Nissan Tiida vs Mitsubishi Lancer. Niedoceniane kompakty w dobrej cenie

Szukając auta segmentu C, zdecydowana większość z nas skupia swoją uwagę na produktach niemieckich, włoskich, francuskich i japońskich producentów. Rynek wtórny ma do zaoferowania jednak znacznie więcej ciekawych propozycji, często niedocenionych w czasach swojej świetności. Wśród nich wymienić możemy Nissana Tiidę i Mitsubishi Lancera. Każdy z nich pozbawiony jest polotu i finezji, ale w zamian serwuje poprawność w każdym calu i wytrzymałą mechanikę bazującą na prostych rozwiązaniach.

Nie musimy iść głównym nurtem. Wręcz przeciwnie. Czasem warto zboczyć z mocno wydeptanej ścieżki, by trafić na rzadko spotykane okazy. Takie auta wcale nie muszą być paliwożerne, awaryjne i trudne w odsprzedaży. Po prostu, w czasach swojej rynkowej obecności nie spotkały się z aplauzem publiczności. Mimo tego, zarówno Nissan jak i Mitsubishi, wydają się warte grzechu. Czy aby na pewno? Więcej porad dla kierowców znajdziesz na stronie głównej gazety.pl.

Zobacz wideo Recenzujemy odświeżonego Nissana X-Trail z nowym silnikiem

Nissan Tiida – ktoś go jeszcze kojarzy?

W Europie Nissan przeszedł praktycznie bez echa, sprzedając się znacząco gorzej nawet od koreańskich modeli. Dostępny był od 2004 do 2012 jako pięciodrzwiowy hatchback i klasyczny sedan. Dyskusyjna estetyka modelu okazała się jednym z powodów rynkowej porażki – był po prostu niezbyt urodziwy. Na szczęście, nadwozie nie ma problemów z korozją także po latach od zakończenia produkcji. Użytkownicy zwracają natomiast uwagę na nienaturalnie doklejony bagażnik sedana. Coś w tym jest. Trzeba jednak pamiętać, że przed 15 laty, w Polsce dobrze sprzedawały się budżetowe limuzyny. Fiat Siena, Renault Thalia czy Skoda Rapid, to tylko niektóre z nich. Niemniej, Tiida może pochwalić się całkiem sporymi gabarytami. Hatchback ma 430, a sedan 448 centymetrów. Szerokość to 169,5, a rozstaw osi wynosi zadowalające 260,5 cm.

Wzorem nadwozia, wnętrze zaprojektowano z myślą o kliencie globalnym. Twarde tworzywo uformowano w nieciekawą formę, która jednak spełnia wszelkie wymogi ergonomiczne. Obsługa przyrządów pokładowych jest intuicyjna i niekłopotliwa. Przednie fotele nie zapewniają nawet cienia podparcia bocznego ciała, a siedziska są krótkie i płaskie, co nie przeszkadza w codziennej, spokojnej eksploatacji. Z tyłu wygodnie ulokujemy dwie dorosłe osoby o wzroście do 185 cm. W kwestii trwałości materiałów wykończeniowych, kompaktowy Nissan prezentuje poziom ówczesnych propozycji koreańskich – tworzywa są twarde i podatne na zarysowania, zaś tekstylia wytrzymałe. Lista wyposażenia dodatkowego obejmować może automatyczną klimatyzację, komputer pokładowy, archaiczną nawigację z dotykowym ekranem, podstawowe systemy bezpieczeństwa, czterobiegowy automat hydrokinetyczny lub bezstopniowy CVT. Warto też wspomnieć o przesuwnej kanapie z regulowanym pochyleniem oparcia. To nieoczywiste rozwiązanie w tej klasie. Bagażnik hatchbacka mieści od 272 do 463 litrów. Sedan pochłonie 467 l.

Toyota RAV4 IVAzjatyckie SUV-y w ryzykownych wersjach za 50-70 tysięcy złotych. Lepiej uważać

Benzynowe silniki gwarantem spokoju

W przypadku jednostek napędowych producent postawił na możliwą prostotę, co okazało się strzałem w dziesiątkę z perspektywy lat. Wśród silników benzynowych wybór ogranicza się do wariantów czterocylindrowych z pośrednim wtryskiem paliwa. To 1.5, 1.6 i 1.8 o mocy 109-128 KM, gwarantujących wystarczające osiągi, niską awaryjność i wzorową współpracę z instalacjami gazowymi. Należy jedynie zmieniać olej co 12-15 tysięcy kilometrów i filtry. Motory okazują się długowieczne, ale niezbyt dynamiczne. Typowych problemów jednak nie mają.

Propozycją dla oszczędnych jest opracowany przez Renault, dobrze znany także dziś diesel 1.5 dCi o mocy 105 KM. W jego przypadku osiągnięcie spalania w trasie poniżej 5 litrów na setkę nie jest żadnym wyzwaniem. Wykorzystuje bezpośredni wtrysk common-rail, turbosprężarkę ze zmienną geometrią łopat i filtr cząstek stałych. Obok typowej dla nowoczesnych diesli wrażliwości układu wtryskowego na jakość tankowanego paliwa, mechanicy początkowo przestrzegali przez problemem obracających się panewek. Jedną z przyczyn tego zjawiska był absurdalnie długi interwał wymiany oleju określony na 30 tysięcy kilometrów. Lepiej postawić na benzyniaki.

Układ jezdny Tiidy oparto na najtańszych rozwiązaniach. O trakcję dbają kolumny McPhersona i belka skrętna przy osi tylnej. Całość efektywnie radzi sobie z jakością polskich dróg, a Nissan zdecydowanie lepiej wypada pod względem komfortu niż precyzji prowadzenia.

