Kradli na tablice rejestracyjne, ale nie tak jak myślisz. Przywłaszczyli aż 750 tys. zł

Nieuczciwi urzędnicy wyspecjalizowali się w przywłaszczaniu sobie pieniędzy za opłaty rejestracyjne i recyklingowe. Policja mówi o 1600 przypadkach złamania prawa i 750 000 złotych.

Ostatnio sporo kryminalnych wiadomości na Moto.pl. Dosłownie przed chwilą informowaliśmy o sukcesie grupy "Orzeł", która zatrzymała słynnych złodziei samochodów z Wołomina. "Lala" i "Góral" kradli nawet 10 samochodów tygodniowo, a na celowniku mieli głównie auta japońskie i koreańskie. Ich historię ze szczęśliwym zakończeniem (dla kierowców, nie złodziei) opisujemy poniżej. Policja pochwaliła się kolejnym dużym sukcesem. Tutaj kierowcy padali ofiarą pośrednio. Lubisz kryminalne historie? Znajdziesz ich więcej na stronie głównej gazeta.pl.

Tablice rejestracyjne. Opłaty do kieszeni urzędników, a nie kasy urzędu

Modus operandi nieuczciwych urzędników z wydziału komunikacji Starostwa Powiatowego w Strzelcach Krajeńskich nie był skomplikowany. Policja z Gorzowa Wielkopolskiego podaje, że 45-letni oraz 43-letni urzędnicy mieli przyjmować od właścicieli pojazdów opłaty rejestracyjne i recyklingowe, a następnie wydawać fałszywe potwierdzenia zapłaty. Pieniądze zamiast pozostać w urzędzie trafiały do kieszeni nieuczciwych urzędników. Podobno jednorazowo potrafili wyciągnąć nawet kilkaset złotych.

Panowie urzędnicy nie działali wcale sami. W oficjalnym komunikacie policji czytamy, że z tą sprawą związane są jednak jeszcze dwie osoby. To kobiety (43 i 44 lata) zajmujące się prywatnie pośredniczeniem w rejestracji pojazdów. Ich rola polegała głównie na podrabianiu podpisów właścicieli pojazdów. Wydział do Walki z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim razem z prokuraturą pracowali nad tą sprawą od 2019 r. Musieli przesłuchać aż 500 osób i zebrać całe mnóstwo dokumentów.

Zobacz wideo Policjanci z CBŚP ujawniają metody oszustów

Mówimy o poważnych liczbach. 1600 razy złamano prawo, przywłaszczono prawie 750 000 złotych

Przez osiem lat „działalności" tych osób, doszło do prawie 1600 przypadków złamania prawa. Za ponad połowę z nich sam odpowiedzialny jest 45-letni urzędnik. Straty jakie w tym czasie zostały spowodowane to prawie 750 tysięcy złotych

- komentuje policja. Całej czteroosobowej szajce postawiono już zarzuty, a do części się przyznali. Muszą liczyć się z poważnymi konsekwencjami. Podejrzani mężczyźni odpowiedzą głównie za przekroczenie uprawnień i fałszowanie dokumentacji, za co grozi im nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Dwie kobiety odpowiedzą przede wszystkim za podrabianie podpisów, co zagrożone jest karą do pięciu lat więzienia.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.