Mandat za upalanie auta na ręcznym. Domorośli drifterzy na celowniku. Nowy taryfikator

Śnieg, pusty parking... zima prowokuje do zabawy i jazdy bokiem. Trzeba jednak pamiętać, że driftowanie jest surowo karane przez polską policję.

Przez większą część roku tzw. "mandat za drift" to problem piratów drogowych, którzy szaleją na publicznych drogach, driftując na rondach i wchodząc niebezpiecznie w zakręty. Policja surowo karze takie osoby, a nawet urządza specjalne akcje, żeby wyłapywać takich kierowców. Jazda bokiem jest widowiskowa, ale skrajnie niebezpieczna. Zimowe warunki sprawiają, że w większej liczbie kierowców budzą się drifterzy. Warto pamiętać, jak wysoka jest kara.

Zobacz wideo 19-latek driftował na rondzie. Dostał mandat na 3000 zł

Mandat za drift w 2023 r. to nawet pięć tysięcy złotych

To już druga zima z nowym, znacznie ostrzejszym taryfikatorem mandatów. W nim pojawiła się bardzo dotkliwa kara za takie zachowania, a policja chętnie korzysta z kar w wysokości kilku tysięcy złotych. Kwalifikację prawną tego czynu określa art. 86 par. ustawy Kodeks wykroczeń. A ten stwierdza że "kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, nie zachowując należytej ostrożności, powoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, podlega karze grzywny". Co oznacza słowo grzywna w tym przypadku? Jej wartość maksymalną, czyli nawet 5 tys. zł. 

Warto podkreślić, że w tym przypadku nie jest to mandat teoretyczny, a policjanci korzystają z górnych widełek rzadko. Jest wręcz przeciwnie. Praktycznie co tydzień słyszymy o jakimś złapanym na gorącym uczynku kierowcy, który za popisy na drodze został nagrodzony bardzo wysokim mandatem. W policyjnych komunikatach najczęściej padają wtedy dwie kwoty - czasem to trzy tysiące złotych, ale często też maksymalna kara w wysokości pięciu tysięcy złotych.

W skrajnych przypadkach sprawa może trafić nawet do sądu, a sędzia wymierzyć karę do 30 tysięcy złotych i zabrać kierowcy prawo jazdy. To jednak nie jest scenariusz zabaw na pustym parkingu.

Mandat za drift. Czy to nie przesada?

Wielu kierowców uważa, że aż tak wysoka kara jest przesadzona. Zimowi drifterzy bawią się przecież przede wszystkim na pustych parkingach i placach wieczorem. Szkodliwość zaciągania ręcznego w aucie  z przednim napędem lub kręcenia bączków wydaje się znikoma. Jeśli policja złapie kogoś na naprawdę pustym placu, to prawdopodobnie nie będzie wystawiać aż pięciu tysięcy złotych. Trzeba jednak pamiętać, że zabawa w drift może się skończyć źle. Łatwo stracić panowanie nad samochodem i wjechać np. w latarnię, sklepowe wózki albo... inny samochód. Stracić kontrolę nad autem zdarza się nawet Maxowi Verstappenowi i Lewisowi Hamiltonowi. Argument o wysokich umiejętnościach można więc włożyć między bajki. Błędy przytrafiają się każdemu.

Trzeba też pamiętać o innych ludziach, którzy korzystają wieczorem z parkingu. Dla nich bawiący się na śniegu kierowcy są zagrożeniem. Dlatego policja musi reagować.

Zwłaszcza, że na normalnych kierowców, którzy raz w roku wybiorą się na pusty plac cień rzucają piraci drogowi, którzy nie znają umiaru, a o zdrowym rozsądku nigdy nie słyszeli. Szaleją po drogach publicznych, na rondach, osiedlach, doprowadzając do wypadków. Walka o bezpieczeństwo na drogach musi być ostra i konsekwentna.

Gdzie driftować zimą?

Polskie miasta coraz częściej organizują dla zwykłych kierowców specjalne imprezy, na których mogą się wyszaleć i poprawić swoje umiejętności w zamkniętym miejscu i pod okiem służb. To najlepszy wybór na miejsce do latania bokiem. Wiemy, że i tak wielu kierowców ruszy w tę zimę na parkingi i place. Chcemy was jednak uczulić, żeby myśleć o innych. Nigdy nie róbcie tego wieczorem, kiedy ze sklepu wciąż korzystają inni ludzie, a wy możecie komuś zrobić krzywdę. Zanim zaczniecie szaleć, upewnijcie się, że nic nikomu nie zrobicie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.