Latające auta są tuż za rogiem? Czy za 9 lat będziemy latać samochodem do pracy? [MOTO 2030]

Bartłomiej Pawlak
Jeszcze kilka lat temu były mrzonką, jednak dziś faktycznie takie konstrukcje zaczynają się pojawiać. Połączenie samochodu i samolotu - choć może wydawać się dziwne - w niektórych sytuacjach mogłoby być wybawieniem. Czy latające samochody za 9 lat staną się powszechnym środkiem transportu?
Zobacz wideo Studio Biznes odc. 81

MOTO 2030 to copiątkowy cykl Gazeta.pl, w którym poruszamy najważniejsze tematy dotyczące przyszłości motoryzacji, transportu i technologii. Nie zabraknie tu także ciekawych historii konstruktorów oraz opisu dziejów firm, których przeszłość ma wpływ na to, jak będzie wyglądała motoryzacja przyszłości. Samochody, drogi i miasta na naszych oczach bardzo dynamicznie się zmieniają. Co piątek dziennikarze Moto.pl będą o tych zmianach pisać. Tutaj znajdują się wszystkie artykuły z cyklu MOTO 2030.

Jeśli liczyliście na to, że jeszcze w tej dekadzie uda wam się dolecieć do pracy, kina lub supermarketu samochodem, to muszę was rozczarować. Choć pojedyncze prototypy latających aut powoli się pojawiają, raczej nieprędko zasiądziemy za kierownicę i wzbijemy się w przestworza.

Technologia w powijakach

Wszystko dlatego, że branża latających aut jak na razie raczkuje. Co prawda, wiele firm deklaruje już swoje zainteresowanie tym, powstającym właśnie rynkiem. Zrobiły to zarówno start-upy i małe firmy, ale również giganci branży technologicznej i motoryzacyjnej - m.in. Hyundai, General Motors, Geely, Bell Helicopter czy inwestujący w rozwój takich projektów Uber.

Niestety jak na razie nie doczekaliśmy się jeszcze żadnego latającego samochodu z prawdziwego zdarzenia. Takiego, do którego wsiądzie czteroosobowa rodzina, przejedzie kilka ulic, aby wyjechać na otwartą przestrzeń, a następnie wzbije się w powietrze, by przelecieć na drugą stronę miasta. Na koniec wyląduje w miejscu, gdzie jest to dozwolone i dojedzie już na kołach do punktu docelowego.

Convair Model 118 - jeden z pierwszych działających prototypów latającego samochodu - rok 1947Convair Model 118 - jeden z pierwszych działających prototypów latającego samochodu - rok 1947 fot. San Diego Air & Space Museum / domena publiczna / Wikimedia

Teoretycznie taka hybryda samochodu i samolotu / helikoptera powinna znacząco przyspieszyć przemieszczanie się na znaczne odległości - z jednego na drugi koniec miasta lub pomiędzy dwoma miastami. Gdyby jeszcze przemieszczanie się takimi samochodami byłyby uregulowane prawnie, a zakup i eksploatacja takiego pojazdu względnie tania, moglibyśmy mówić o prawdziwej rewolucji w przemieszczaniu się.

Zamiast latających samochodów, mamy koncepty latających helikopterów

Gdzieś po drodze pomysł na latające samochody nieco się zmienił i wyewoluował w latające taksówki. I są to pojazdy, które nie mają zbyt wiele wspólnego z jeżdżącymi po drogach taksówkami. Duża część projektów, którymi pochwalili się już producenci, przypomina bowiem futurystyczne helikoptery, a nie samochody z podczepionymi do nich śmigłami lub skrzydłami.

Latająca taksówka Uber HyundaiLatająca taksówka Uber Hyundai fot. Hyundai

Spójrzmy np. na projekt Hyundaia opracowany we współpracy z Uberem. Pojazd nazwany Hyundai Urban Air Mobility Concept będzie powietrzną taksówką, która bardzo mocno nawiązuje do śmigłowca. Właściwie jest połączeniem samolotu i helikoptera, bo po starcie obraca swoje wirniki, aby lecieć nieco szybciej. Nie ma tu możliwości poruszania się na kołach.

