Chris Harris - człowiek, który uratował Top Gear. "Wciąż mi dają torby do noszenia za pozostałą dwójką prowadzących"

Łukasz Kifer
Chris Harris zaczynał od "czyszczenia popielniczek" w tygodniku Autocar. Teraz to jeden z najbardziej opiniotwórczych dziennikarzy motoryzacyjnych na świecie i kierowca wyścigowy. Człowiek, który ożywił telewizyjny program Top Gear po rozstaniu się BBC z poprzednią ekipą. Harris został w nim na stałe - możemy go oglądać w najnowszym sezonie Top Gear emitowanym co piątek w BBC Brit.

Chris Harris ma 45 lat oraz odpowiednie dla tego wieku doświadczenie i wiedzę, ale wciąż zachował entuzjazm nastolatka. Rozmawia szczerze, wydaje większość pieniędzy na samochody i nie chce być celebrytą, tylko robić to, co lubi najbardziej. O nowym programie, swoich pasjach, przyszłości motoryzacji i Robercie Kubicy opowiedział tylko Moto.pl

Cześć Chris. Cieszę się, że to ty, a nie jeden z twoich kolegów, bo kompletnie nie rozumiem, co mówią.

Wiesz co? Mnie się zdarza to samo, a jestem Anglikiem, więc się nie przejmuj.

Moim zdaniem to ty uratowałeś Top Gear po odejściu poprzednich prowadzących, inaczej już by nie było tego programu. Nawet zanim to się stało, opowiadałem, że powinieneś brać w nim udział. Czujesz się zbawcą Top Gear?

Top Gear to wielka marka i przetrwałaby niezależnie od składu prowadzących. Trzej amigos (Jeremy Clarkson, James May i Richard Hammond) prowadzili go znakomicie i od samego początku było wiadomo, że trudno będzie ich zastąpić. Ale myślę, że w końcu udało nam się to zrobić. Statystyki są po naszej stronie. W Wielkiej Brytanii nowy sezon Top Gear jest emitowany w głównym kanale BBC One, to oznaka dużego zaufania.

Tomasz Korniejew, redaktor naczelny Moto.pl i The Stig z Top GearCzy The Stig z Top Gear mówi? Przekonał się o tym Tomasz Korniejew z Moto.pl podczas nietuzinkowego spotkania na torze

Podążanie śladami ludzi, którzy robili coś naprawdę dobrze, nigdy nie jest łatwym zadaniem. Jestem tylko trybikiem w maszynie Top Gear, bardziej widocznym niż inne, ale za mną stoi wielki zespół ludzi ciężko pracujących na odrodzenie Top Gear. Jestem dumny z tego, że nam się udaje.

To wszystko prawda, ale w Top Gear brakowało kogoś takiego. To program o samochodach, potrzebował dziennikarza motoryzacyjnego z krwi i kości, a nie samych celebrytów.

Kluczem do sukcesu jest odpowiednia mieszanka prowadzących. Jeden świr motoryzacyjny na pewno się przyda, ale wystarczy. Top Gear to program rozrywkowy, a nie kanał na YouTube. Gdyby taką treść wyemitować na BBC One, nikt by jej nie oglądał. Ludzie by pousypiali.

Paddy McGuiness to osobowość telewizyjna światowego formatu. Jego występy bardzo mnie bawią, oczywiście o ile jestem w stanie zrozumieć, co mówi. Freddie Flintoff jest szalenie popularnym sportowcem w Wielkiej Brytanii, mistrzem krykieta. Top Gear potrzebuje tylko jednego mnie.

Jednak potrzebuje. Tylko ty naprawdę potrafisz jeździć samochodem, jesteś również kierowcą wyścigowym.

To przesada. Jestem lepszym kierowcą od nich, a oni robią inne rzeczy lepiej ode mnie. Uzupełniamy się i wspólnie osiągamy równowagę.

Wygląda na to, że całkiem lubisz swoją pracę, chyba nawet bardziej niż bycie zwykłym dziennikarzem. Czy prowadzenie Top Gear to najlepsza robota na świecie?

