Citroen C4 Picasso - test | Pierwsza jazda

Od czasów Xsary Picasso na całym świecie Citroen sprzedał ponad 3 miliony aut opatrzonych nazwiskiem nietuzinkowego artysty. Do salonów właśnie wjeżdża kolejne wcielenie rodzinnego C4. Francuzi chwalą się, że to istna rewolucja. Czy aby na pewno?

Mieszane uczucia

Kiedy do sieci wyciekły pierwsze, jeszcze szpiegowskie, zdjęcia nowego Picasso, miałem wrażenie, że to żart. Dziwaczny przód, koszmarne proporcje, groteskowa bryła. Tym większe było moje zdziwienie, gdy producent udostępnił galerię oficjalnych fotografii, przedstawiających naprawdę atrakcyjnego minivana. A na żywo auto wygląda jeszcze lepiej. Mimo sporych rozmiarów, nowe Picasso optycznie jest zadziwiająco lekkie.

Nowy Citroen C4 Picasso od 73 900 zł

Bez wątpienia, najbardziej charakterystycznym elementem jest pas przedni. LED-owe paski świateł do jazdy dziennej, umieszczone nad głównymi reflektorami, to pomysł stylistycznie ryzykowny, ale moim zdaniem trafiony. Dodaje autu pewnego rodzaju ekskluzywności. To trochę tak, jakby styliści chcieli przemycić do wolumowego segmentu cechy wytwornej linii DS. Na mnie to działa.

Tył auta również zaskakuje. Niestety, wtórnością. Tak, nowe lampy wyglądają świetnie (tylko spójrzcie na fabryczne zdjęcia), ale do złudzenia przypominają te z ostatnich modeli Volkswagena. Francuskiej marce, która stawia na stylistyczną oryginalność, to zwyczajnie nie przystoi.

Auto kupuje się oczami, to prawda. Jednak w segmencie, który reprezentuje C4 Picasso, ważniejsze są walory użytkowe. Jak pod tym względem wypada nowe wcielenie minivana?

Bo liczy się wnętrze

C4 Picasso jest pierwszym autem zbudowanym na nowej platformie EMP2. Chociaż na zewnątrz jest bardziej kompaktowe od poprzednika (krótsze o 4 cm), w środku miejsca jest więcej. To nie czary, ale efekt większego o 55 mm rozstawu osi. Rzeczywiście, zarówno z przodu jak i z tyłu wygodnie mogą podróżować nawet wysokie osoby, a cofnięta konsola centralna pozwala kierowcy swobodnie "wiercić się" podczas dłuższych podróży. Nisko poprowadzona linia okien, przeszklone słupki A oraz (opcjonalne) panoramiczne okno dachowe dodatkowo potęgują uczucie przestronności.

Oto Citroeny, które można kupić za 10 tys. zł

Tylne fotele - trzy oddzielne elementy - można przesuwać do przodu i do tyłu, pochylać oparcia lub całkowicie je złożyć. Pozwala to uzyskać imponujących rozmiarów bagażnik z idealnie płaską podłogą. Jednak nawet przy komplecie pasażerów (i fotelach przesuniętych maksymalnie do przodu) do dyspozycji jest przestrzeń bagażowa o pojemności 630 litrów. Konkurencja w tej rywalizacji przepada z kretesem.

Co więcej, jeśli najdzie nas ochota, by w aucie przewieźć coś większego, tylne siedzenia można łatwo wymontować, a po złożeniu oparcia fotela pasażera do środka zmieszczą się przedmioty o długości nawet 2,5 metra. Jak przystało na model z rodziny Picasso, w kabinie jest mnóstwo praktycznych schowków. Oprócz przepastnego podłokietnika, są schowki w podłodze przed tylnymi siedzeniami, a nawet kieszenie w tylnych drzwiach. W tych ostatnich zmieszczą się wyłącznie drobiazgi, ale to zawsze coś.

Następca Citroena 2CV będzie wzorowany na Cactusie

Nie sposób przyczepić się też do jakości użytych materiałów. Widać, że projektanci nowego Citroena na ten aspekt położyli duży nacisk. Za sprawą elementów pokrytych czarnym, fortepianowym lakierem, przyjemnie miękkiej deski rozdzielczej, materiałów imitujących drewno oraz skórzanej tapicerce o ciekawym wzorze przeszyć nowe Picasso próbuje zbliżyć się do aut z segmentu premium. Jeszcze nie ten pułap, ale doceniam wysiłek.

Komfort przede wszystkim

W przypadku francuskiego auta, podejście to nie powinno nikogo dziwić. Zawieszenie bardzo dobrze radzi sobie z filtrowaniem niedoskonałości drogi. Nawet przy dużych, 18-calowych obręczach kół. Nastawienie na komfort ma jednak swoje wady. Przy szybkich zmianach kierunku jazdy, nadwozie lubi nieprzyjemnie zakołysać.

Słowa uznania należą się natomiast za stopień wyciszenia kabiny. Nieważne, czy pod maską pracuje turbodoładowana benzyna czy turbodiesel, nawet przy ostrym traktowaniu pedału gazu do uszu pasażerów dochodzi wyłącznie ledwie słyszalny pomruk. Trzeba się też mocno wysilić, by wychwycić szum toczących się opon. Duży plus.

Na tym nie koniec. Na liście wyposażenia można też znaleźć elektrycznie wysuwany podnóżek dla pasażera podróżującego na przednim fotelu, a nawet funkcje masażu. Fanaberia? Moim zdaniem tak, ale w końcu nikt nie każe kupować wszystkich możliwych opcji.

