"Przecież zaraz tu pana zlinczują". Wideo samochodozy cieszy i złości

Gdyby ktoś przyznawał nagrody za filmy na YouTube budzące najwięcej emocji, autor kanału samochodoza niechybnie otrzymałby internetowego Oskara. Podziw dla niego miesza się z irytacją, nie tylko na widok bezmyślnych kierowców. Wideo Wojciecha Galeńskiego wywołuje mieszane uczucia.

Samochodoza to popularny kanał na YouTube, który piętnuje patologiczne zachowania kierowców samochodów w stolicy, bo akurat tu mieszka autor filmów. Wojciech Galeński nie ukrywa swojej tożsamości. Służbowo jest kierowcą autobusu MZA, prywatnie rowerzystą i społecznikiem. Twierdzi, że nagrywanie filmów na YouTube to dla niego zabawa, ale ja myślę, że zdecydowanie coś więcej. Sam autor w rozmowie z twórcą portalu brd24.pl przyznał, że z tego powodu już miał złamaną rękę oraz nos.

Więcej tekstów na temat polskich dróg przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Podziwiam Wojciecha Galeńskiego, bo pomimo ton nienawiści, które się wylewają z ust mimowolnych bohaterów jego filmów,  on nie przestaje pełnić swojej misji. Szczerze szanuję ten idealizm i upór, chociaż obawiam się, że to próżny trud. Nie bez przyczyny mówi się, że "kijem Wisły nie zawrócisz". Obawiam się, że to może być prawda, ale nie tylko skuteczność działań samochodozy budzi wątpliwości.

W najnowszym filmie autor filmów wziął pod lupę, jak sam twierdzi, jedną ze swoich "ulubionych" ulic. Chodzi o krótką śródmiejską ulicę Noakowskiego, prowadzącą wzdłuż muru kampusu Politechniki Warszawskiej oraz ciągu przepięknych kamienic z drugiej strony. Część z nich, co jest rzadkością w stolicy, przetrwała bez szwanku nawet wojnę. Inne zostały odbudowane. Kiedyś Noakowskiego była dwukierunkowa, co doskonale widać na archiwalnych zdjęciach. Od pewnego czasu na całej długości jest jednokierunkowa, chociaż dam głowę, że jeszcze w 1996 roku, kiedy byłem studentem politechniki, jej częścią dało się jeździć w obu kierunkach.

W 2012 roku na ulicy Noakowskiego został przeprowadzony spory remont. Wtedy obok jezdni jednokierunkowej i chodnika pojawiła się droga dla rowerów (w skrócie: DDR). Jest wyznaczona po prawej stronie jezdni obok chodnika. Po lewej stronie znalazły się ukośne miejsca do parkowania. Niemal zawsze wszystkie są zajęte, mimo że obowiązuje tam strefa płatnego parkowania. Taki urok mieszkania w centrum stolicy. Na całej długości ulicy obowiązuje zakaz zatrzymywania się. Zmiana organizacji miała tam uporządkować ruch oraz parkowanie, ale Noakowskiego wciąż jest wdzięcznym miejscem dla łowców patologii drogowych.

 

Warszawska ulica Noakowskiego jest idealna dla łowców patologii drogowych

Galeńskiego najbardziej denerwują kierowcy samochodów, który mają za nic przepisy ruchu drogowego. Jeżdżą oraz parkują wszędzie i po wszystkim, utrudniając życie innym ludziom. Twórca samochodozy postanowił z tym walczyć i zaczął organizować tylko pozornie absurdalne happeningi. Tym razem zatrzymywał się na ul. Noakowskiego z rowerem na DDR, ale dokładnie na wysokości nielegalnie zaparkowanych aut.

Jako rowerzysta ma prawo, a wręcz obowiązek poruszać się po drodze dla rowerów, jeśli została wydzielona. Natomiast jego zachowanie bardzo utrudniło życie kierowcom, którzy próbowali objeżdżać nieprawidłowo zaparkowane auta po ścieżce rowerowej w miejscu, w którym się zatrzymał. Łatwo się domyślić, że z tego powodu powstał wielki korek i rozpętała się karczemna awantura. Jej główny bohater był nieustępliwy. W pewnym momencie doszło nie tylko do krzyków i wyzwisk, ale nawet do rękoczynów. Jednak pan Wojciech jest do nich przyzwyczajony i nie zraża się tak łatwo. Cierpliwie filmował wszystkich uczestników, więc w razie czego w sądzie będzie miał dowód.

Rozumiem, dlaczego tak robi. Nie chodzi tylko o danie nauczki kierowcom z wideo, którzy parkując w niedozwolonych miejscach myślą tylko i wyłącznie o sobie. Zasada działania samochodozy jest podobna, jak w przypadku tzw. rowerowych mas krytycznych. Celem jest nagłośnienie tego problemu i pokazanie powszechności patologicznych zachowań, na które władza przymyka oczy.

Mnie też bardzo to złości, ale dostrzegam również drugą stronę medalu. Z kilku powodów nie mogę tym razem przyklasnąć autorowi wideo tak głośno, jakbym chciał. To, co robi, jednocześnie mnie cieszy i irytuje. Cieszę się, że ktoś próbuje pokazać kierowcom, że są samolubni. Chciałbym, żeby wreszcie zaczęli myśleć o innych, zamiast wyłącznie o sobie, a przy okazji zastanowili się, czy jazda samochodem za każdym razem jest konieczna. Zwłaszcza w Warszawie mamy do dyspozycji cały wachlarz środków transportu. Warto z nich korzystać w zrównoważony sposób.