Uwielbiam swoją pracę w Top Gear, ale to tylko jedna z wielu rzeczy, które aktualnie robię. Zawodowo to dla mnie bardzo ciekawy okres. Wciąż coś tam piszę, uczę się publikować na YouTube i odkrywać jego możliwości. A przy okazji jestem częścią wysokobudżetowego programu telewizyjnego o motoryzacji. To unikalna możliwość, bo są tylko dwa takie show na świecie.

Prowadzący Top Gear: Paddy McGuinness, Chris Harris, Freddie FlintoffProwadzący Top Gear: Paddy McGuinness, Chris Harris, Freddie Flintoff fot. Lee Brimble

Top Gear daje mi ogromną frajdę, poznaję mnóstwo ciekawych osób i jestem dumny z efektu, jaki wspólnie osiągamy. Czasem trochę tęsknię za starymi czasami i kameralnym robieniem materiałów o samochodach, ale kiedyś do tego wrócę.

Gdybym miał ponownie podjąć decyzję na temat udziału w Top Gear, byłaby taka sama. Teraz jestem częścią dużego zespołu. Wcześniej produkowaliśmy materiały we dwóch z Neilem Careyem. Kiedyś do tego wrócimy. W idealnej sytuacji chciałbym robić jedno i drugie, ale czas nie jest z gumy.

Zapomniałeś dodać jeszcze jedną rzecz, która się zmieniła. Stałeś się sławny

Tylko trochę, poza tym to najmniej mnie interesuje. W nowym sezonie jeżdżę Ferrari SF90, Audi RS6, Lamborghini Urus i innymi wspaniałymi autami. Wymieniam je, bo dla mnie to samochody są gwiazdami programu. Chcę tylko sprawić, aby były sławne. Mnie osobiście na tym nie zależy.

Więc kim właściwie jesteś? Celebrytą, kierowcą, czy dziennikarzem?

Przede wszystkim jestem tatą, potem dziennikarzem motoryzacyjnym. Nie mógłbym zajmować się inną tematyką. Wszystko czego pragnę, to doświadczać jak najwięcej motoryzacji, jeździć i poznawać tak dużą liczbę samochodów, jak to możliwe. To coś, co lubię robić najbardziej na świecie. Ale tęsknię za pisaniem.

Piotr FusPiotr Fus: Pracuję w firmie praktycznie od urodzenia

Dziennikarstwo jest wciąż najważniejsze?

Tak, jeszcze raz podkreślam, nie chce być znany. Przez ostatnie pięć lat pracowałem ze sławnymi ludźmi i przy nich byłem zupełnie anonimowy. Kiedy stoi koło ciebie Matt LeBlanc, wszyscy mają gdzieś to, kim jesteś. Niewiele zmieniło się do tej pory.

Gdy kręcimy w Wielkiej Brytanii materiały wspólnie z Freddiem i Paddym, niektórzy nadal wręczają mi torby do noszenia za nimi. Opinia publiczna wciąż się mną nie interesuje i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy.

Nie sądzę, żeby to był aktualny stan rzeczy

Być może nie, ale jeszcze nie zauważyłem zmiany. Docierają do mnie pewne sygnały, jestem rozpoznawany częściej, niż bym sobie tego życzył. Wtedy spuszczam głowę i zajmuję się swoimi sprawami. Nie interesuje mnie to.

Czy musiałeś cokolwiek poświęcić dla pracy w Top Gear? Pozbyć się prywatności albo czegoś innego?

Na pewno. W byciu osobą publiczną zawsze kryje się element poświęcenia. Niektórzy czują się z tym jak ryby w wodzie. Ja niezbyt komfortowo, ale akceptuję to, bo stanowi nierozerwalną część zadania, które wziąłem na siebie. Mam szczęście - pracę, którą kocham i nawet jeśli to wiąże się z wtargnięciem w życie prywatne, niech i tak będzie.

Najbardziej tęsknię za mówieniem bez ogródek, tak jak dawniej. Wciąż nie naruszam swoich standardów etycznych, ale już nie mogę mówić tak śmiało, tego co myślę. Dawniej bywałem bardzo uszczypliwy, zwłaszcza w sferze mediów społecznościowych, włącznie z notorycznym przeklinaniem.

