Nowe obowiązkowe wyposażenie w samochodach w 2024 r. Będzie krzyczeć na kierowcę

System ADDW stanie się obowiązkowym w nowych samochodach w 2024 r. To oznacza, że kierowcy będą stale pod obserwacją, a auto będzie na nich krzyczeć po 3,5 albo 6 sekundach.

Co to jest ADDW? To z angielskiego Advanced Driver Distraction Warning. Pakiet systemów, które mają sprawdzać, czy kierowca panuje nad sytuacją i jest odpowiednio skupiony. Nie jest to nowość, bo wiele nowych samochodów już taki system posiada i już dyscyplinują kierowców. Taki system nie pozwala na odwracanie wzroku od drogi. Wykrywa rozproszenie kierowcy. Co się zmieni w tym roku? Od lipca 2024 r. wszystkie nowo homologowane samochody osobowe, dostawcze i ciężarowe będą obowiązkowo wyposażane w ADDW.

Kolejny krok to lipiec 2026 r. Wtedy wszystkie sprzedawane samochody będą musiały posiadać taki system, nieważne, kiedy były homologowane. Jak ADDW działa?

Zobacz wideo Zderzenie dwóch aut w Lublinie. Policja opublikowała nagranie ku przestrodze

Jak działa ADDW? Nowe obowiązkowe wyposażenie samochodu 2024 r.

System sprawdza, czy kierowca patrzy na drogę i czy jest skupiony na sytuacji wokoło pojazdu. Jeżeli spojrzy np. na telefon lub zacznie pisać sms-a, system uruchomi komunikat, dźwięk alarmowy, a nawet sygnał haptyczny. Układ do obserwacji kierującego wykorzysta kamerę. Kamera będzie zamontowana w kabinie pasażerskiej. Ta może się pojawić np. na kolumnie kierownicy.

ADDW będzie się uruchamiać automatycznie od prędkości wynoszącej 20 km/h. Choć konkretny producent może podjąć decyzję mówiącą o obniżeniu tego progu. Kamera będzie pracować zarówno w dzień, jak i w nocy. Układ podejmie reakcję w sytuacji, w której kierujący opuści wzrok na co najmniej 6 sekund przy prędkości do 50 km/h i 3,5 sekundy podczas szybszej jazdy. System monitorujący uwagę kierowcy będzie można dezaktywować. Niestety identycznie jak w przypadku asystenta pasa ruchu czy start-stopu, trzeba będzie wyłączać układ po każdym rozruchu silnika.

Obowiązkowy system ADDW - czy to dobry pomysł?

Obawy kierowców budzi przede wszystkim prywatność. Nikt nie chce być nagrywany i obserwowany przez kamerę w swoim aucie. UE uważa, że wprowadziła takie przepisy i ograniczenia, że nie będzie to problemem. Trzymamy za to kciuki. Co do samego systemu to na pewno może się okazać przydatny. Komisja Europejska ostrożnie szacuje, że nieuwaga kierowców odpowiada za 5-25 proc. wypadków. Łatwo uzmysłowić sobie problem, kiedy spojrzymy na badania dotyczące telefonów komórkowych.

Tylko, żeby odczytać wiadomość kierowca odrywa wzrok od drogi na minimum 5 sekund, co oznacza, że przy prędkości 70 km na godz. przejeżdża z zamkniętymi oczami długość całego boiska piłkarskiego. To obrazowe porównanie. Jeżeli wolicie twarde liczby, to we wspomnianym raporcie Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego wykazano, że pisanie i odczytywanie SMS-ów zwiększa dziesięciokrotnie szansę zdarzenia "sytuacji krytycznie niebezpiecznej".

Jakie jeszcze obowiązkowe systemy pojawią się w 2024 r.?

  • inteligentny asystent prędkości,
  • system ostrzegający podczas cofania,
  • system monitorujący uwagę kierowcy,
  • system rejestrujący parametry jazdy,
  • system awaryjnego hamowania.

Często narzekamy na obowiązkowe wyposażenie w samochodach, ponieważ przekłada się bezpośrednio na cenę nowych aut, ale nie da się ukryć, że ma także przełożenie na bezpieczeństwo. W Europie jeździmy po najbezpieczniejszych drogach na świecie. Każdy taki system ma jeszcze bardziej podnosić poprzeczkę i ograniczać ryzyko groźnego wypadku. Piłka jest po stronie producentów. Liczymy, że ich systemy ADDW będą skuteczne i nie będą irytować kierowców.

Wiele marek nie poradziło sobie z "brzęczykiem", który ostrzega o przekraczaniu prędkości. Z założenia słuszny system potrafi irytować, ponieważ bardzo często się gubi i piszczy na podstawie błędnie odczytanych ograniczeń prędkości. Przez to wielu kierowców wyłącza go od razu przed rozpoczęciem jazdy. Oby ADDW rozwiązano lepiej i nie krzyczało na kierującego, kiedy np. rozejrzy się w poszukiwaniu nadjeżdżającego rowerzysty.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.