Czy Mansory F9XX Tempesta Celeste to najbrzydsze Ferrari na świecie? Być może

Specjaliści z firmy Mansory mają rzadki talent: potrafią zepsuć wygląd nawet pięknych Ferrari, a klienci płacą za to miliony dolarów. Firma właśnie zaprezentowała pełnię swoich możliwości przykładzie modelu SF90 Spider. Na miejscu dyrekcji Ferrari pozwałbym ich za szarganie wizerunku marki.

Mansory to niemieckie przedsiębiorstwo założone przez Kourosha Mansory'ego zajmujące od 1989 r. poprawianiem wyglądu i osiągów drogich samochodów. Chociaż nie wiem, czy poprawianie jest akurat dobrym słowem, bo piękne sportowe modele aut najsłynniejszych producentów po kuracji Mansory przeglądają się w krzywym lustrze. Stają się krzykliwymi, mało gustownymi ulicznymi potworkami. Najlepszym przykładem operacji plastycznej w wykonaniu Mansory jest najnowsza kreacja tej firmy na bazie Ferrari SF90 Spider.

Zobacz wideo Koszalińska policja zatrzymała złodziei ferrari. Tak wyglądała jego kradzież

Więcej informacji o wyjątkowych samochodach znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Mansory tuninguje auta różnych marek (m.in. Aston Martin, Bentley, Bugatti, Lamborghini, Range Rover i Rolls-Royce), ale jest najbardziej znana z modyfikacji supersamochodów Ferrari. Tym razem projektanci Mansory wzięli na warsztat flagowy model włoskiej marki z Modeny w wersji bez dachu. Chodzi o Ferrari SF90 Spider, które kosztuje około 460 tys. euro albo ponad dwa miliony złotych. Jego hybrydowy napęd rozwija moc 1000 KM, która pozwala na rozpędzenie się do setki w 2,5 s i osiągnięcie prędkości 340 km/h.

Projektanci Mansory F9XX Tempesta Celeste bardzo lubią "kuty" karbon

Nowa kreacja nazywa się Mansory F9XX Tempesta Celeste co oznacza w języku włoskim niebiańską burzę. W porównaniu z fabrycznym modelem Ferrari SF90 moc napędu wzrosła o 100 KM do całych 1100 KM, a osiągi się poprawiły o 0,1 s do setki i 15 km/h prędkości maksymalnej. Podobno również zawieszenie przeszło jakieś modyfikacje, ale przede wszystkim zmienił się wygląd auta. Już wcześniej efektownie wyglądające Ferrari SF90 zyskało mnóstwo elementów z "kutego" karbonu (ang. forged carbon). To bardzo modny i ładnie wyglądający kompozyt włókna węglowego produkowany w nieco inny sposób, niż klasyczny laminat.

Przede wszystkim zamiast węglowej plecionki wykorzystywane są drobne fragmenty (ścinki) włókna węglowego. Produkty są formowane tłocznie z kilku elementów. Zamiast zatapiania w żywicy epoksydowej i późniejszego wygrzewania są wstępnie impregnowane i ściskane w wysokiej temperaturze albo z kompresowane z żywicą, ale na zimno. Skutkiem jest niższa wytrzymałość niż tradycyjnego karbonu, ale przy okazji łatwość formowania wymyślnych kształtów. Jeśli jakiś karbonowy element nie pełni funkcji nośnej (jak rama rowerowa), nie jest konieczna tak precyzyjnie określona wytrzymałość. Dlatego z "kutego" karbonu często robi się rowerowe klamki i samochodowe spoilery.

 

Na całym świecie będą tylko Mansory F9XX Tempesta Celeste, więc mogę spać spokojnie

Dodatkowo dzięki takiej technice osiągany jest ciekawy efekt wizualny, który można podziwiać na zdjęciach Mansory. Z takiego kompozytu są wykonane nie tylko elementy karoserii (m.in. składany dach), spoilery, dyfuzory i lusterka F9XX Tempesta Celeste, ale nawet nakładki na obręcze kół o średnicy 21 i 22 cali oraz rama przedniej szyby. Jeśli to kogoś interesuje, wnętrze samochodu po przeróbkach Mansory wygląda jeszcze gorzej, niż nadwozie Ferrari, w dodatku łatwo się ubrudzi. Oglądajcie je na własną odpowiedzialność.

Nie wątpię w wysoką jakość samochodów, które wyjeżdżają z siedziby Mansory w Brand (Bawaria), ale szczerze mówiąc, nie mogę na nie patrzeć. To oczywiście nie przeszkadza osiągać im niebotycznych cen. Wynikają częściowo z ich unikalności, bo Mansory tworzy pojedyncze auta, a nie serie, ale estetyka również musi trafiać w upodobania nabywców. Podobno na temat gustów się nie dyskutuje. W przypadku klientów Mansory doskonale to rozumiem.

Na szczęście powstaną zaledwie trzy egzemplarze modelu Mansory F9XX Tempesta Celeste. Każda z nich będzie tworzona indywidualnie na zasadzie "one-off" i cieszyć oczy właściciela w jakimś tajemniczym miejscu na świecie. Pewnie żadnego z nich nigdy nie ujrzę na własne oczy i całe szczęście. Wracam do mojego również włoskiego fiata seicento, który wyjechał z fabryki idealny, dlatego nie trzeba go poprawiać. W materiale wykorzystano zdjęcia producenta.

Więcej o:
Copyright © Agora SA