Nowe wcielenie oparto na modułowej platformie wykorzystanej między innymi do produkcji Clio V. Od niedawna również Mitsubishi ASX korzysta z dobrodziejstwa francuskiego inwentarza w ramach kooperacji między koncernami. Oryginał natomiast jest tylko jeden. To Captur, którego wyrazisty design trudno puścić płazem na ulicy. Crossover zyskał w pełni LED-owe oświetlenie, a także diody oświetlające przestrzeń obok auta. Nakładki ochronne na zderzakach i progach wpisują się w aktualne trendy. Auto wprowadziło sporo świeżości do segmentu i utrzymuje dość wysokie lokaty w bieżących rankingach sprzedaży.
Renault przeanalizowało rynek i doszło do wniosku, że z diesla jednak należy zrezygnować, choć jeszcze niedawno w ofercie widniał 1.5 dCi o mocy 115 KM. Jeśli regularnie zapuszczamy się poza miejskie arterie, taki napęd stanie się dobrym towarzyszem. Wystarczająco dynamiczny i wyjątkowo oszczędny. Trzeba go jednak szukać już na rynku wtórnym.
Benzynowych napędów mamy kilka do wyboru. Generują od 90 do 158. Bazowy 1.0 TCe współpracuje z fabrycznym LPG, a mocniejszy 1.3 TCe zyskał układ miękkiej hybrydy. Aktualnie w cenniku nie znajdziemy już wariantu z opcją ładowania z gniazdka, ale w jego miejsce wpisano specyfikację HEV. Jak to działa?
Konstruktorzy znad Sekwany słyną z nietuzinkowych rozwiązań. W przypadku odmiany E-Tech mamy wolnossącą jednostkę benzynową o pojemności 1.6 litra i skromnych 90 koni mechanicznych. Jak na erę downsizingu i doładowania, to dość dziwne rozwiązanie. Tym bardziej, że w Mercedesie, z którym Renault zacieśniło więzi w ostatnich latach, do dyspozycji kierowcy oddano 1.3 z turbosprężarką. Wróćmy jednak do Captura. Silnik spalinowy uzupełniają dwa elektryczne. Pierwszy z nich współpracuje z prawą nogą użytkownika, zaś drugi to wysokonapięciowy agregat pełniący funkcję rozrusznika i generatora energii. Łączna moc obu motorów to 66 KM i 205 Nm, a systemowa wynosi 143 KM.
I teraz ciekawostka. Francuscy konstruktorzy nie zdecydowali się skorzystać z bezstopniowej przekładni ani dwusprzęgłówki. Postawili na wielotrybową skrzynię bez synchronizacji załączania kolejnych przełożeń. Rola synchronizatora przypadła niewielkiej jednostce elektrycznej współpracującej ze sprzęgłem kołowym. Producent zapewnia, że takie rozwiązanie doskonale sprawdza się w F1. Cóż, pora na weryfikację oficjalnych informacji w codziennym użytkowaniu.
Na papierze, parametry Captura przedstawiają się raczej przeciętnie. Przynajmniej względem odmian napędzanych 1.3 TCe. Auto przyspiesza do setki w 10,6 sekundy i rozpędza się do 170 km/h. Niezależnie od stopnia naładowania akumulatora (1,2 kWh brutto), startuje niemal zawsze w trybie elektrycznym i stara się maksymalnie korzystać z jego potencjału. Komputer odłącza jednostkę spalinową podczas swobodnego toczenia i zjazdów ze wzniesień. Spokojna jazda owocuje też niskim zużyciem paliwa. Jeśli poruszamy się bez gwałtownego dociskania gazu, nietrudno w mieście o wyniki rzędu 4,5-6 l. Autostradowe prędkości owocują zapotrzebowaniem na poziomie 7,5-8,5 l.
