Mandat za telefon w samochodzie. Czemu tak przeraża kierowców? Sześć liter

"Punkty". To odpowiedź na pytanie. Polscy kierowcy za używanie telefonu podczas jazdy mogą dostać aż 12 punktów karnych. To dużo.

To aż 12 punktów karnych. To aż 12 punktów karnych. Politycy przed wyborami uwielbiają podnosić temat punktów karnych i składać obietnice, ale rzeczywistość jest nieubłagana dla kierowców łamiących prawo. Limit punktów karnych wynosi wciąż 24 punkty karne, a punkty zerują się dopiero po dwóch latach. Przy nowym taryfikatorze, w którym sporo jest wykroczeń po 15,13 i 12 pkt. oznacza, że bardzo łatwo pożegnać się z prawem jazdy. Czy to źle? Naszym zdaniem - nie. Aktualny taryfikator to skuteczny bat na piratów drogowych. Nawet jeśli na kimś nie robią nowe stawki w złotówkach, to w punktach już muszą.

Zobacz wideo

Utrata prawa jazdy za punkty karne 2023 r.

Mandat za używanie telefonu podczas jazdy to jeden z tych najbardziej kontrowersyjnych. Mandat może nie przeraża, bo wynosi "tylko" 500 złotych, ale punkty karne przerażają. To aż 12 punktów karnych. Biorąc pod uwagę, że limit się nie zmienił, to rzeczywiście możliwe jest, że za rozmowę przez telefon kierowca straci prawo jazdy. I nie musi być drogowym recydywistą. Teoretycznie może to być jego drugi mandat w karierze. Choć wcześniejsze wykroczenie musi należeć do tych najbardziej karanych, trudno więc mu chyba współczuć... 15 i 13 punktów karnych przewidziano za naprawdę najbardziej nieodpowiedzialne zachowania na drodze.

Rozumiemy narzekania kierowców, ale trzeba pamiętać, że te najwyższe kary zarezerwowane są dla piratów drogowych. Nie ma mowy, by ktoś dostał 15 punktów przez przypadek. Aż taka kara zarezerwowana jest dla najpoważniejszych przewinień na drodze. Dlatego przestrzegamy przed narzekaniem, że za telefon w ręku można stracić prawo jazdy. Można, ale trzeba wcześniej sporo nabroić.

Mandat za telefon w samochodzie 2023 r.

500 złotych i 12 punktów karnych - tyle kosztuję kierowcę złapanie za telefon podczas jazdy. Ostatnio głośno jest o polowaniach, jakie policja urządza na kierowców przy użyciu dronów. Mandaty za telefon w ręku sypią się jak z rękawa. Dosłownie. Tylko czy można na to narzekać? Odczytywanie wiadomości albo oglądanie zdjęć w aplikacjach w korku może się wydawać błahą sprawą, ale to jeden z najgorszych nawyków kierowców.

Nawet odczytanie powiadomienia może zakończyć się tragedią. Z badań Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego wynika, że używanie telefonu komórkowego może zwiększyć prawdopodobieństwo pojawienia się niebezpiecznej sytuacji na drodze aż 2,7 raza. Z kolei Instytut Transportu Samochodowego zwraca uwagę, że w Polsce co kwadrans dochodzi do wypadku na drodze, a co czwarty spowodowany jest korzystaniem podczas jazdy z telefonu.

Najniebezpieczniejsze jest odczytywanie i pisanie SMS-ów, maili i wiadomości na komunikatorach. Tylko żeby odczytać wiadomość, kierowca odrywa wzrok od drogi na minimum 5 sekund, co oznacza, że przy prędkości 70 km na godz. przejeżdża z zamkniętymi oczami długość całego boiska piłkarskiego. To obrazowe porównanie. Jeżeli wolicie twarde liczby, to we wspomnianym raporcie Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego wykazano, że pisanie i odczytywanie SMS-ów zwiększa dziesięciokrotnie szansę zdarzenia "sytuacji krytycznie niebezpiecznej".

Dlatego nie można narzekać na bardzo wysoką karę za używanie telefonu. Kierowcy tylko się wydaje, że to nic takiego. Patrząc w ekran, nie jesteśmy w stanie zareagować na niebezpieczną sytuację na drodze. Nawet w głupim korku może to doprowadzić do bardzo poważnej sytuacji. Wy patrzycie w telefon, ktoś mocniej zahamuje i... stłuczka gotowa.