szacunek dla samochodów sprzed lat. Zresztą widzieliście na krótkim wideo, które zamieściliśmy na Instagramie. Ktokolwiek skomponował wnętrze tej Bentaygi, zrobił to z gustem i sprawił, że SUV onieśmiela elegancją. Połączenie jasnej tapicerki z drewnem oraz fioletem to strzał w dziesiątkę.

Do tego wszystkiego dodajcie 550-konny silnik. W każdej innej marce w tym momencie trzeba by się skupić na osiągach oraz trybie Sport. Liczby są w końcu absurdalne. Mówimy o ponad pięciometrowym SUV-ie, który przyspiesza od 0 do 100 km/h w 4,5 sekundy, a na niemieckiej autostradzie pojedzie 290 km/h. Tylko, że za kierownicą Bentleya... w ogóle cię to interesuje. Wiesz, że masz zapas mocy na każdy manewr. Możesz pędzić niczym sportowe auto, ale wcale nie chcesz. Nie musisz się przecież nigdzie spieszyć. Spójrzcie na mój wynik zużycia paliwa. To nie pomyłka, jeździłem Bentaygą z 550-konną V-ósemką, a nie hybrydą.

Bentley BentaygaBentley Bentayga fot. Filip Trusz

Opinie Moto.pl: Bentley, czyli marka niezwykła. Niby nie lubię (tak, jasne...), a chętnie bym jeździł więcej

Po sprawdzeniu wszystkich trzech regularnych modeli z gamy brytyjskiego producenta moim faworytem pozostaje Continental. Czułem się w nim najlepiej i miałem nawet myśli o uprowadzeniu egzemplarza testowego. Duży i ostentacyjny Bentley Bentayga aż tak mnie nie urzekł, ale to nie zmienia faktu, że jeździło mi się nim znakomicie. Mogę udawać, że z luksusowymi Bentleyami mi nie po drodze, ale to tylko udawanie. W ogóle nie dziwi mnie, że Volkswagen inwestuje w tę markę, a najbogatsi kupują takie samochody. Jest w nich coś niezwykłego i niepowtarzalnego.

Bentley Continental GTC V8Bentley Continental GTC V8 fot. Filip Trusz

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.