Zza kierownicy

Podczas prezentacji mogliśmy wypróbować auta z dwoma różnymi silnikami. Pierwszego dnia "wylosowałem" auto napędzane 115-konnym turbodieslem o pojemności 1,6 litra. Wrażenia? Cóż, mistrzem w dziedzinie dynamiki nie jest, ale z trzema osobami na pokładzie i walizkami w bagażniku, z krętymi drogami nieopodal Cascais radził sobie bardzo dobrze. Gorzej auto wypadło na autostradzie. Przy większych prędkościach silnikowi wyraźnie brakowało werwy. Za to apetyt na paliwo jest na niezłym poziomie. Podczas liczącej 170 km trasy jego średnie zużycie oscylowało wokół 5,2 l/100 km.

Drugi dzień spędziłem za kierownicą Picasso z benzynowym, turbodoładowanym 1.6 THP. Wobec konstrukcji, która po raz kolejny została wybrany najlepszym silnikiem roku (patrz: Wybrano najlepsze silniki roku) miałem duże oczekiwania. I nie zawiodłem się. Szeroki zakres, w jakim dostępny jest maksymalny moment obrotowy (240 Nm od 1400 do 4000 obr./min) pozwala na dynamiczne poruszenie się po mieście i drogami szybkiego ruchu. Co ciekawe, nie wiąże się to wcale z drastycznie większym zużyciem paliwa. Przy normalnej jeździe, w cyklu mieszanym można bez większych wyrzeczeń uzyskać wynik poniżej 6 l/100 km.

Inżynierowie dopieścili układ wspomagania kierownicy. Reaguje lepiej, chociaż przy większych prędkościach w neutralnej pozycji kierownica wciąż "chodzi" zbyt lekko. Nie oszukujmy się jednak,  nikt przecież nie oczekuje od Picasso wrażeń rodem z samochodu rajdowego. Grunt, że inżynierowie pochylili się nad tą kwestią. Auto jest też bardziej zwrotne, o czym na własnej skórze przekonałem się podczas pokonywania labiryntu ciasnych uliczek miasteczka Sintra.

Pierwszy SUV z linii DS

Przewaga dzięki technice

Tak, tak, to hasło przewodnie Audi. Najwyraźniej jednak Citroen wyznaje podobną filozofię. Francuzi chcą dać swoim klientom wszystko, czego mogliby zapragnąć w swoim wymarzonym aucie. Bardziej wymagający mogą zamówić dotykowy, siedmiocalowy wyświetlacz, który pozwala m.in. obsługiwać klimatyzację. Z jednej strony, pozwoliło to zredukować liczbę przycisków na konsoli centralnej. Świetnie, ale konieczność "grzebania" w elektronicznym menu tylko po to, żeby zmniejszyć o jeden stopień siłę nawiewu jest średnio wygodna.

Na liście opcji można też znaleźć aktywne pasy bezpieczeństwa, które wibracjami ostrzegą kierowcę (i pasażera podróżującego na przednim siedzeniu) o niekontrolowanym zjechaniu z pasa ruchu. Jeśli lubimy dalekie podróże, możemy zamówić aktywny tempomat, a klienci mający problemy z parkowaniem mają możliwość dopłacenia do kamery cofania. Wyjątkowo niepewni w tej kwestii powinni poczekać kilka miesięcy. Wtedy to, na pokładzie C4 Picasso w siedmioosobowej wersji Grand, zadebiutuje system 360 Vision, który pozwala oglądać na ekranie wyświetlacza auto z lotu ptaka. Koniec parkingowych obcierek.

Citroen chwali się też systemem Multicity Connect, który z pomocą dodatkowego modemu podłączanego do jednego ze złącz USB pozwala na 7-calowym ekranie sprawdzić, co dzieje się na Facebooku, w poszukiwaniu najbliższego hotelu czy dobrej restauracji skorzystać z serwisu ViaMichelin albo włączyć aplikację Coyote (odpowiednik polskiego Yanosika), która ostrzeże przed utrudnieniami na trasie i działających fotoradarach.

Sporo tego, naprawdę. Doceniam fakt, że Citroena chce sprostać wymaganiom najbardziej kapryśnych klientów. Trzeba jednak pamiętać, że nie ma nic za darmo. Cena auta wyposażonego we wszystkie te gadżety może znacznie przekroczyć 100 tysięcy złotych. Z drugiej strony, kto bogatemu zabroni?

Summa summarum

Trudno mówić o rewolucji. Tak, auto zbudowano na zupełnie nowej platformie i tak, stylistyka nadwozia to zupełnie nowy rozdział w historii modelu. Jednak to nie wygląd, ani zastosowana płyta podłogowa każe klientom wybrać ten, a nie inny model. Rodzinny minivan ma być praktyczny, przestronny i dobrze spisywać się w dalekich trasach. A w tej dziedzinie Citroen po prostu poprawił i tak już świetne właściwości poprzednika. No tak, ale po co drastycznie zmieniać coś, co już jest dobre?

Gaz

Atrakcyjny wygląd, dobrej jakości materiały w środku, niskie zużycie paliwa, długa lista opcjonalnych gadżetów, zawieszenie nastawione na komfort podróżowania

Hamulec

Mało precyzyjny układ kierowniczy, mocny diesel o średniej dynamice, klimatyzacja sterowana z ekranu dotykowego

Citroen C4 Picasso e-HDi 115

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.