Trzy lata temu staranowała pięć aut. Jeździła dalej, aż potrąciła śmiertelnie kobietę na pasach

Mieszkanka Kalisza spowodowała poważną kolizję w 2020 roku, ale wówczas nikomu się nic nie stało. Jeździła dalej i w grudniu potrąciła kobietę przechodzącą po przejściu dla pieszych. 87-latka nie przeżyła wypadku.

58-letnia kaliszanka przed trzema laty pomyliła pedały hamulca i gazu. Przynajmniej tak twierdziła po karambolu, który spowodowała. Wówczas jeździła efektownie oklejonym jeepem wranglerem. Nie ustąpiła pierwszeństwa, wyjeżdżając z ul. Parczewskiego w Kaliszu na pl. Kilińskiego i uderzyła w jadącego prawidłowo forda mondeo. Potem spanikowała i rozbiła cztery kolejne auta zaparkowane przy pl. Świętego Józefa. Ta niebezpieczna sytuacja zakończyła się stosunkowo niegroźnie. Tym razem nikomu się nic nie stało. Przypomina ją portal BRD24.pl.

Zobacz wideo Zderzenie dwóch aut w Lublinie. Policja opublikowała nagranie ku przestrodze

Więcej tekstów na temat bezpieczeństwa na polskich drogach znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Minęły trzy lata. Kierowczyni z Kalisza zmieniła jeepa na równie ładne i znacznie szybsze mini, ale nie zmieniła stylu jazdy. Nie wiem tego na pewno, ale podejrzewam, że poprzednia niebezpieczna kolizja nie wywołała u niej żadnej refleksji na temat własnych umiejętności. A przecież da się je łatwo podnieść, na przykład zapisując na kurs doszkalający. Mieszkanka Kalisza teraz ma 61 lat. 11 grudnia 2023 około godz. 14:00 nie znowu nie ustąpiła pierwszeństwa. Tym razem śmiertelnie potrąciła 87-letnią staruszkę na środku przejścia dla pieszych. Kobieta zginęła kilkanaście metrów od swojego domu.

To kolejny wypadek tej samej kierowczyni. Zmieniła jeepa na szybsze mini

Wypadek na skrzyżowaniu ulic: Nowy Świat i Czaszkowskiej miał dramatyczny przebieg. Ciało potrąconej kobiety zostało odrzucone daleko od przejścia, a kierująca mini cooperem s znowu uszkodziła trzy stojące samochody i zatrzymała się kilkadziesiąt metrów dalej. Tak jak poprzednim razem była trzeźwa i... nieuważna. Analiza okoliczności wypadku i danych z jej auta wykaże, czy przekroczyła dozwoloną prędkość. Sprawczyni wypadku usłyszała zarzuty m.in. naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym i niedostosowania prędkości do warunków. Przyznała się do nich i po wpłaceniu poręczenia majątkowego w wysokości 50 tys. zł została zwolniona przez prokuraturę do domu.

Prokuratura wszczęła postępowanie, w ramach którego zgromadzony został materiał, który pozwolił na postawienie 61-letniej kobiecie zarzutu dotyczącego tego, że w dniu 11 grudnia, prowadząc pojazd marki mini cooper (...) naruszyła zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, w ten sposób, że nie zachowała należytej ostrożności, nie obserwowała należycie pola jazdy oraz nie dostosowała prędkości do panujących warunków atmosferycznych i drogowych. W wyniku tego nie ustąpiła pierwszeństwa pieszej, znajdującej się na przejściu dla pieszych. Doszło do potrącenia pieszej, co skutkowało powstaniem obrażeń, które doprowadziły do zgonu

- informuje prokurator Maciej Meler, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim.

Piesza zginęła pod kołami auta na pasach. Z komentarzy dowiecie się, czyja to wina

Pod informacjami na temat wypadku, które ukazały się w lokalnych portalach i na Facebooku można przeczytać komentarze: "sami sobie wini piesi, nie zatrzyma się przed pasami, tylko idzie na oślep", "jednej i drugiej kobiety szkoda. Z jednej strony tragiczna, niepotrzebna śmierć, której można było uniknąć, z drugiej koszmarne wyrzuty sumienia i dodatkowo koszta", "Pasy czy nie trzeba się rozglądać, nie oceniam nikogo, ale starsze osoby same pchają się pod koła" oraz wiele podobnych. Powinny mnie przerażać, ale nawet nie dziwią, bo dobrze wiem, że taka jest mentalność przeciętnego polskiego kierowcy.

Dopóki to się nie zmieni, piesi lepiej miejcie się na baczności. Kierowca może was uśmiercić, a potem obarczyć winą. To oczywiste, że w interesie każdego człowieka jest dbanie o własne bezpieczeństwo, ale nie można wiktymizować pieszych. To kierowcy powinni brać odpowiedzialność za bezpieczną jazdę, taką, aby nie zrobić nikomu krzywdy. Powinni pamiętać, że kierują 2-tonowym ciężarem rozpędzonym do wysokiej prędkości. Zwłaszcza starsza osoba ma prawo przechodzić przez przejście dla pieszych powoli albo nie zauważyć nadjeżdżającego szybko samochodu.

Zamiast bezpodstawnego obwiniania kobiety za wypadek, którego nie spowodowała, tylko w nim zginęła, na usta cisną mi się zupełnie inne słowa. Tak ewidentny brak umiejętności kierującej autem połączony z jej wyjątkową niefrasobliwością jest przerażający. Chciałbym móc nazwać jej działanie drogowym zabójstwem, ale to nie byłaby prawda, bo taki termin zakłada świadomą chęć pozbawienia kogoś życia. Jestem przekonany, że kobieta w mini wcale nie chciała tego zrobić. Po prostu nie uważała i nie wyciągnęła wniosków z poprzedniego zdarzenia. To, że tym razem ktoś zginął przez jej bezmyślność, to zupełnie inna sprawa. Wszyscy i tak powiedzą, że 87-latka sama była sobie winna.

Kto jest winny drogowej patologii? Wszystkie rządy po kolei, które nie próbowały tego zmienić

Powyższa sytuacja jest odzwierciedleniem najsmutniejszej strony polskich dróg. To, co w wielu krajach dawno temu stało się wyjątkiem, u nas ciągle jest normą. Kierowcy nie przestrzegają ograniczeń prędkości, nie wytężają uwagi, bo uważają, że nie muszą tego robić. Prawo jazdy traktują jak przywilej, a nie obowiązek wymagający odpowiedzialności i umiejętności. Za to piesi zbliżający się do jezdni, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach z gorszą infrastrukturą są narażeni na śmiertelne niebezpieczeństwo. Próbują przeżyć, przechodząc przez ulice w miejscach wyznaczonych przepisami, ale mimo to skrajnie ryzykownych.

Taka rzeczywistość to wina braku edukacji, złej infrastruktury i nieskutecznego systemu prewencji i kar. Niestety mentalności polskich kierowców nie da się łatwo zmienić. Wciąż sądzą, że nie muszą przestrzegać ograniczeń, a potrąceni piesi są sami sobie winni. Z takim postrzeganiem bezpieczeństwa ruchu drogowego będziemy walczyć jeszcze wiele lat. Tym dłużej, im mniej sprawnie zabierze się za to władza ustawodawcza i wykonawcza. Przez ten czas zginą tysiące kolejnych ludzi.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.