Z dość podobnym pomysłem mamy do czynienia w przypadku np. wojskowej maszyny Bell-Boeing V-22 Osprey, która powstała w latach 80. XX wieku. Pojazd Hyundai'a nie będzie więc jakąś zupełną nowością, ale za to będzie pasażerski, a na dodatek elektryczny, a więc znacznie bardziej ekologiczny.

V-22 OspreyV-22 Osprey Chief Petty Officer Joe Kane (U.S. Navy) / public domain

Oczywiście taki koncept latającej taksówki ma swoje minusy, bo do operowania w miastach pojazd będzie wymagał lądowisk, które oczywiście uprzednio będzie trzeba wybudować. Aby jednak dojechać od lądowiska do punktu docelowego zamówić będziemy musieli już tradycyjną taksówkę lub przesiąść się w autobus, co będzie kolejną uciążliwością.

Miasto przyszłości i powietrzne taksówki według HyundaiMiasto przyszłości i powietrzne taksówki według Hyundai fot. zrzut ekranu z filmu Hyundai na YouTube

Z dość podobnym konceptem (a więc również pojazdami operującymi jedynie od lądowiska do lądowiska) mamy też w przypadku pojazdów firmy Bell Helicopter oraz Cadillaca (General Motors). Żaden z tych pojazdów nie będzie poruszał się po ulicach miast, a jedynie operował na podobnej zasadzie, jak dziś robią to helikoptery.

Zresztą patrząc na to w ten sposób, można powiedzieć, że powietrzne taksówki nie są żadną nowością. Kilka lat temu Uber przez pewien czas oferował bowiem możliwość zamówienia sobie helikoptera poprzez aplikację mobilną firmy. Loty były jednak wykonywane tradycyjnymi (spalinowymi) śmigłowcami.

embed

Słowacka krzyżówka auta i awionetki

Wróćmy jednak do prawdziwych samochodów, które dodatkowo mają możliwość latania. Na razie zobaczyliśmy jedynie kilka mniej lub bardziej zaawansowanych projektów i prototypów, z których chyba najciekawiej prezentuje się AirCar słowackiej firmy Klein Vision. Pojazd pomieści co prawda jedynie dwóch pasażerów i niewielki bagaż, ale jest faktycznie jest hybrydą samochodu i samolotu. Na dodatek działającą.

AirCarAirCar fot. Klein Vision

Korzystając z niego możemy więc dojechać z domu na lotnisko, rozłożyć skrzydła i dolecieć do innego miasta, a następnie ponownie złożyć skrzydła i dojechać już na kołach do miejsca docelowego. Nie jest to zatem tak wygodne, jak lądowanie w centrum miasta, ale wygląda to już bardzo obiecująco (i przede wszystkim realnie).

 

I kierowca i pilot. Jednocześnie

Taka operacja będzie jednak wymagała od nas trzech rzeczy – dostępu do dwóch lotnisk, zapewne sporych zasobów gotówki na wszelkie opłaty i zakup paliwa oraz prawa jazdy i licencji pilota. Do prowadzenia samochodu, który może też latać, potrzebne (przynajmniej na razie) są oba te dokumenty.

Chcąc zatem polecieć hybrydą samochodu i samolotu dodatkowo trzeba będzie wyrobić licencję pilota, co ani tanie, ani łatwe nie jest. To bardzo mocno ogranicza liczbę osób, które z takiego pojazdu mogłyby skorzystać. Przynajmniej jeśli mowa o zakupie własnego pojazdu.

Klein Vision, AirCar - latający samochód ze SłowacjiKlein Vision, AirCar - latający samochód ze Słowacji Klein Vision

Rozwiązaniem samochody latające autonomicznie

Rozwiązaniem tego problemu będą zapewne pojazdy autonomiczne. Samodzielnie latające samochody z technicznego punktu widzenia nie będą niczym szczególnie trudnym do zbudowania. Przynajmniej o ile ich lot kończyć się będzie na lotnisku lub wyraźnie oznaczonym lądowisku. Cywilne samoloty pasażerskie latają dziś przecież na autopilocie, a część jest też w stanie samodzielnie lądować.

