W kobietach siła! To polska nadzieja na Dakar 2025. Pani Patrycja przewiozła nas w fotelu pilota

Pojezierze Drawskie i Szczecin są najgorętszymi miejscami dla entuzjastów rajdów klasy Baja. To właśnie tam odbywa się najważniejszy odcinek długiego cyklu 4x4 i jednocześnie kluczowy sprawdzian przed przyszłorocznym Dakarem. To też jedna z rund Rajdowych Mistrzostw Polski Samochodów Terenowych. Pod koniec sierpnia, na wymagających trasach wojskowego poligonu rywalizują wszelkiej maści profesjonalne pojazdy podzielone na pięć klas. Pośród nich, wyjątkowy zespół. Patrycja i Karolina, które szlifują formę i mierzą wysoko.

Rajdy cross country mają kilka dekad tradycji. Są zupełnie inne od wszelkich rywalizacji rozgrywanych na asfalcie. Tutaj, poza wyścigiem zbrojeń, kluczową rolę odgrywa chemia między kierowcą i nawigatorem. Trasy obfitują w mnóstwo niespodzianek. Roadbook dostępny jest zaledwie 30 minut przed startem. Podczas wielodniowych zmagań trzeba mierzyć się ze skrajnym zmęczeniem fizycznym i psychicznym, terenowymi przeszkodami, innymi załogami, a czasem nieść też pomoc na trasie. By się przekonać, jak to wygląda w praktyce, wybrałem się na najbardziej prestiżowy rajd nad Wisłą, Baja Poland.

Zobacz wideo Doskonałe jedzenie, piękna architektura i emocjonująca motoryzacja. We Włoszech jest region, który skupia w sobie te trzy rzeczy [autopromocja]

Trening czyni mistrza

Dotrzeć do Szczecina można na kilka sposobów. Najszybszy to samolot do Goleniowa. Stamtąd wystarczy złapać autobus i po godzinie jesteśmy w stolicy województwa zachodniopomorskiego. Druga opcja do własny samochód i taką polecamy, nie tylko jako redakcja motoryzacyjna. Przede wszystkim z uwagi na długie trasy dojazdowe do poszczególnych odcinków rajdu. O ile pierwszy jest niemal w centrum miasta, o tyle kolejne dwie, najdłuższe sekcje liczące po 160 kilometrów, mają miejsce na poligonie w Drawsku (1,5h jazdy autem). Właśnie tam miałem rozpocząć przygodę z klasą T4 i upajać się off-roadową przygodą. Niemniej, trening został przeniesiony w pobliże jeziora Głębokiego.

Nic straconego, bowiem Szczecin jest malowniczo położony. Nie brakuje lasów, terenów podmokłych i piaszczystego podłoża. To idealne warunki na trening przed rywalizacją chociażby z Krzysztofem Hołowczycem. Najbardziej utytułowany polski kierowca aż dziewięć razy stawał na najwyższym stopniu podium w Baja Poland. Mnie jednak bardziej ekscytowała przygoda z żeńskim zespołem, Polki Rally by Overlimit, jedynym takim nad Wisłą.

Overlimit był przygotowany i w trakcie odcinków próbnych. Za kierownicą Patrycja Brochocka, a na fotelu pilota Karolina Zysnarska. Nie lada wyzwanie werbalne dla spikera na zagranicznych odcinkach specjalnych. Obok, równie kluczowy element w postaci zespołu mechaników. To od nich zależy sukces techniczny i gotowość pojazdu. Wszystko regulują przepisy FIA, zatem pole manewru nie jest zbyt duże. W skrajnych sytuacjach liczy się szybkość, pomysłowość i skuteczność, by wyeliminować usterki i przywrócić rajdówkę na trasę. Do tego bezpieczeństwo i wydajność. O tym, jakie to ważne, miałem się przekonać dosłownie za kilka chwil.

Kurz, upał i radość

Czasu nie ma zbyt wiele. Wymiana uprzejmości, kask, wpięcie pokładowej łączności i w drogę. Każda załoga ma odrobinę przestrzeni dla siebie i trzeba ją skrupulatnie wykorzystać, by ustawić kluczowe parametry przed prologiem. Sprawdzić maszynę w boju i gotowość do współpracy czynnika ludzkiego. Ten zespół jest jak rodzina. Dwa zastępy w trasie i kilku facetów na zapleczu z rękoma w smarze, komputerem przenośnym, busem pełnym części zamiennych i kreatywnością, której nie powstydziliby się mechanicy z F1. Panowie, chylę czoła.

Siadam w głębokim fotelu kubełkowym, dopinam szelkowe, wielopunktowe pasy i podekscytowany przypatruję się kierowcy, Patrycji. Widać po spojrzeniu, że to twarda zawodniczka. Zaprawiona w boju i gotowa do rywalizacji z każdym, choć nie tylko to stanowi esencję Cross Country. Dookoła mnóstwo kurzu, a temperatura powietrza przekracza 30 stopni. W rajdowym kombinezonie można się ugotować, ale emocje przykrywają ten lekki dyskomfort. Chodzi przecież o bezpieczeństwo i frajdę z korzystania z pełnego potencjału maszyny.

