Byliśmy na rajdzie Baja Poland 2023. Niespodzianek nie brakowało

Koniec sierpnia to od lat gorący czas dla miłośników 4x4. W okolicy Szczecina odbywa się wówczas najważniejszy rajd Cross Country w Polsce i jednocześnie próba ogniowa przed noworocznym Dakarem. By sprawdzić, jak przedstawia się stan naszych załóg, wybraliśmy się na zachodnie rubieże nadwiślańskiej krainy.

Rajdy 4x4 to szczególna kategoria w motorsporcie. Niezwykle widowiskowa i zarezerwowana dla wąskiego grona, przynajmniej na najwyższym poziomie mistrzostw świata FIA. Zawodnicy rywalizują w pięciu klasach – od T1 do T5. Każda z nich ma swoje wewnętrzne regulacje, ściśle określające parametry techniczne wozów. Takie działanie ma na celu wyrównanie szans poszczególnych drużyn. Z drugiej strony, różnice między poszczególnymi klasami są ogromne. Na rajdowych trasach możemy zobaczyć motocykle crossowe, quady, konstrukcje typu buggy (z każdym rokiem rośnie ich popularność), klasyczne terenówki z poprzednich dekad, maszyny ultra wyczynowe oraz ciężarówki. Każdy znajdzie coś dla siebie, zatem z przyjemnością wybraliśmy się w długą podróż na kraniec Polski.

Zobacz wideo Doskonałe jedzenie, piękna architektura i emocjonująca motoryzacja. We Włoszech jest region, który skupia w sobie te trzy rzeczy [autopromocja]

Trzy dni rywalizacji i blisko 400 kilometrów tras

Wybierając się na zawody typu Baja, trzeba się odpowiednio przygotować. Kilka dni pogody w kratkę sprawia, że przydadzą się nie tylko letnie ubrania, lecz również płaszcz przeciwdeszczowy lub chociaż parasolka. Załóżmy wygodne buty, których nie będzie żal utopić w błocie lub kałuży. Pamiętajmy, że na trasach próżno szukać odrobiny asfaltu, a odległości między kolejnymi punktami widokowymi są spore. Do tego końcówka lata może obfitować w palące Słońce, zatem dobre okulary i czapka staną się nieodzowne. Przyda się też plecak z prowiantem i zapas wody. W lesie trudno o takie skarby. Dysponując właściwym ekwipunkiem, ruszamy w trasę.

Pierwszy dzień tegorocznej imprezy przywitał temperaturą ocierającą się o 30 stopni Celsjusza. Od wielu dni nie było deszczu, zatem trasa wyschła na wiór. Rozpędzone pojazdy unosiły tumany kurzu, w których należało przebijać się do kolejnych widowiskowych zakrętów i hopek. Nierzadko na przeszkodzie stawały też krzaki, pokrzywy i głębokie wykopy. W końcu to wojskowy obiekt zlokalizowany przy ulicy Szafera w Szczecinie. Z drugiej strony, miłośnicy przyrody, świeżego powietrza, unoszących się oparów benzyny i oleju napędowego, powinni być zachwyceni.

Baja to esencja motoryzacji 4x4. Na pierwszy ogień organizatorzy puszczają motocykle i quady. Tych na starcie pojawiło się 16 sztuk. Z pozoru lekkie i wyglądające na seryjne, przeszły niemałe modyfikacje, by przetrwać trudy wielogodzinnych zmagań. To też wysoce niewdzięczna kategoria. Kierowcy pozbawieni wsparcia pilota na trasie, muszą mierzyć się z demonami w głowie oraz wyczerpaniem fizycznym. Niestety, to właśnie pośród tej grupy najczęściej dochodzi do śmiertelnych wypadków. Ci sportowcy mają w mistrzowski sposób wypracowane automatyzmy. Jadą, póki pozwala na to psychika i resztki energii. O ile w razie kłopotów na rajdzie w Europie, pomoc powinna z założenia dotrzeć dość szybko, o tyle na pustynnych odcinkach Dakaru, Tunezji lub Maroka, sytuacja mocno się komplikuje.