Nieco więcej wysiłku będzie wymagało natomiast stworzenie pojazdu, który całkowicie autonomicznie będzie poruszał się w powietrzu po centrach miast. Lawirowanie pomiędzy wieżowcami i szukanie miejsc do lądowania może algorytmom sprawić znacznie więcej kłopotu. Zwłaszcza jeśli drogą powietrzną będzie poruszać się więcej podobnych pojazdów.

Wizualizacja Audi/Airbus/ItaldesignWizualizacja Audi/Airbus/Italdesign fot. Audi

Zresztą przykład autonomicznych samochodów (tych tradycyjnych) wyraźnie pokazuje, że prace nad budową zupełnie samodzielnych aut są znacznie bardziej skomplikowane niż początkowo mogło się wydawać.

W 2019 roku, gdy Elon Musk zapowiadał projekt Robotaxi, miliarder prognozował, że już w 2020 roku po ulicach miast jeździć będzie milion taksówek marki Tesla. I to bez kierowców w środku (to auto miało samo pracować służąc za autonomiczne taxi). Jest połowa roku 2021 i jak na razie samodzielnie poruszającej się tesli na ulicach nie widujemy.

Przepisy, przepisy, przepisy

Wróćmy jednak do latających aut., bo przed nimi też stoi sporo wyzwań. Wiele wskazuje na to, że jednym z większych będą przepisy prawa. Z historii wiemy, że zazwyczaj nie nadążają one za rozwojem technologii i stanowią poważną przeszkodę w upowszechnianiu się niektórych nowości.

Zresztą wystarczy spojrzeć (znowu) na autonomiczne samochody. Zdecydowana większość rządów nie dopuszcza jazdy autem bez prawdziwego kierowcy, pomimo że technologia zdolna do niemal w pełni autonomicznej jazdy już istnieje.

Projekt samochodu autonomicznego General Motors, bez kierownicy i pedałów.Projekt samochodu autonomicznego General Motors, bez kierownicy i pedałów. gm.com

A jednak producenci chcący testować autonomiczne auta na publicznych drogach muszą ograniczać się do ledwie kilku krajów lub regionów na świecie, które takie testy warunkowo dopuszczają. Oczywiście kwestią kluczową jest bezpieczeństwo. Dopóki autonomiczne samochody nie będą w stu procentach dopracowane i bezpieczne, nikt nie wpuści ich bez ograniczeń na ulice.

W przypadku latających samochodów może być zapewne znacznie trudniej. Po pierwsze dlatego, że znajdujący się wysoko nad naszymi głowami, ważący setki kilogramów pojazd będzie stanowił większe zagrożenie niż auto poruszające się ulicą. Po drugie, latające auta wciąż są w powijakach, a na te poruszające się całkowicie samodzielnie, poczekamy jeszcze dłużej.

Samochody - będą latać czy nie?

Stojąc przed taką liczbą wyzwań zarówno konstrukcyjnych, jak i prawnych, można stracić nadzieję, że samochody wreszcie polecą. A szczególnie te, które do latania nie będą potrzebowały licencjonowanego pilota. Nie oznacza to jednak, że takie auta w końcu trafią do normalnej sprzedaży.

Nadziei na pewno nie tracą firmy motoryzacyjne, które co jakiś czas chwalą się tym, że to właśnie wewnątrz ich latających aut (lub powietrznych taksówek) zasiądziemy w mniej lub bardziej odległej przyszłości. Jak donosił w czerwcu br. Reuters, zarówno Hyundai, jak i General Motors na temat latających pojazdów wypowiadają się bardzo optymistycznie.

PAV, projekt latającej taksówki firmy Uber i HyundaiPAV, projekt latającej taksówki firmy Uber i Hyundai Hyundai / https://www.hyundai.com/worldwide

Pierwsza z nich uważa, że gotowy model latającej taksówki z logo Hyundai zobaczymy już w 2025 roku. Koreańczykom zostały zatem zaledwie cztery lata, a jak na razie nie pokazano nawet prototypu takiego pojazdu. Zdaniem Michaela Cole’a, szefa Hyundaia na Europę w 2030 roku rzeczywistością staną się już latające samochody.

