Historia o tym jak BMW wyciągało Passata z rowu, ma spektakularny finał [WIDEO]

Co zrobić po kolizji, która kończy się dachowanie w przydrożnym rowie? Większość kierowców wzywa pomoc drogową, ale ci wzięli sprawy we własne ręce. No i w końcu udało się, tylko, co dalej?

W większości przypadków uczestnicy kolizji korzystają z pomocy profesjonalnych pracowników pomocy drogowej, ale co jakiś czas zdarzają się przypadki samodzielnej ewakuacji. Zwykle jednak dotyczy samochodów, które są zdolne do jazdy, a bardzo rzadko aut po dachowaniu. Więcej zadziwiających historii motoryzacyjnych przeczytasz na stronie Gazeta.pl.

Historia uwieczniona gdzieś w Rumunii musiała zacząć się banalnie, ale rozwinęła nietypowo. Ktoś nie opanował pojazdu na drodze, skutkiem czego było lądowanie Volkswagena Passata w B6 w przydrożnym rowie.

Pech spowodował, że w czasie tego manewru przewrócił się na dach. To zniechęca większość amatorów, ale tym razem było inaczej. Prawdopodobnie ze względów ekonomicznych właściciel Passata poprosił znajomego o pomoc w potrzebie. Ten wykorzystał do niej taki samochód, jaki akurat miał.

Jest nim osobowe BMW serii 5 model E60. Organizatorzy tej nietypowej akcji opasali przewróconego Volkswagena taśmami holowniczymi, których koniec umieścili na haku BMW. Później jego kierowca zaczął... szarpać liną, tak aby Passat wylądował z powrotem na kołach.

Pierwsze próby były godne pożałowania, głównie ze względu na napęd BMW z mechanizmem różnicowym, który nie pozwalał ruszyć z dodatkowym ciężarem na śliskiej nawierzchni. Nie polecamy nikomu takich prób, ale znacznie lepiej sprawdziłby się model xDrive z napędem na obie osie albo jakiś pojazd z blokadą mechanizmów różnicowych. Nie bez przyczyny wiele holowników bazuje na autach terenowych.

Samochód wylądował z powrotem na kołach. Co teraz?

Mimo wielu wątpliwości i ku naszemu zdziwieniu ryzykowny manewr wreszcie się udał. Hak, elementy nośne oraz lina wytrzymały obciążenie. Pytanie, co dalej? Widzimy tylko dwie możliwości i obie są złe. Skoro ekipa nie wezwała pomocy drogowej do wyciągnięcia auta z rowu, na pewno nie zrobi tego w celu odwiezienia go do warsztatu.

Byłby to wyjątkowy brak konsekwencji. Dalszego rozwoju sytuacji można się tylko domyślać, ale podejrzewamy, że dzielny bawarski sedan następnie podjął próbę holowania kolegi z Saksonii do miejsca, w którym będzie można go naprawić.

Drugi, znacznie gorszy wariant oznacza próbę dalszej samodzielnej jazdy Volkswagenem Passatem. Wiemy, że to bardzo wytrzymały, wręcz legendarny model, ale nawet w jego wykonaniu brzmi przerażająco. Układ jezdny powypadkowego auta wygląda na poważnie uszkodzony. To samo trzeba powiedzieć o nadwoziu.

Jesteśmy pod wrażeniem pomysłowości rumuńskich kierowców, ale nie polecamy takiej metody transportu aut po kolizji. Jest po pierwsze nielegalna, a po drugie zagraża bezpieczeństwu uczestników oraz innych uczestników ruchu.

Najlepiej jeździć tak, żeby ograniczyć ryzyko kolizji lub wypadku. Jeśli nie uda się tego uniknąć, niestety należy ponieść odpowiedzialność, również finansową. Próby takie, jak uwieczniona na poniższym wideo na pewno są nierozsądne, a jeśli pech nie opuścił właściciela Volkswagena, mogą skończyć się tragicznie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.