W Szczecinie nie doświadczyliśmy takich przebojów. I dobrze, bo jednoślady i quady w spektakularny sposób i z dużą prędkością pokonują kolejne partie tras, a względem samochodów, są w mniejszości. To znacznie trudniejszy, fizyczny sprawdzian wytrzymałościowy.

64 załogi w samochodach

Jeszcze więcej emocji wywołują samochody. Tych na starcie stawiło się 64. W parku maszynowym mogliśmy spotkać przeróżne konstrukcje. W klasie seryjnej dominowały Toyoty Land Cruiser, choć mogliśmy też zobaczyć Mitsubishi Pajero, Suzuki Vitarę, Dacię Duster, Toyotę Hilux czy BMW X6. W zależności od przynależności klasowej, mocno różnił się zakres modyfikacji, co było też słychać

i widać na rajdzie. W innej kategorii jechały pojazdy ze stajni Mini John Cooper Works Rally. Pierwszego okiełznał Krzysztof Hołowczyc z Łukaszem Kurzeją, zaś drugiego Michał i Julita Małuszyńscy. Z Mini mają wspólne jedynie lampy. Reszta to inwencja konstruktorów zgodna z wytycznymi FIA. Gdy tylko się pojawiały, siały zamęt i spustoszenie. Tworzyły alternatywną rzeczywistość i zdystansowały resztę zawodników, choć po piętach deptał im Włodzimierz Grajek z Dominikiem Jazicem w pickupie Toyoty.

W Baja od dłuższego czasu furorę robią jednak pojazdy typu buggy. Są dość przystępne dla zawodników, bowiem próg wejścia stanowi kwota rzędu 180 tysięcy złotych. Tyle trzeba zapłacić za kanadyjską konstrukcję Can-am Maverick. Cena przystosowania do zawodów pozostaje tajemnicą każdego z zespołów. Nie zmienia to faktu, że pojazdy tego producenta stanowiły najliczniejszą reprezentację pośród maszyn i wywoływały niemały emocje. Lekkie, około tony masy własnej (Land Cruiser i Pajero ważą 3 tony), przyjazne w prowadzeniu i skuteczne. Do tego efektowne wizualnie i przywołujące na myśl filmową serię Mad Max. Przyjemnie się na nie patrzyło i kibicowało. Za sterami siadali nie tylko Polacy, lecz również Czesi, Hiszpanie, Brytyjczycy, Saudyjczycy, Kuwejtczycy oraz Litwini. Skład z tylu kontynentów nie może się mylić, co potwierdza obecność tej konstrukcji na Dakarze. Wydajna i wytrzymała. Zdolna przetrwać trudy pustynnych odcinków specjalnych.

Co ciekawe, nie w każdym wozie mogliśmy dotrzeć tylko facetów. Na tym tle wyróżniał się zespół złożony z dwóch kobiet urodzonych w połowie lat 90. To fenomen w tej klasie rajdów i jednocześnie dowód, że w teorii słabsza płeć może jak równy z równym rywalizować z mężczyznami.

Próby ogniowe na poligonie w Drawsku

Dziewczynom przyglądaliśmy się nie tylko na wysuszonej w szczecińskim Słońcu wojskowej strzelnicy. Podpatrywaliśmy też, jak radzą sobie w głębokich rozlewiskach i podmokłych terenach poligonu w Drawsku. To najciekawsza część wieńczącego sezon rajdu. Wymagająca krzepy i koncentracji przez 320 kilometrów w nieznanym terenie. Średnia prędkość czołówki wynosi 100 km/h. Na muldach, w koleinach, sypkim piachu i w grząskim podłożu. Tutaj nie ma lekkiej gry. Warto założyć sztormiak, bo z niego łatwo zmyć grudy błota. Chyba, że nadejdzie ulewa i nas wyręczy. Tak się jednak nie stało. Długi dystans sprawił, że wbudowany w telefon krokomierz rozgrzewał się do czerwoności. W poszukiwaniu spektakularnych przeszkód, trzeba było przedzierać się przez zagajniki i nasłuchiwać ryczących jednostek napędowych. Szybko się pojawiały i równie dynamicznie znikały za sekwencją zakrętów. Mavericki, klasyczne terenówki i ciężarówki.