Chris Harris i Subaru Impreza GTChris Harris i Subaru Impreza GT fot. Lee Brimble

Teraz muszę zwracać zdecydowanie większą uwagę na to, co piszę i mówię. Niektóre wyrazy wykreśliłem ze słownika i brakuje mi tej swobody. Ale poza tym, nie musiałem poświęcić niczego innego. To pewnie nie będzie zaskakujące wyznanie, ale gdyby ktoś mi powiedział, że w przyszłości będę robił to co teraz, nigdy bym mu nie uwierzył. Stwierdziłbym, że to absolutnie niemożliwe.

Uważasz bardziej na słowa, ale wciąż jesteś szczery w swoich opiniach?

O tak. Nie dalej jak wczoraj skończyło się embargo na wrażenia z jazdy nowym McLarenem 765LT. To samochód, który zebrał mnóstwo dobrych recenzji, ale mnie się nie spodobał. Moje rozczarowanie wywołało spore zamieszanie. Ludzie mówili: Jesteś taki odważny i szczery. Nie - jestem dziennikarzem i muszę nazywać rzeczy po imieniu. Sądzę, że moja branża stała się zbyt delikatna w kwestii krytyki.

Wszystkie samochody są tak dobre, że nie da się o nich powiedzieć złego słowa? Myślę, że obawiają się braku zaproszenia na następną prezentację. To bardzo źle, bo wszyscy potrzebujemy krytyki, włącznie z branżą motoryzacyjną. Jeśli ten stan rzeczy będzie postępował, niedługo takie dziennikarstwo straci sens, bo ludzie przestaną wierzyć w to, co piszemy.

McLaren 765LT nie przypadł Tobie do gustu, za to bardzo spodobało się Ferrari SF90, mimo że to firma, z którą miałeś zatargi. Kiedyś nawet zostałeś objęty zakazem testowania aut tej marki.

To nie wpłynęło na moją opinię. Ferrari SF90 jest bardzo ciekawe, daje przedsmak następnej generacji supersamochodów. Ich przyszłość jest jednocześnie ekscytująca i przerażająca. Takie auta stają się za szybkie. Co właściciele mają zrobić z tysiącem koni mechanicznych na publicznych drogach?

Walter RöhrlWalter Röhrl: "Taycan i Tesla to dwie różne bajki"

Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych lat producenci się opamiętają. Znów zaczną projektować mniejsze, lżejsze i słabsze samochody, których celem będzie przyjemność z jazdy. Teraz robią maszyny do przyspieszania, SF90 bardziej podziwiam, niż pożądam. Doceniam osiągnięcia inżynierów, ale nie palę się aż tak do jazdy. Większą przyjemność sprawia moje stare Ferrari 512TR.

Ferrari to jeszcze nic. Teraz można mieć tysiąc koni w rodzinnym, elektrycznym sedanie

To jest szalone. Ludzie myślą, że czeka ich wspaniała rewolucja, a moim zdaniem raczej groźniejsze wypadki. Taka moc nie ma sensu i jest niebezpieczna.

Wróćmy do programu Top Gear. Jakie było najciekawsze doświadczenie nowego sezonu?

Zdecydowanie nasza próba w "beczce śmierci". Klasycznym motocyklowym torze, po którym pędzi się w kółko po pionowej ścianie. Tylko my zrobiliśmy to w drogowych samochodach. Wiele rzeczy w rzeczywistości wygląda inaczej, niż sobie wcześniej wyobrażamy. Dotyczy to też "beczki śmierci". Przez dwa dni musieliśmy przyzwyczajać nasze organizmy do jazdy w takich warunkach, a konsekwencje ewentualnego błędu mogły być tragiczne.

To nie była gra pod publikę, tylko naprawdę przerażające doświadczenie. Startuję w wyścigach i jestem przyzwyczajony do dużych przyspieszeń bocznych. To było coś zupełnie innego. Krew odpływała mi z mózgu gdzieś w dół i nie na chwilę, jak na zakręcie, czy przy hamowaniu. To stałe uczucie wysysające z ciebie energię.

Chris Harris i fragment Volkswagena ID.RChris Harris i fragment Volkswagena ID.R fot. BBC

Mówisz sobie, że musisz utrzymać kierunek i zwiększać prędkość, bo taki jest cel, ale przez to czujesz się coraz gorzej i nie ma od tego wytchnienia. A w pewnym momencie zaczynasz odpływać, doświadczyłem tego. Najbardziej niebezpieczne jest kiedy organizm odczuwa taką siłę stale, przyzwyczaja się do niej i przestaje alarmować. Nazywają to "g-lock".

Zaczynasz się czuć dobrze, przestajesz reagować na bodźce i możesz skończyć głęboko w... dole. To było niesamowite doświadczenie. Na drugim miejscu stawiam jazdę Ferrari SF90, potem Audi RS6. Jest prawdziwym potworem i miło wspominam dzień spędzony w jego towarzystwie. Fajnie było też kupić tanie powypadkowe auta i porozbijać je jeszcze bardziej. W tym roku robiliśmy mnóstwo ciekawych rzeczy.

To na pewno była dobra zabawa, która podoba się publiczności, ale ja zawsze czuję pewne zażenowanie, gdy rozbijacie samochody. Musicie to robić tak często?

Doskonale cię rozumiem, bo mi też towarzyszyły sprzeczne uczucia. Kocham samochody, zawsze traktowałem je antropomorficznie, nadawałem im ludzkie cechy. Sama idea niszczenia samochodów jest okropna.

W każdym aucie widzę potencjalną przyjemność jaką może dać jego użytkowanie. Ale patrzę na to też z drugiej strony. Na rynku jest mnóstwo uszkodzonych, nikomu niepotrzebnych samochodów, a Top Gear to program rozrywkowy dla szerokiej widowni. Nie wszyscy są takimi dziwakami jak my.

W poprzednim sezonie Paddy jeździł Peugeotem 106 Rallye, którego trochę zniszczyliśmy w czasie wyprawy do Nepalu. W mediach społecznościowych spadły na nas za to gromy. Jak mogliście zrobić coś takiego z Peugeotem 106 Rallye?! Ten Peugeot miał 168 tys. mil przebiegu i był okropnie sponiewierany.

Chris Harris i Ferrari SF90Chris Harris i Ferrari SF90 fot. BBC

Jego silnik był prawie zatarty, puszczały spawy karoserii. Pozwoliliśmy mu odejść z tego świata w blasku. I tak wkrótce wylądowałby na złomie. Nie przeszedłby następnego badania technicznego. Zamiast stać na podwórku i rdzewieć pod koniec swojego żywota pojechał w Himalaje, na ostatnią przygodę w swoim życiu.

W bieżącym sezonie spowodowaliśmy stosunkowo niewiele zniszczeń. Trochę uszkodziliśmy Lamborghini Diablo, ale nie zrobiliśmy tego celowo. Czasem tak się zdarza, mimo najlepszych chęci. Ale tak samo jak ty, nie byłem zachwycony obrotem spraw. To nie jest mi obojętne.

Dość użalania się nad samochodami. Co sądzisz o Robercie Kubicy? Chyba ma mniej szczęścia niż talentu.

Jego historia jest wspaniała. Zawsze był bardzo interesujący jako kierowca, również przed wypadkiem. Uwielbiałem go za starty w rajdach samochodowych. Każdy kierowca torowy, wyścigowy, a zwłaszcza z Formuły 1, którego fascynuje jazda po luźnych nawierzchniach, zasługuje na najwyższy szacunek. To oznacza głębokie zrozumienie przez niego istoty wyczynowej jazdy.

Słyszałem o nim uroczą historię, która zdarzyła się mniej więcej przed dekadą podczas GP Wielkiej Brytanii. W niedzielę skończył wyścig Grand Prix, po czym wsiadł do auta i pojechał do siedziby M-Sport w Kumbrii żeby spytać, czy może obejrzeć samochód WRC. Na początku nie został rozpoznany i ktoś próbował go zbyć, ale zaraz inny powiedział: poczekaj, to Robert Kubica.

Teraz zrobił coś w tym stylu po wyścigu DTM na Nurburgringu. Wypożyczył BMW M4 i pojechał na północną pętlę tego toru - Nordschleife.

