Kierowca uratował kotka na S5. "Prawie mnie zahaczył, ale było warto" [WIDEO]

Kierowca samochodu osobowego uratował kota, którego zobaczył na środku jezdni drogi ekspresowej S5. Niektórzy twierdzą, że ryzykował życie i stworzył zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym. On uważa, że warto było to zrobić.

To sytuacja, która z pewnością podzieli widzów na dwa obozy. Kanał YouTube STOP CHAM opublikował film inny, niż zwykle. Zamiast agresywnych i bezmyślnych kierowców jest na nim osoba, która uratowała życie zwierzęciu, być może ryzykując przy tym własne. Czy kierowca postąpił słusznie? Miłośnicy zwierząt nie mają wątpliwości.

Więcej wiadomości na temat polskich dróg znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Kierowca samochodu: "spojrzał na mnie i musiałem interweniować"

Jak opisuje autor filmu, jechał 1 lipca trasą S5 od strony Poznania w kierunku Wrocławia. Za zjazdem na Kryniczno zobaczył kota leżącego na prawym pasie drogi. W pierwszej chwili myślał, że zwierzę jest martwe, ale kiedy je mijał, podniosło głowę. Kierowca podjął szybką decyzję: zahamował na pasie awaryjnym i zaczął powoli cofać.

Kiedy był na wysokości kota, zatrzymał pojazd, wysiadł z niego i wyszedł na drogę. Kolejne samochody omijały biedne zwierzę, ale mimo to postanowił je podnieść z drogi. W tym momencie prawym pasem nadjechała ciężarówka — ciągnik siodłowy z naczepą — która przejechała niebezpiecznie blisko człowieka i zwierzęcia.

Mimo zagrożenia wszystko skończyło się szczęśliwie. Kierowca uratował kota, który jest cały i zdrowy. Niestety nie wiadomo, jakie będą jego dalsze losy. Może zostanie w nowej rodzinie? Autor filmu okazał serce i udowodnił, że na świecie wciąż są ludzie pełni empatii. Jednocześnie złamał kilka przepisów ruchu drogowego i stworzył zagrożenie w ruchu drogowym. Gdyby interwencja skończyła się wypadkiem, komentarze byłyby zupełnie inne.

 

Interwencja na S5 podzieliła komentujących. Jedni chwalą, inni łapią się za głowy

Na szczęście akcja ratunkowa zakończyła się sukcesem. Większość komentujących chwali kierowcę za spontaniczne zachowanie i bije mu w internecie symboliczne brawa. Są też bardziej wyważone komentarze, których autorzy rozumieją wzruszające zachowanie kierowcy na S5, ale też podkreślają, że było ryzykowne i niebezpieczne.

Inni nie gryzą się w język i bezpośrednio oskarżają kierowcę o lekkomyślność. Piszą, że to szczyt głupoty, a autor filmu powinien mieć dożywotnio odebrane prawo jazdy za to, co zrobił na trasie S5. Ktoś przypomina, że podobne zachowanie kobiety w Montrealu skutkowało wypadkiem, w którym zginęły dwie osoby. Za próbę ratowania kaczek została skazana na dwa lata pozbawienia wolności. A co wy sądzicie o jego zachowaniu? Co byście zrobili w identycznej sytuacji?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.