Trzaskowski tłumaczy się z wąskiego chodnika pod moim domem. "PiS zabrał nam 9 mld"

Mieszkam na feralnym odcinku Puławskiej. Nie dość, że mam do dyspozycji najwęższy chodnik w Warszawie i brakuje drogi dla rowerów, to przez rok musiałem cierpieć z powodu remontu torów. Z utęsknieniem czekałem na jego efekty. Niestety jestem rozczarowany.

Od lat razem z sąsiadami narzekam na wąski chodnik na tym fragmencie jednej z najdłuższych ulic stolicy. Na krótkim odcinku od ul. Willowej do ul. Olszewskiej w stronę centrum chodnik balansuje na granicy legalności, która została określona na dwa metry. Na węższe przejście przepisy pozwalają wyłącznie czasowo, w sytuacji pojawienia się jakiejś przeszkody albo remontu.

Zobacz wideo

Więcej o życiu stolicy piszemy na stronie głównej Gazeta.pl

Tymczasem w miejscach, w których są niektóre cokoły bramowe starych kamienic, szerokość dostępnego dla pieszych chodnika nie przekracza 1,6 m. Wiem, bo osobiście ją mierzyłem i pisałem o tym jakiś czas temu. Wszystko przez to, że piesi muszą dzielić przestrzeń z autami, które mają tam wyznaczone miejsca parkingowe warszawskiej tzw. SPPN, czyli Strefy Płatnego Parkowania Niestrzeżonego. Kawałek dalej już nie ma miejsc parkingowych na drodze dla pieszych i problem wąskiego chodnika na Puławskiej magicznym sposobem znika.

Od 4 września tramwaje i samochody jeżdżą pełną szerokością ul. PuławskiejOd 4 września tramwaje i samochody jeżdżą pełną szerokością ul. Puławskiej fot. ŁK

Tramwaje i samochody ruszyły pełną szerokością Puławskiej. Piesi się tłoczą na wąskim chodniku

Miasto wielokrotnie obiecywało rozwiązanie tej niedogodności, a dodatkowo wyznaczenie drogi dla rowerów, która znika na Puławskiej już za skrzyżowaniem za ul. Dolną i brakuje jej aż do ul. Goworka. Na tym odcinku rowerzyści nie mają się gdzie podziać, co stwarza zagrożenie bezpieczeństwa. Albo ich własnego, gdy dzielą ul. Puławską z jadącymi samochodami i autobusami albo pieszych, gdy pędzą po chodniku. Od rozpoczęcia remontu prawy skrajny pas ulicy jest tzw. buspasem, co oznacza, że rowerzyści już nie mogą z niego korzystać.

W rezultacie cykliści są wciśnięci w "kanapkę" z samochodów osobowych i dużych miejskich autobusów. Mało kto przestrzega ograniczenia do 50 km/h dlatego wielu rowerzystów z obawy o własne życie decyduje się na jazdę chodnikiem, a wtedy zagrażają pieszym, zwłaszcza na jego najwęższym odcinku. Tak naprawdę sytuacja rowerzystów jest jeszcze gorsza niż przed remontem. Trwa pat, który od dawna mają rozwiązać władze Warszawy, ale tego nie zrobiły, nawet gdy taką okazję stworzył remont ulicy Puławskiej, związany z budową torów tramwajowych do Wilanowa.

Po jednej stronie nie ma problemu wąskiego chodnika. Tak samo można go rozwiązać po drugiej

Z utęsknieniem czekałem na jego efekty. Serce mi rosło, kiedy zobaczyłem zielone obsadzone rozchodnikiem tory (wyglądają pięknie i pełnią ważną funkcję) oraz eleganckie płyty chodnikowe, zamiast dotychczas niepodzielnie panującej w stolicy okropnej kostki bauma. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy wkrótce później na drogę dla pieszych wróciły białe linie wyznaczające parking. Ulica Puławska została na tym odcinku poszerzona, ale chodniki zostały takie jak dawniej. To dobitny sygnał, że piesi i rowerzyści są dla władz stolicy, albo przynajmniej Mokotowa, uczestnikami ruchu drugiej kategorii.

Po przeciwnej stronie ulicy ten problem udało się rozwiązać wiele lat temu "słupkując" krawędź chodnika. To mało estetyczne, ale bardzo skuteczne rozwiązanie. Co ciekawe, ostatnio przy wjeździe w ul. Rejtana (formalnie jest jednokierunkowa, ale i tak wszyscy nią jeżdżą pod prąd) pojawił się po tej stronie fragment pomalowanego na czerwono kontrapasa dla rowerzystów. Nie wiadomo skąd, ani dokąd ma prowadzić. Natomiast wiadomo, że jest nieskuteczny, bo natychmiast zajęły go samochody, ponieważ jednocześnie nie zlikwidowano miejsc parkingowych. To dla niektórych może być szokujące spostrzeżenie, ale przesunięcie znaku drogowego, który je wyznacza, nie zadziałało. Skoro fizycznie miejsca dalej są, to kierowcy na nich parkują, zajmując pas dla rowerzystów. Władze warszawskiej dzielnicy Mokotów nie odpowiedziały na moje zapytanie, dotyczące tego rozwiązania.

Miasto nie chce wyjaśnić celu tajemniczego kontrapasa na ul. Rejtana, który jest permanentnie zajęty przez samochodyMiasto nie chce wyjaśnić celu tajemniczego kontrapasa na ul. Rejtana, który jest permanentnie zajęty przez samochody fot. ŁK

Prezydent Warszawy tłumaczy: PiS zabrał pieniądze i remonty ulic trzeba "etapować"

Zgodnie z obietnicą odcinek ul. Puławskiej od ul. Willowej do Goworka dla tramwajów oraz samochodów i dalej ul. Waryńskiego do ul. Boya-Żeleńskiego (tylko dla samochodów, bo tramwaje jadą prosto w ul. Marszałkowską) został otwarty z początkiem roku szkolnego, czyli 4 września. Ku uciesze jednych i rozczarowaniu innych. Rewitalizacja tego fragmentu Puławskiej przeprowadzona na marginesie budowy "Tramwaju do Wilanowa" wywołała tak wiele kontrowersji, że zaczął się z niej tłumaczyć sam prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Pisze o tym "Stołeczna".

Dziennikarz zapytał, dlaczego piesi i rowerzyści zostali potraktowani na Puławskiej po macoszemu. Prezydent odpowiedział, że to wina... PiS-u, który zabrał z budżetu remontowego Warszawy aż 9 mld zł. Dlatego remonty ulic są przeprowadzane etapami. Rozszerzenie zakresu prac na Puławskiej oznaczałoby ich przedłużenie oraz znacznie wyższe koszty, związane m.in. z przesunięciem krawężnika, studzienek kanalizacyjnych, przeniesieniu miejsc parkingowych z chodnika na prawy pas jezdni oraz latarni na środek ulicy wzdłuż torów tramwajowych. Dyrektor ZDM Łukasz Puchalski ocenia koszt takich prac na 10-20 mln zł. Z wypowiedzi można zrozumieć, że takie są dalekosiężne plany władz miast, natomiast nie wiadomo, kiedy zostaną zrealizowane. Myślę, że w imieniu większości mieszkańców nieszczęsnego fragmentu ulicy Puławskiej mogę napisać: czekamy!

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.