Kierowca z Olsztyna sam zdjął blokadę z koła. Osiem lat więzienia może mu grozić za coś zupełnie innego

Na TikToku robi furorę film, na którym mieszkaniec Olsztyna zdejmuje blokadę założoną na koło jego bmw w kilka sekund. Teraz cały internet zastanawia się, czy to nie fejk. Moją uwagę zwróciło to, co wozi w aucie.

Użytkownik TikToka o ksywce michalborejszo94 (MamCieNaOku94) właśnie rozbił bank. Jego krótkie wideo obejrzało już 3,4 miliona osób. Dlaczego? Robi na nim coś kontrowersyjnego. Nie chodzi tylko o wulgarny język, o czym lojalnie ostrzegam. Właściciel BMW serii 5 model E60 podchodzi do swojego auta i widzi na przednim kole założoną blokadę. Za wycieraczką dodatkowo jest kartka informująca o jej założeniu.

Więcej wiadomości dla kierowców znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Jak kierowca BMW zdjął blokadę z koła? Nie była poprawnie zapięta

Co robi kierowca z Olsztyna? Klnie w żywy kamień i zdejmuje blokadę z koła w ciągu kilku sekund, po czym odkłada ją na bok. Robi to z taką łatwością, że większość widzów zastanawia się, czy to nie ustawka. Portal Olsztyn.com.pl postanowił to sprawdzić u źródła i spytał Straż Miejską w Olsztynie.

Dziennikarz otrzymał odpowiedź, że faktycznie osoba z filmu samowolnie zdjęła blokadę z koła swojego auta, a straż miejska prowadzi czynności wyjaśniające. Strażnicy twierdzą, że blokadę można zdjąć samodzielnie, bo jej celem nie jest trwałe unieruchomienie pojazdy. W takim razie, po co w ogóle ją zakładać?

Blokada założona na koło czarnego niemieckiego kombi to akcesorium nowego typu. Straż miejska używa ich od około czterech lat. Nazywa się je szczypcami albo klipsami i w porównaniu z blokadami starego typu mają wiele zalet. Przede wszystkim są lekkie i tanie (koszt jednej to około 200 zł), dzięki czemu za taką samą kwotę straż miejska może ich kupić więcej. Większa liczba "szczypiec" zmieści się też w jednym samochodzie.

Problem w tym, że "klips" z tiktokowego wideo nie jest kompletny. Jeśli rzeczywiście założyli go strażnicy miejscy, to nie zapięli dodatkowego elementu, który uniemożliwia jej zdjęcie. Komentujący twierdzą, że funkcjonariusze przestali to robić, bo w trakcie tej czynności łatwo uszkodzić felgę samochodu i narazić się na problemy. Tylko że wtedy blokada przestaje pełnić swoją funkcję, co zademonstrował użytkownik TikToka.

W przypadku przywłaszczenia albo zniszczenia blokady sprawcy takiego przestępstwa grozi nie tylko grzywna w wysokości do 30 tys. zł, ale nawet do pięciu lat pozbawienia wolności. W sytuacji uwiecznionej na wideo nie może być o tym mowy, bo autor filmu ani nie zniszczył, ani nie zabrał ze sobą blokady. Dlatego po zidentyfikowaniu odnalezieniu (to nie powinno być trudne) może być ukarany tylko za nieprawidłowe parkowanie.

Replika pałki do bejsbola jest uznawana za broń białą. Można iść za to do więzienia

Uważni widzowie filmu zobaczą coś jeszcze. Zapobiegliwy kierowca BMW trzyma koło swojego fotela przedmiot o kształcie pałki do bejsbola. Nie wiem, czy o tym wie, ale repliki pałek bejsbolowych przez ustawę o broni i amunicji są kwalifikowane jak broń (Art. 4 pkt 1) i z tego powodu ich posiadanie jest zabronione. Można za to trafić do więzienia aż na osiem lat. Dlaczego repliki? To jeden z wielu dziwnych zapisów tej ustawy.

Autorzy dość niezgrabnie próbowali odróżnić prawdziwe pałki do bejsbola od znacznie tańszych i bardziej prymitywnych przedmiotów, które zapobiegliwi Polacy uwielbiali mieć pod ręką "na zapas" na przełomie wieków. Prawdziwa pałka do bejsbola musi mieć odpowiedni kształt, wyważenie i wytrzymałość, przez co jest wielokrotnie droższa.

Oczywiście właściciel takiego przedmiotu, który wozi go w aucie, może polemizować z sądem na temat jego faktycznego przeznaczenia, bo definicja repliki nie została uwzględniona w ustawie. W przypadku bohatera filmu z TikToka w grę wchodzi jeszcze inne wyjaśnienie. Funkcja kija przypominającego pałkę do bejsbola jest zaprezentowana na innym filmie. Służy do zastępowania pałąka podtrzymującego pokrywę silnika groźnie wyglądającego czarnego BMW. Ciekawe, czy jakiś sędzia w to uwierzy?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.