Internet oszalał po nagraniu jego przejazdu całego okrążenia. Wszyscy o tym mówili i słusznie, bo jego jazda robi ogromne wrażenie. Niewątpliwie jest wyjątkowo utalentowanym kierowcą. Jego rajdowy wypadek był straszny, oglądałem onboardy (nagrania z kabiny) chwilę przed nim i był tak szalenie zaangażowany w jazdę. To robiło ogromne wrażenie, tak samo jak powrót do formy po wypadku. Uważam, że jest jedynym człowiekiem na tej planecie zdolnym do jazdy bolidem Formuły 1 po takiej kontuzji.

Zobacz wideo

O umiejętnościach Kubicy najlepiej świadczy opinia Lewisa Hamiltona, który jest jednym z najbardziej utytułowanych kierowców w historii Formuły 1. Robert zajmuje specjalne miejsce w jego sercu. Lewis podziwia jego sposób prowadzenia i umiejętności. To nie jest przypadkowe.

W Polsce Kubica budzi równie dużo podziwu, co nie nienawiści

Słyszałem o tym, na przykład, że jego udział w sporcie motorowym to marnowanie pieniędzy. Jeśli jesteś kierowcą wyścigowym, myślisz tylko o tym, żeby wsiąść za kierownicę wyczynowego auta. To jest twoje całe życie. Zrobisz wszystko, żeby to było możliwe i masz gdzieś opinię innych.

Czy będziesz tęsknił za silnikami spalinowymi, jeśli znikną z rynku? Samochody elektryczne to smutna konieczność, czy obietnica jeszcze większej frajdy w przyszłości?

Jednym i drugim, w przyszłości doświadczymy kompletu emocji. Jedne będą dobre, inne złe, a jeszcze innych nie potrafimy ocenić, dopóki się nie wydarzą. Mówiąc ogólnie przyszłość motoryzacji jest elektryczna, ale nie jestem pewien, czy dotyczy każdego kraju w równym stopniu. W Wielkiej Brytanii możemy wytworzyć dużo energii elektrycznej z odnawialnych źródeł, głównie morskich elektrowni wiatrowych.

Chris Harris i Audi RS6Chris Harris i Audi RS6 fot. Lee Brimble

Brytyjska spółka National Grid zapewnia, że będzie w stanie sprostać zapotrzebowaniu motoryzacji na energię elektryczną przez najbliższe 20 lat. Jeśli mają rację i spełnią tę obietnicę, to będzie wyjątkowe osiągnięcie.

Uwielbiam emocje, które budzi jazda samochodami z silnikami spalinowymi, zwłaszcza na benzynę i bym za nimi tęsknił. Myślę, że nigdy nie będą zakazane. Nawet jeśli większość samochodów będzie jeździć na prąd, zawsze można schować w garażu zabawkę na weekend. Wielka szkoda, gdyby to przestało być możliwe.

To muszą być spalinowe samochody? Elektryczne nie mogą ich zastąpić?

Muszą, zabawki są na benzynę. Gdyby politycy zabronili w przyszłości posiadania takich samochodów w ramach hobby, byłoby to kompletnie nieuzasadnione. W innych gałęziach przemysłu takich jak transport morski, lotniczy, czy produkcja cementu, nie robi się tak wiele, aby zmniejszyć emisję.

Żaden inny przemysł nie włożył w to takiego wysiłku i tylu pieniędzy. Motoryzacja jest karana zdecydowanie zbyt surowo. Dlatego chciałbym mieć Porsche Taycan na co dzień, ale w weekend wyciągać z garażu moje Porsche 911 GT3 Touring. Tak widzę swoją przyszłość.

Ostatnie pytanie. Gdybyś jak typowy Polak musiał jeździć tym samym autem przez najbliższe pięć lat, jaki byłby twój wybór? I dlaczego Mercedes-AMG E 63?

A to dobre! Masz rację, AMG E 63 S w wersji kombi to najbardziej uniwersalny samochód na świecie. Oszałamiające auto, cieszę się, że je mam, ale moje dzieci do spółki z psem rozmontowałyby je na części w czasie codziennej jazdy. Jest na to za fajny i zbyt drogi. Ale to prawda, wolę je nawet od Audi RS6.

Mercedes jest niesamowity, ale mam inny pomysł. Porsche Panamera Sport Turismo w wersji Turbo. Jest wspaniałe i uniwersalne, ale nie zastąpi 911 GT3 Touring. Nie wiem jaki bym wybrał samochód, ale na pewno miałby znaczek Porsche na masce.