Tesla Model S Plaid niszczy konkurencję w dziewięć sekund. Jest szybsza od motocykli i superaut

Tesla Model S Plaid łączy sprzeczności. Rodzinny sedan z elektrycznym napędem zupełnie nie pasuje do definicji sportowego auta. A jednak to właśnie limuzyna firmy Elona Muska wciąż triumfuje na dystansie ćwiartki mili.

Mimo skromnej powierzchowności i wielu konkurentów Tesla Model S Plaid wciąż jest jednym z najlepiej przyspieszających aut na świecie. Jedyny szybszy samochód, jaki znamy, to egzotyczny i niedostępny Rimac Nevera. Tymczasem Tesla właśnie udowodniła swoją dominację kolejnym rywalom na dwóch i czterech kołach.

Rodzinny samochód o tak wyśrubowanych osiągach z racjonalnego punktu widzenia jest tak samo bez sensu, jak sama idea wyścigów na ćwierć mili. To rywalizacja, która polega wyłącznie na przyspieszaniu w linii prostej na dystansie nieco ponad 400 m. Pewnie dlatego Amerykanie ją uwielbiają.

Rzeczywiście Tesla Model S Plaid robi to wręcz niesamowicie. Rekordowy czas przejazdu ćwiartki mili tym wyjątkowym samochodem to zaledwie 9,081 sekundy. W momencie przekraczania mety lotnej, Tesla rozwija prędkość niemal 250 km/h.

Taki wynik udało się osiągnąć w idealnych warunkach, na niezwykle przyczepnym profesjonalnym torze do drag racingu, ale "wczesne dziewiątki" w wykonaniu Modelu S Plaid nie są rzadkością. Telewizyjny gwiazdor Jay Leno uzyskał czas  przejazdu 9,247 s, a kierowcy z kanału DragTimes po wyjęciu z kabiny wszystkich niepotrzebnych foteli przejechali ćwierć mili w 9,18 s.

To nie przeszkadza kolejnym pretendentom do tronu rzucać Tesli nowe wyzwania. Tym razem uczynili to kierowcy supersportowego McLarena 765LT oraz dwóch superbike'ów: Kawasaki Ninja ZX-14R oraz kultowego Suzuki Hayabusa.

Tesla Model S PlaidTesla Model S Plaid fot. YouTube/Tesla

Tesla Model S Plaid kontra konkurenci. Teoria nie zgadza się z praktyką

Teoretycznie wszystkie wymienione pojazdy mają spore szanse w rywalizacji z Teslą. W rzeczywistości Model S Plaid "niszczy" je w pojedynkach, tak samo łatwo jak wszystkich przeciwników do tej pory. Głównie dlatego, że elektryczny rodzinny pocisk przyspiesza w bardzo powtarzalny sposób. Robi to niezależnie od panujących warunków i nie wymaga specjalnych umiejętności od kierowcy. Może poza mocnym trzymaniem wolantu.

Zacznijmy od motocykli. Można polemizować z wyborem motocykli przez dziennikarzy z portalu Edmunds, którzy nagrali poniższy film. Pewnie na rynku znalazłyby się jeszcze szybsze jednoślady (np. Ducati Panigale V4 albo Aprilia Tuono V4), ale różnice w przyspieszeniach pomiędzy nimi są minimalne.

Najwięcej zależy od człowieka, który trzyma kierownicę. "Wędrownego sokoła" (takie jest znaczenie japońskiego słowa "hayabusa") jak i nindżę dosiadał profesjonalny wyścigowy rider. Motocyklista nie mógł uwierzyć, że został pokonany kilka razy pod rząd przez elektrycznego sedana. Na jego obronę trzeba dodać, że być może miałby nieco większe szanse przy kompletnie bezwietrznej pogodzie.

Kolejny pojedynek zorganizował znany portal DragTimes. Przeciwko Tesli wystawił jeden z najostrzejszych supersamochodów. McLaren 765LT z silnikiem o mocy przekraczającej 850 KM (tyle wskazało badanie na hamowni) osiągał wcześniej niewiele gorsze czasy od Tesli (9,39 s).

Niestety tego dnia panowały niekorzystne dla spalinowego auta warunki. Była upalna pogoda i wysoka wilgotność, a takie powietrze zawsze pogarsza osiągi turbodoładowanych silników, które potrzebują dużo chłodnego powietrza.

 

Dwa czy cztery koła? Tesli jest wszystko jedno

Tesli Model S Plaid i jej trzem elektrycznym silnikom o łącznej mocy 1020 KM nie przeszkadzało zupełnie nic. Dlatego w rywalizacji na torze zmiażdżyła brytyjski supersamochód równie skutecznie, jak inny egzemplarz tego modelu rozprawił się z superbike'ami.

Co można napisać na pocieszenie fanów klasycznej motoryzacji? Zarówno kierowca McLarena 765LT, jak i zawodnik dosiadający motocykli, na pewno mieli większą frajdę niż szofer Tesli. Poza tym brytyjski supersamochód wygląda obłędnie w kolorze limonki, a supermotocykle są wielokrotnie tańsze od każdego szybkiego samochodu.

To nie zmienia faktu, że właśnie Tesla Model S Plaid stała się ostatnio ulubioną zabawką Amerykanów. Wygrywa z każdym przeciwnikiem i bez żadnego wysiłku. W dodatku potem można nią pojechać z całą rodziną na hamburgery.

Teslę Model S Plaid można kupić również na polskim rynku. A raczej zamówić za pośrednictwem internetowej strony producenta i poczekać co najmniej trzy kwartały na odbiór kosztującego 570 tys. zł samochodu. To o wiele mniej od McLarena wartego co najmniej 1,8 mln zł, ale znacznie drożej od Suzuki Hayabusy, którą można kupić już za 85 tys. zł.

 
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.