Wypadek w Krzeczynie Wielkim. Zamiast na wakacje, pojechali do szpitala. Co zrobili źle? Wszystko

Po wypadku samochodu w Krzeczynie Wielkim dwie pasażerki trafiły do szpitala. Jedna ma zmiażdżoną twarz, druga udo. To koszmarny początek wakacji, ale czytając opis okoliczności wypadku, trudno się dziwić, że do niego doszło.

Większość osób czytających opis wypadku, do którego doszło koło Lubina w woj. dolnośląskim, pokiwa głowami i stwierdzi, że to musiało się tak skończyć. Będą mieli racje, bo trudno uwierzyć, że trzy dorosłe osoby podjęły tak wiele złych decyzji. To smutne, że nie myślimy o konsekwencjach własnych wyborów.

Zobacz wideo Sezon na zdjęcia aut w rzepaku otwarty, ale właściciel BMW raczej nie o takich fotkach marzył

Więcej informacji o sytuacji na polskich drogach przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Wypadek w Krzeczynie Wielkim. Kierowca sam do niego doprowadził

Dwie młode kobiety z Lubina wsiadły do auta z 20-latkiem z Polkowic, który nie ma uprawnień do prowadzenia pojazdów. Wspólnie wybierali się na wakacje, ale nie ujechali daleko. Brak prawa jazdy i wprawy nie przeszkadzał kierowcy jechać zbyt szybko i niebezpiecznie, co skończyło się groźnym wypadkiem, w którym nie wzięli udziału inni uczestnicy ruchu. Na szczęście kierowca był trzeźwy, ale mimo to citroen c2 uderzył w mur posesji znajdujący się koło drogi. Efekt był gorszy, niż można przypuszczać: obie kobiety trafiły do szpitala. Jedna ma zmiażdżone udo, druga twarz. Dla obu to może być koniec normalnego życia.

Podsumujmy: młody kierowca bez doświadczenia i uprawnień wsiada z kierownicę niedużego i niemłodego już auta. Produkcja tego modelu zakończyła się w 2009 roku. Najpewniej nie miało wielu systemów bezpieczeństwa wspomagających kierowcę i chroniące pasażerów. Wyjątkiem może być ABS (obowiązkowy w Europie od 2004 r.) i poduszki powietrzne (obowiązkowe od 2009 r.). Mimo to, zamiast prowadzić ostrożnie, jedzie brawurowo i doprowadza do groźnego wypadku. W dodatku obrażenia kobiet (wieloodłamowe złamanie kości uda z przemieszczeniem oraz wieloodłamowe złamanie kości twarzoczaszki) sugerują, że nie miały zapiętych pasów. Co mogło pójść nie tak?

Bezpieczeństwo w czasie jazdy zależy przede wszystkim od nas. Dbajmy o nie

Jest mi bardzo przykro, że uczestnicy wypadku teraz cierpią, ale to nieodpowiedzialne decyzje trójki uczestników (przede wszystkim kierowcy) do niego doprowadziły. Nie zawiniła zewnętrzna siła, najprawdopodobniej też nie przyczyniło się do niego żadne losowe zdarzenie. Ludzie sami zgotowali sobie taki los.

Lubię zaglądać do aut innych uczestników ruchu i bardzo często widzę, że kierowcy patrzą w czasie jazdy w telefony i nie zapinają pasów. Widocznie uważają, że to zbytek bezpieczeństwa albo słyszeli, że ktoś uratował się, dlatego, że ich nie zapiął. Być może, ale na każdą taką osobę przypadają setki, jeśli nie tysiące rannych i zabitych, dlatego że tego nie zrobiły.

Jazda bez pasów bezpieczeństwa jest jeszcze bardziej niebezpieczna, kiedy w aucie są poduszki powietrzne. Mimo to wielu polskich kierowców i pasażerów się tym nie przejmuje i gardzi zasadami bezpieczeństwa. Widocznie sądzą, że wypadki przydarzają się innym. Między innymi z powodu niskiego poziomu wiedzy i niewielkich umiejętności polskie drogi wciąż są jednymi z najbardziej niebezpiecznych w Europie.

Policjanci z Lubina, którzy przyjechali na miejsce wypadku na motocyklach, nie mieli żadnych wątpliwości, że wydarzył się z powodu zbyt wysokiej prędkości i niedostatecznych umiejętności kierowcy. Kiedy miał je nabyć, skoro nigdy nie podjął wysiłku w celu zdobycia uprawnień? Teraz za spowodowanie wypadku polkowiczaninowi grozi do trzech lat pozbawienia wolności. Odpowie za spowodowanie wypadku drogowego, co jest przestępstwem, a to może być dopiero początek jego kłopotów.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.