Z nieco większą dozą ostrożności do deklaracji podchodzi koncern GM. Amerykanie zakładają, że przeciwstawienie się trudnościom technicznym i prawnym na drodze do urzeczywistnienia powietrznych taksówek potrwa mniej więcej do 2030 roku.

 

Zdaniem specjalistów z Porsche potrzebna jeszcze wiele pracy zanim latające samochody czy powietrzne taxi pojawią się na ulicach, a właściwie nad ulicami. Będąca częścią koncernu firma Porsche Consulting stwierdziła, że "jeśli taksówki powietrzne mają stać się rzeczywistością dla wszystkich, potrzebni będą odważni pionierzy z wytrwałością, głębokimi kieszeniami i poczuciem odpowiedzialności".

Z badania wynika, że rynek latających pojazdów tego typu może być wart 32 mld dol. już w 2035 roku. Wcześniej konieczne będą jednak wielomiliardowe inwestycje w rozwój i technologię. Pochłoną one najpewniej ok. 20 mld dol., a połowa tej kwoty będzie musiała zostać wydana jeszcze zanim pierwszy tego typu zacznie działać komercyjnie.

Zdaniem ekspertów, nawet jeśli latające taksówki staną się częścią sieci transportowej w niektórych miastach w 2035 roku, ich udział w rynku będzie znikomy. Porsche Consulting szacuje go na zaledwie 0,3 proc. i dodaje, że zwiększenie udziału będzie wymagało wielu nowych pomysłów i strategii. A to oczywiście znów będzie sporo kosztować.

Wizualizacja Porsche/BoeingWizualizacja Porsche/Boeing fot. Porsche

Kiedy samochody polecą?

Podsumowując, kiedy zatem latające samochody staną w salonach obok tych tradycyjnych? Jak na razie to wróżenie z fusów. Już wiele lat temu ogłaszano rychły początek komercyjnych pojazdów tego typu, a na razie zobaczyliśmy jedynie pojedyncze eksperymentalne pojazdy nie nadające się do codziennego użytku.

Podobnie było jednak np. w drugiej połowie XX wieku, kiedy eksperci mieli nadzieję, że lada chwila będziemy regularnie latać na Księżyc i Marsa (również turystycznie). Tymczasem na razie NASA nie może poradzić sobie nawet z powrotem na pierwszy z tych obiektów.

Z drugiej strony, kto jeszcze 25 lat temu mógł przewidzieć, że dziś korzystać będziemy z urządzeń z miniaturowymi, płaskimi, kolorowymi ekranami w wysokiej rozdzielczości i o mocy obliczeniowej nieporównywalnie większej od któregokolwiek komputera dostępnego wtedy dla przeciętnego obywatela? A dziś każdy z nas ma smartfona.

Elon Musk wysłał w kosmos swój samochód. Ma rozmachElon Musk wysłał w kosmos swój samochód. Ma rozmach SpaceX

W tamtym czasie niezwykłą nowinką technologią były telefony komórkowe mieszczące się w kieszeni spodni. Pierwszy smartfon od Apple (iPhone) został zaprezentowany w 2007 roku, a pierwszy smartfon z Androidem (model G1 od HTC) rok później. Potem rozwój technologii ruszył już lawinowo i po kilku latach mieliśmy już w kieszeniach urządzenia mocno przypominające te dzisiejsze.

Tempa rozwoju technologicznego nie da się więc do końca przewidzieć. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć natomiast, że nie będziemy korzystać z latających samochodów w 2030 roku. O ile pojazdy takie w ogóle wejdą na rynek w latach 30., początkowo będą dostępne tylko dla osób z dużymi zapasami gotówki. Tradycyjne samochody początkowo również dostępne były wyłącznie dla najzamożniejszej części społeczeństwa, ale z biegiem lat z dobra luksusowego, stały się towarem powszechnym.

My, zwykli śmiertelnicy na latające samochody poczekamy zatem znacznie dłużej niż do 2030 czy nawet 2035 roku. Wcześnie zapewne będziemy mieli okazję przelecieć się powietrznymi taksówkami, które właściwie można nazwać śmigłowcami nowej generacji. Nie zmienia to jednak faktu, że przyszłość motoryzacji zapowiada się fascynująco.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.