Profesjonalne samochody dzielnie znosiły rozmaite przeciwności losu, choć niektóre już na trasę nie wracały. Dopiero w internecie i po fakcie, mogliśmy się dowiedzieć, że zawiodła mechanika lub po kolizji z przeszkodą, któraś z załóg nie była w stanie kontynuować rajdu. W warunkach całodziennego śledzenia off-roadowego widowiska, w leśnej głuszy lub pośród rozległych, podmokłych łąk, w sukurs przychodzą osoby strzegące trasy. Jeśli zabraknie łączności ze światem, a o to nietrudno na wojskowych parcelach, wskażą drogę i bezpieczne przejścia. Istotne, że Cross Country to nieliczna klasa zawodów, w których swoboda poruszania się po terenie jest dość duża. Trzeba jednak pamiętać o odblaskowej odzieży, by z daleka być widocznym dla pogrążonych w sportowym amoku drużyn. Ich widoczność będzie też ograniczać woda przelewająca się przez pokład, błoto zalegające na szybie i parujące blendy w kaskach. Warto dmuchać na zimne.

Baja Poland 2023Baja Poland 2023 fot. Piotr Mokwiński

Baja Poland 2023Baja Poland 2023 fot. Piotr Mokwiński

Baja Poland 2023Baja Poland 2023 fot. Piotr Mokwiński

Baja Poland 2023Baja Poland 2023 fot. Piotr Mokwiński

Baja Poland 2023Baja Poland 2023 fot. Piotr Mokwiński





Baja z perspektywy zawodnika

Przez kilka dni na różnych trasach szczecińskiego rajdu mogliśmy zmierzyć się z własnymi słabościami i niedostatkiem przygotowania tekstylno-prowiantowego. Z uwagi na doświadczenie, zawodnicy mierzą się z zupełnie innymi trudnościami. Patrycja Brochocka i Karolina Zysnarska przyznały w rozmowie z nami, że przygotowania do zawodów trwają miesiącami. To nie tylko praca nad tężyzną fizyczną, lecz godziny treningów na rozmaitych poligonach oraz zgrywanie się z zespołem. Drużynę Overlimit uzupełniają Grzegorz Komar na stanowisku nawigatora oraz Krzysztof Wicentowicz za kierownicą drugiego Mavericka.

Przed każdym odcinkiem następuje analiza trasy, a zespoły ustalają taktykę. Nadrzędnym celem jest dojechanie do mety sprawnym pojazdem. Im bardziej zaawansowane zniszczenia, tym więcej pracy obciąża mechaników. To potwierdzają opowieści z innych rywalizacji, zwłaszcza tych pustynnych, gdzie temperatura za dnia przekracza 50 stopni Celsjusza, a w nocy potrafi spaść do zera. Mało czasu na regenerację, a żeby pokonać kolejne odcinki specjalne, głowa musi pracować na najwyższych obrotach, również u mechaników czuwających nad bezpieczeństwem, a podczas rajdu, transportujących sprzęt do kolejnej bazy. Nierzadko podczas burzy piaskowej i w kraju, gdzie niełatwo trafić na osobę posługującą się angielskim w stopniu choć minimalnie komunikatywnym.

Zespoły za to zbierają cenne doświadczenie i szlifują formę przed kolejnymi zawodami. Nawet jeśli niektórych nie ukończą, co nie jest rzadkie w tym fachu, lekcje procentują. Tak właśnie wygląda część przygotowań do Dakaru. Jego najbliższa edycja odbędzie się w Arabii Saudyjskiej na początku stycznia 2024. Kierunek dobrze znany dla wielu piłkarzy z czołowych, europejskich klubów. Teraz czas na kierowców 4x4. Tam czyhają zupełnie inne niebezpieczeństwa niż w mniejszych imprezach, dlatego tak ważne jest przygotowanie. Dla niektórych, to zwieńczenie kariery. Dla innych, życiowa przygoda i początek czegoś zupełnie nowego, ekscytującego. Jedyna żeńska załoga w klasie T4, Patrycja i Karolina, pojadą w Dakarze 2025. Trzymamy kciuki. To, co zobaczyliśmy na zachodniopomorskich rubieżach, napawa nas optymizmem. Wierzymy, że za ich przykładem pójdą kolejne kobiety szukające adrenaliny wymieszanej z benzyną.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.