Gaz i ruszamy. Can-am Maverick x3 wgryza się w podłoże niczym Embraer 195 nabierający prędkości na płycie lotniska. Stery tej kanadyjskiej maszyny pracują wyjątkowo sprawnie w kobiecych rękach. Patrycja ze stoickim spokojem pokonuje kolejne łuki z sypkim piachem sięgającym kolan. Kurz unosi się niemal wszędzie. Nie ma trudności z przedostaniem się do kabiny, bowiem w takich warunkach zamiast bocznych szyb mamy siatkę. Niektórzy też demontują przednią szybę. Preferencje są różne. My pędzimy w tumanach żółtego pyłu zdobywając kolejne metry. Głębokie koleiny, wystające korzenie, kamienie i wykopy, przez które strach byłoby przejechać rowerem. Dla tego pojazdu nie ma rzeczy niemożliwych. Przelatujemy nad kolejnymi przeszkodami z prędkością sięgającą nawet 120 km/h, a zawieszenie bez zająknięcia ugina się i prostuje. Tak bez końca. Każde z kół żyje własnym, niezależnym życiem, zapewniając świetną trakcję. Jedziemy między drzewami z szybkością maksymalną, a droga w oczach się zwęża. Dla Patrycji to bułka z masłem. Widać, że stanowi jedność z SSV zza oceanu, choć wolałaby na fotelu pilota Karolinę, doświadczonego pilota pustynnego, karpackiego i doświadczonego w przeprawach przez rzeki. W Zachodniopomorskiem jest sucho, ale tylko pierwszego dnia. Drugiego już woda obficie będzie się przelewać przez pokład Mavericka. Istna przygoda marynistyczna, pełnomorska. Niczym wyjęta wprost z opowieści dziewiętnastowiecznych, irlandzkich wielorybników.

Po 10 minutach dojeżdżamy do mety. Trening udany, amerykański sprzęt gotowy do startu w rywalizacji na czas. Mamy trochę czasu na podsumowanie i ostudzenie rozgrzanych do czerwoności emocji. Warto wiedzieć, że sama skorupa rajdówki pochodzi z Kanady, wiele części z Portugalii, ale finalny obraz zawdzięcza mechanikom z drużyny Overlimit.

Doświadczenie i profesjonalizm

Mimo, że Maverick wydaje się być łatwym do okiełznania pojazdem, wymaga setek godzin treningów. Świetnie sprawdza się na nieutwardzonych szlakach z uwagi na dopracowaną konstrukcję. Napędza go silnik o pojemności 900 ccm. Trzycylindrowy z doładowaniem, choć można odnieść wrażenie, że litraż jest znacznie większy. Rozwija niespełna 200 KM, co przy masie własnej na poziomie 945 kg, czyni zeń jednostkę niemal niezwyciężoną. O kontakt z podłożem dba zawieszenie uznanej w środowisku firmy Reiger. Zestaw uzupełniają opony z kostkowym bieżnikiem i felgami z technologią beadlock, co uniemożliwia ześlizgnięcie się z gumy podczas jazdy na granicy praw fizyki. Z tym jednak Patrycja i Karolina nie mają problemu. Nieustannie rozwijają swoje umiejętności, by nie tylko z prędkością światła wymienić uszkodzoną oponę, lecz również zainstalować nowy pasek napędowy. Tak w razie W, nawet na środku pustyni saharyjskiej w 50-stopniowym upale. Każdy rajd przynosi nowe doświadczenia i poszerza zakres umiejętności.

Polki Rally by OverlimitPolki Rally by Overlimit fot. Piotr Mokwiński

Opowieści zawodniczek spod parasola Overlimit utwierdziły mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z profesjonalistkami wysokiej próby. Razem jeżdżą od dwóch lat, a pierwsze, wspólne szlify zbierały podczas kilkudniowego rajdu w Tunezji. Piasek, fatamorgana, wielbłądy i Beduini. Do tego różnice temperatur między dniem i nocą sięgające kilkudziesięciu stopni Celsjusza. Regeneracja w takich warunkach jest ekstremalnie trudna, a jechać trzeba. Istotne, że między dziewczynami ikrzy. Chemia widoczna jest z Annapurny, co dobrze wróży tej załodze. Znają się od czasów studenckich i mają do siebie pełne zaufanie, nie tylko w kategorii zawodowej. Zaliczyły wespół sześć maratonów rajdowych. Między innymi w Północnej Afryce, rumuńskich Karpatach i na polskich poligonach. Rozumieją się bez słów, co też korzystnie wpływa na resztę ekipy. Nie możemy zapominać, że w poznańskich barwach występują też Grzegorz Komar i Krzysztof Wicentowicz (kierowca zastępczy, a na co dzień koordynator zespołu). Wspierają się, jednoczą w trudnych chwilach i pomagają w terenie.

To dobry prognostyk przed Dakarem 2025, w którym weźmie udział pierwsza w historii drużyna żeńska reprezentująca polskie barwy w klasie T4 w randzie mistrzostw świata. Wcześniej, bo już w styczniu przyszłego roku, na pustynnych rubieżach Arabii Saudyjskiej (Dakar 2024), szlaki przetrze dwóch Grzegorzów – Brochocki za kierownicą i Komar w roli nawigatora. Trzymamy kciuki i życzymy nie tylko sobie, by takie składy częściej robiły zamieszanie w środowisku zdominowanym przez facetów.

Polki Rally by OverlimitPolki Rally by Overlimit fot. Piotr Mokwiński

Polki Rally by OverlimitPolki Rally by Overlimit fot. Piotr Mokwiński

Polki Rally by OverlimitPolki Rally by Overlimit fot. Piotr Mokwiński

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.