Dobrze przedstawia się apetyt na paliwo w leniwej trasie powiatowymi ścieżkami. W takich warunkach, mimo niskiej temperatury za oknem, komputer pokładowy wskaże około 5 litrów. Specyfika Renault sprawia, że nie będziemy chcieli jeździć w trybie Sport, lecz MySense. Niemniej, gdy nastawimy się na ostrzejsze traktowanie napędu, jednostka spalinowa będzie doładowywać litowo-jonową baterię. Stanie się to również podczas hamowania.
W trybie ekonomicznym i komfortowym, reakcja na gaz jest ospała i silnik powoli budzi się do życia. Znacznie lepiej przedstawia się sytuacja po wybraniu modułu sportowego. Łatwiej wtedy dynamicznie ruszyć i korzystać z potencjału zespołu napędowego. Mimo dodatkowych kilogramów na plecach, Capturem możemy czerpać trochę radości na co dzień. Komfort jest na zadowalającym poziomie. Dobre noty zbiera też układ kierowniczy i praca sprężystego zawieszenia. Skuteczne wyciszenie kabiny objawia się względną ciszą w warunkach miejskich. Na autostradzie poziom hałasu rośnie. Podobnie podczas manewrów wyprzedzania, gdzie skrzynia potrafi się pogubić, a wysokie obroty nie należą do przyjemnych dźwięków.
Do projektu wnętrza Francuzi przyłożyli się równie mocno, jak i do nadwozia. Księgowi pozwolili na sporo polotu i adaptację rozwiązań z wyższych segmentów. Jedna rzecz się nie zmieniła. To schowek przed pasażerem w formie szuflady. By w pełni z niego korzystać, trzeba maksymalnie odsunąć fotel. Reszta może się podobać. Materiały w górnej części kokpitu są miękkie. W stosunku do poprzednika, jakość poszła w górę o dwa poziomy. Całość solidnie spasowano, przez co na nierównościach trudno wychwycić jakiekolwiek, niepokojące dźwięki.
Przyjemne w dotyku tworzywa wzbogacono podświetleniem nastrojowym LED. Ponadto, przed oczami kierowcy wkomponowano 7-calowy ekran (opcjonalnie 10,2-calowy). Flagowy, centralny zestaw multimedialny ma 9,3 cala. Można go swobodnie personalizować niczym ekran prywatnego smartfona. Obsługuje nawigację, kamerę cofania i współpracuje z zewnętrznymi nośnikami pamięci. Pozwala też przenieść na pulpit aplikacje z telefonu.
Fotele są wygodne i nieźle wyprofilowane, choć przydałaby się regulacja części udowej. Opcjonalnie można zdecydować się na skórzaną tapicerkę i elektryczną regulację. Siedzisko drugiego rzędu jest przesuwne w zakresie 16 centymetrów. Wobec tego, bagażnik mieści od 305 do 340 litrów (od 422 do 536 l w 1.3 TCe). Po złożeniu asymetrycznego oparcia, możliwości przewozowe przekraczają 1100 l.
Captur wygląda atrakcyjnie, nieźle się prowadzi i zużywa niewiele paliwa. Spore możliwości personalizacji przyciągają do salonów wiele młodych osób, ale hybryda sprawdzi się u tych, którzy większość czasu spędzają w mieście i na leniwych przebieżkach po drogach krajowych i powiatowych. Tam najłatwiej wykorzystać potencjał klasycznego zestawu hybrydowego. Zakładając średnie zużycie paliwa na poziomie 4,5 litra, odstęp między tankowaniami przekroczy 1000 kilometrów. Wystarczy tylko stosować się do zasad eco-drivingu. Z drugiej strony, jazda po autostradzie z 3-4 osobami na pokładzie to kategoria, w której francuski crossover nie czuje się najlepiej.
Musimy jeszcze wspomnieć o cenach. Captur startuje z poziomu 85 500 (1.0 TCe 90 KM). Stawiając na hybrydę, musimy wyłożyć z kieszeni przynajmniej 120 800 zł. Specyfikacja ze wszystkimi możliwymi dodatkami z zakresu komfortu i bezpieczeństwa uszczupli portfel o niespełna 140 tysięcy. U konkurencji trudno znaleźć coś tańszego.