BMW 3 E90200 benzynowych koni mechanicznych za 30 tysięcy zł. Wybór jest nieoczywisty

Mitsubishi Lancer VIII

Równie niskim zainteresowaniem klientów w Europie cieszyła się ósma generacja innego japońskiego kompaktu – Mitsubishi Lancera. Poza topową wersją EVO, odnoszącą ogromne sukcesy w rajdowych mistrzostwach świata, model przeszedł praktycznie bez echa. W ofercie znalazł się sedan i hatchback. Estetyczne nadwozie produkowanej od 2007 do 2016 generacji, bez względu na rocznik zmaga się ze sporym problemem korozji. Rdza atakuje nadkola, podłogę i progi. Na szczęście, znalezienie używanych elementów blacharskich wciąż nie stanowi trudności. Podobnie jak u konkurenta, przeciętna jest jakość powłoki lakierniczej. W kwestii gabarytów, auto wyraźnie przewyższa Nissana. Hatchback Ma 459 cm długości, 176 szerokości i 151 wysokości. Rozstaw osi wynosi 264 cm.

Wnętrze wita nas surowym projektem, tandetnymi plastikami i nieco mniejszą ilością miejsca dla pasażerów. W kompromisowych ustawieniach zmieścimy cztery osoby i skromne 344-377 litrów. W kwestii wyposażenia dodatkowego, możemy liczyć na automatyczną klimatyzację, elektrycznie sterowane szyby, archaiczny komputer pokładowy, proste radio z CD, skórzaną tapicerkę i napęd 4x4. Szkoda, że kolumna kierownicza ma jedynie pionową regulację. Cieszy natomiast trwałość. Po dekadzie użytkowania, wciąż spotkamy kabiny utrzymane w dobrym stanie.

Mitsubishi Lancer VIIIMitsubishi Lancer VIII fot. Mitsubishi

Uwaga na diesla od Volkswagena

Wybór silników diesla to decyzja wysokiego ryzyka. Największą popularnością cieszy się 2.0 DI-D pochodzący od Volkswagena. To popularny 2.0 TDI z pompowtryskiwaczami z początku produkcji z mnóstwem wad technologicznych, na czele z pękającymi głowicami (generuje 140 KM). Mniej problemów lecz wysokie koszty obsługi zapewnia autorska konstrukcja Japończyków – 1.8 DI-D o mocy 116-150 KM. Korzysta z bezpośredniego wtrysku common-rail, turbosprężarki, filtra cząstek stałych i dwumasowego koła zamachowego. Nikła popularność jednostki to brak dostępności zamienników. W efekcie, ceny podzespołów są wyraźnie wyższe niż u konkurentów. Niezła jest za to trwałość i kultura pracy.

Mechanicy zgodnie polecają natomiast benzynowe, wolnossące silniki 1.5, 1.6, 1.8 i 2.0 generujące odpowiednio 109, 117, 140 i 150 KM. Są to bezobsługowe i wytrzymałe jednostki, a ich eksploatacja ogranicza się zazwyczaj do regularnych wymian oleju. Większe emocje za kierownicą gwarantują dopiero topowe warianty Railliart i EVO wyposażone w jednostkę 2.0 Turbo i stały napęd 4x4. Dysponują mocą odpowiednio 241 i 295 KM. Słabszą zaopatrzono w dwusprzęgłową skrzynię automatyczną. Z niektórych silnikami występowała niezbyt trwała przekładnia CVT z pasem transmisyjnym, którego trwałość określa się na 150-200 tysięcy km. Koszt ewentualnej naprawy może sięgnąć nawet 10 tysięcy zł. Nie warto ponosić takiego ryzyka.

Układ jezdny słabszych odmian to klasyka budżetowej klasy - kolumny McPhersona z przodu i belka skrętna z tyłu. W specyfikacjach z napędem wszystkich kół, przy tylnej osi pracuje układ wielowahaczowy.

Nissan Tiida vs Mitsubishi Lancer - ceny. Sytuacja cenowa

Pośród ogłoszeń znajdziemy niespełna 30 egzemplarzy kompaktowego Nissana. Ponad 90 procent stanowią odmiany benzynowe, a za egzemplarze z początku produkcji zapłacimy 13-50 tysięcy zł. Najdroższe egzemplarze wyceniono na 19-20 tysięcy zł.

Blisko trzykrotnie lepiej przedstawia się podaż Lancera, choć na rynku dominują egzemplarze z pierwszych trzech lat produkcji. Te są wyceniane na 15-22 tysięcy zł. Wysokoprężny wariant to około 25 procent oferty. Taki udział w rynku mają też sedany. Paliwożerny Ralliart wiąże się z wysupłaniem z portfela od 50 do 70 tysięcy zł.

Nissan TiidaNissan Tiida fot. Nissan

Mitsubishi Lancer VIIIMitsubishi Lancer VIII fot .Mitsubishi

Nissan Tiida vs Mitsubishi Lancer - porównanie. Podsumowanie. Opinia Moto.pl

Nissan Tiida i Mitsubishi Lancer ósmej generacji wciąż zasługują na zainteresowanie kierowców. Prymitywna mechanika przemawia tylko na ich korzyść, a niska awaryjność pozwoli utrzymać koszty bieżącej obsługi na akceptowalnym poziomie, musimy tylko pogodzić się z przeciętną estetyką i jakością wykonania wnętrza. Radzimy unikać diesli. Lancer lepiej się prowadzi, ale zapewnia niższy komfort. Obie konstrukcje to niezłe propozycje na czasy kryzysu.

Więcej o: