Oszuści lubią metodę na stłuczkę. Kierowca może zmazać im uśmieszek jedną rzeczą

Wobec naciągacza kierowca często jest totalnie bezradny. No chyba, że zamontuje w swoim samochodzie kamerkę, do czego zachęca sama policja. Wtedy to oszust wpada w swoje własne sidła.

To ohydna, ale niestety nagminna praktyka. Są kierowcy, którzy wymyślili sobie jakże genialny plan na zarobek. Krążą po parkingach pod centrami handlowymi i sklepami, grasują po rondach i czają się na trudniejszych skrzyżowaniach. Liczą na roztargnienie drugiego kierowcy i doprowadzają do stłuczki. Oczywiście od razu nakładają na ofiarę ogromną presję, grożąc policją i żądając jakiejś kwoty w ramach "dogadania się". Przed wpadnięciem w jego sidła może was uchronić chłodna głowa, a szanse na interwencję policji po waszej myśli zwiększy kamerka samochodowa.

Dlaczego metoda na stłuczkę jest tak skuteczna?

Jeśli na miejsce zdarzenia przyjedzie policja, to trzeba się liczyć z naprawdę dotkliwym mandatem. Dlatego wielu kierowców decyduje się oddać kilkaset złotych i zaoszczędzić sobie nerwów i dalszych kosztów. Skuteczność oszustów spotęgował nowy, ostrzejszy taryfikator mandatów. Mandat za samo spowodowanie zderzenia waha się zwykle od tysiąca do trzech tysięcy złotych. Ściślej mówiąc, w przypadku zdarzenia, w wyniku którego nikt nie ucierpiał, policja wypisuje mandat za przewinienie, które doprowadziło do stłuczki i dolicza 1000 zł za samo spowodowanie kolizji.

Na to liczą nieuczciwe osoby. Z nowym taryfikatorem najmniejsza stłuczka czy obcierka może się skończyć olbrzymim mandatem, mimo że na samochodach zostaną małe ryski, których spolerowanie pochłonie symboliczną kwotę.

Dlaczego naciągacze polują w wymienionych miejscach? Liczą na kierowców, którzy nie do końca pewnie czują się za kierownicą, na parkingu lub zatłoczonym rondzie, mogą się pogubić, zrobić błąd, a na to tylko czeka oszust. Takie osoby nie będę też pewne, że są niewinne i na hasło "policja" zareagują nerwowo, od razu sięgając do portfela, zamiast walczyć o swoje. Ofiarą często padają bardzo niedoświadczeni kierowcy lub ci starsi.

Zamontuj w samochodzie najprostszy wideorejestrator i się nie przejmuj

Dlatego wszyscy, na czele z policją polecają zamontowanie w samochodzie wideorejestratora, który będzie bacznie obserwował drogę i wszystko dokumentował. Wobec takiego dowodu żaden oszust nie będzie miał szans. Z nagraniem po prostu wychodzicie z samochodu i jeśli słyszycie, że ktoś na was krzyczy i próbuje wyłudzić pieniądze, to dzwonicie na 112. Policjanci poirytowani, że musieli jechać do stłuczki ukarzą naciągacza bardzo surowo. Im więcej takich oszustów zgłosimy, tym lepiej będzie się jeździło po polskich drogach.

Ile musi kosztować wideorejestrator, żeby był dobry? Technika tak pędzi do przodu, że w zupełności sobie poradzą najprostsze modele. Oczywiście im wyższa cena, tym więcej funkcji, ale już te bazowe modele za 200-300 zł sobie poradzą. Co ważne, rejestrują na tyle wyraźny obraz, że widać tablice rejestracyjne, a po drugie większość ma funkcję, która automatycznie zachowuje na karcie kilkanaście-kilkadziesiąt sekund nagrania przed i po uderzeniu w samochód. W podbramkowej sytuacji nie trzeba się nawet przejmować wciskaniem jakiegoś przycisku. Kamerka zrobi to sama.

Zobacz wideo Jak zamontować wideorejestrator? Podstawowe kroki

Kamerka uratuje was także w znacznie poważniejszych momentach. Np. podczas wypadku albo groźnego zdarzenia na drodze szybkiego ruchu. To właśnie dzięki samochodowym kamerkom nagłośniono wiele okropnych zdarzeń z polskich dróg. Co więcej, swoje nagrania można także podesłać na policyjną skrzynkę "Stop agresji drogowej", gdzie zajmą się nią specjaliści. Jeśli policja zdecyduje, że nagrany kierowca popełnił wykroczenie, to nie uniknie on kary.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.