Obwodnica za 7,5 mln rozpadła się pod dwóch miesiącach. Teraz nie ma winnych

W Bolesławiu w województwie małopolskim wybuchł skandal. Dwukilometrowa obwodnica miasta została zamknięta zaledwie dwa miesiące po uroczystym otwarciu. Najpierw pojawiło się 5-metrowe zapadlisko, a teraz 2,5-metrowa wyrwa w asfalcie - informuje "Dziennik Gazeta Prawna".

Tereny Bolesławia to niełatwy geologicznie obszar, na którym przez lata działała kopalnia cynku i ołowiu. I właśnie działalność kopalni była powodem powstania gigantycznego zapadliska w nowo wybudowanej drodze. Już miesiąc po budowie pojawiła się ogromna dziura przy nasypie obwodnicy, wtedy drogę czasowo zamknięto. Po kolejnym miesiącu, kiedy pojawiły się już uszkodzenia na samej drodze, całkowicie wyłączono ją z ruchu. 

Geolodzy twierdzą, że sytuacja może się tylko pogarszać, bo szyby kopalni dość szybko wypełnia woda, która podmywa grunt. To może oznaczać, że nowa droga nie będzie nadawała się do użytku. Problem w tym, że nikt teraz nie poczuwa się do winy i straty 7,5 mln złotych na budowę drogi nienadającej się do użytku. Jak pisze "DGP" powiat olkuski liczył, że szkodę naprawią Zakłady Górniczo-Hutnicze "Bolesław". Przedsiębiorstwo jednak zbywa władze samorządowe, twierdząc, że "obwodnica została zaprojektowana i wybudowana z oczywistym zlekceważeniem uwarunkowań terenowych". Zakłady twierdzą też, że dokumentacja dla obwodnicy Bolesławia wykonano nieprawidłowo z "oczywistym" naruszeniem prawa.

Przedstawiciele zakładów "Bolesław" twierdzą, że obszar, przez który poprowadzono obwodnicę, już wcześniej miał nadaną kategorię, z której wynikało, że można było go zabudować tylko i wyłącznie po wcześniejszym umocnieniu gruntu, czego w tym przypadku podobno nie zrobiono. Rzecznik ZGH dodał też, że poza tym teren pod drogę to obszar przyszłego zalewu wodnego, który powstanie w wyniku "odtworzenia się naturalnych stosunków wodnych" o czym wiadomo było już od 2011 roku – czytamy w gazecie. Wszystko zatem wskazuje, że inwestor wiedział o problemach, a mimo tego wykonał drogę, dlatego też zakłady "Bolesław" nie poczuwają się do winy.

Zobacz wideo

Samorządowcy mają swoją teorię

Druga strona, czyli Starostwo w Olkuszu przedstawia nieco inną wersję. Władze powiatu twierdzą, że Zakłady Górniczo-Hutnicze "Bolesław" były zaangażowane w proces planowania drogi. Jak twierdzą urzędnicy, przedsiębiorstwo także samo dofinansowało budowę drogi, dając 59 tys. zł na projekt i przekazując część gruntu pod inwestycję. Według władz samorządowych zakłady "Bolesławiec" nie tylko wiedziały o planach przebiegu drogi od początku, ale były stroną przy tej inwestycji. Mimo tego nie wniosły żadnych uwag do projektu.

Jeśli starostwo nie dogada się z Zakładami Górniczo-Hutniczymi sprawa prawdopodobnie trafi do sądu, a to oznacza, że największymi poszkodowanymi będą mieszkańcy Bolesławia i kierowcy – pisze "DGP".

Więcej o:
Copyright © Agora SA