Kadr z filmu samochodoza na YouTubeKadr z filmu samochodoza na YouTube fot. samochodoza/YouTube

Nie można uczyć przestrzegania prawa, kiedy się łamie albo nagina przepisy

Wątpliwości budzą podwójne standardy, które moim zdaniem stosuje autor filmów oraz niezrozumienie pewnych zjawisk społecznych. Wydaje mi się, że twórca samochodozy wierzy w to, iż cel uświęca środki. Piętnuje niezgodne z przepisami zachowania kierowców, a jednocześnie sam traktuje prawo w elastyczny sposób. Oprócz tego tak samo jak oni mija się z prawdą, tylko że robi to w słusznym celu.

Jeśli mamy być legalistami, przede wszystkim trzeba się zgodzić, że nie wolno omijać nieprawidłowo zaparkowanych aut wjeżdżając na chodnik albo ścieżkę rowerową, nawet w przypadku kiedy robi się to ostrożnie i nie zagraża innym uczestnikom ruchu. To prawda. Powinno się stać i czekać, aż zawalidroga odjedzie, nawet jeśli potrwa do wieczora. Tylko że w rzeczywistości nikt tak nie postępuje. Jest również prawdą, że dostawcy towarów do sklepów zgodnie z przepisami nie mogą blokować ruchu. Jeśli nie mają się gdzie zatrzymać, to jest ich problem.

Z drugiej strony na drodze dla rowerów też nie powinno stawać bez powodu, bo to może powodować w utrudnieniu ruchu jednośladów, a nawet zagrożenie bezpieczeństwa innych rowerzystów. Jeśli już ktoś musi to zrobić, powinien zatrzymać się na jej samej krawędzi, zejść z roweru, przeprowadzić na chodnik i oprzeć go o płot. Na pewno nie powinien go zostawiać na drodze rowerowej pod prąd. Jeśli ktoś chce przestrzegać przepisów, to powinien robić to konsekwentnie.

Inne zachowanie, które mnie irytuje, to wybiórcza moralność. Kierowca taksówki, który zablokował drogę dla rowerów w oczekiwaniu na klientów, wyznał Galeńskiemu, że akurat zepsuł mu się samochód. Kiedy wreszcie się pojawili, okazało się, że to cyniczne, acz drobne kłamstwo. Bez najmniejszego kłopotu odjechał. W innych fragmentach filmu rowerzysta tak samo oszukiwał, że przed chwilą miał wypadek i nie może przestawić roweru, bo czeka na przyjazd radiowozu.

Po pierwsze nie wierzę w jego wytłumaczenie tak samo, jak w słowa taksówkarza, chociaż zgodzę się, że w jednym przypadku cel jest bardziej szczytny. Po drugie każdy rozsądny policjant, który przyjedzie na miejsce kolizji i zobaczy,  że jej uczestnicy blokują drogę innym pojazdom, wystawi takim kierowcom mandaty.  Myślenie, że na podstawie ustawienia aut, policja będzie domyślać się sprawcy, jest naiwne. Takie osoby tylko utrudniają ruch i łamią przepisy. Dotyczy to również rowerzystów.

Kadr z filmu samochodoza na YouTubeADAM STĘPIEŃ

Prawo jest ważne, zasady współżycia społecznego i przyzwyczajenia również. Szanujmy się

Jednak największy kłopot mam z tym, że literalne stosowanie prawa czasami prowadzi do absurdów również na drodze. Już wielokrotnie się o tym przekonałem. Jestem dziennikarzem motoryzacyjnym. Dzięki tej pracy od ponad 25 lat jeżdżę po drogach wszystkich krajów i ulicach miast całego świata. Żeby nie wywoływać zbędnych kontrowersji, ograniczę się do porównań z Europy, ale nawet to wystarczy. Są kraje, w których kierowcy przestrzegają niemal wszystkich przepisów, ale nawet w Norwegii, czy Austrii, większość jedzie autostradą minimalnie szybciej, niż nakazuje ograniczenie. Działa instynkt stadny, ale i zdrowy rozsądek mówi im, że tak minimalne przekroczenie prędkości nie jest niebezpieczne.

Inny przykład: we Francji wszyscy oprócz turystów przechodzą na czerwonym świetle. Robią to dosłownie wszędzie, a kierowcy, zamiast trąbić na nich, po prostu zwalniają i pozwalają w spokoju opuścić ulicę. Bardzo lubię ten zwyczaj, ale w Polsce próba jego wprowadzenia  skończyłaby się tragicznie. Nad Sekwaną są inne przyzwyczajenia i tolerancja dla takich zachowań. Kolejne "studium przypadku": na południu Włoch samochody parkują niemal wszędzie, zajmują każdy metr wolnego miejsca, niezależnie czy jest to wjazd do bramy, droga dla rowerów, ulica, czy chodnik. Nikt nie zwraca na to uwagi. Nie mówię, że to dobrze, ale zmiana tego zwyczaju w Palermo albo Neapolu jest po prostu niewykonalna.

Jedźmy jeszcze dalej: w hiszpańskich miastach to zupełnie normalne, że prawy pas bez przerwy jest zajęty przez ciężarówki wyładowujące towary do sklepów. Wszyscy wiedzą, że one nie mają gdzie zaparkować i nikomu to nie przeszkadza, dopóki da się je ominąć. Próbuję udowodnić, że czasami uzus jest ważniejszy od przepisu. A nawet jeśli nie, to na pewno przetrwa dłużej od niego. Właśnie dlatego najnowszy film autora samochodozy budzi we mnie mieszane uczucia. On wierzy, że kropla drąży skałę. Mnie się wydaje, że to walka z wiatrakami, a czasami dodatkowo strzelanie do wróbla z armaty. Mimo tej krytyki szczerze trzymam kciuki za pozytywne skutki działań Wojciecha Galeńskiego. Trochę się go czepiam, ale w głębi duszy podziwiam idealistów.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.