Sprawdzamy, jakiego SUV-a kupimy do 200 tysięcy zł. Kwota nie jest przypadkowa

Cały świat przesiada się do crossoverów i SUV-ów. Segmenty B, C, D i E zyskują z każdym rokiem. W tych autach czujemy się bezpieczniej siedząc wyżej i widząc więcej. Poczucie komfortu wzmaga masa własna i gabaryty samochodu. Łatwiej też się do nich wsiada, a wygoda podróżowania po kiepskich nawierzchniach jest niepodważalna. W droższych pojazdach spotkamy również napęd na cztery koła. W zimowych warunkach okazuje się nieoceniony. Wobec tego, postanowiliśmy prześwietlić rynkową ofertę.

Kwotę graniczną na poziomie 200 tysięcy wybraliśmy nieprzypadkowo. Polacy na auta wydają coraz więcej. Średnia cena transakcyjna popularnych marek już przekracza 120 tysięcy zł. Na samochody z metką premium wydajemy ponad 100 tysięcy zł więcej. To oznacza, że założony budżet pozwoli na spore możliwości i szeroki wachlarz opcji podczas zabawy z konfiguratorem. Na jakie auto warto zatem zwrócić uwagę?

Zobacz wideo Wymiana prawa jazdy to obowiązek. Dla wszystkich. Kiedy trzeba to zrobić?

Volvo

Szwedzi mają bogate doświadczenie w produkcji nie tylko pojemnych kombi, lecz również praktycznych SUV-ów. Obecnie w ofercie trzy rozmiary wielkości serii XC, a także nowość – w pełni elektryczne XC40 Recharge. Czym się charakteryzują poszczególne modele?

Najmniejszy w gamie XC40 został oparty na nowej płycie podłogowej CMA. Inżynierowie zbudowali na niej pierwsze w pełni elektryczne auto w koncernie, a w przyszłości wiele pojazdów przypisanych do segmentu B i C. Dzięki modułowej platformie, udało się stworzyć samochód wymiarami odpowiadający kompaktowym crossoverom. Auto ma 443 centymetry długości, 186 szerokości i 165 wysokości. Rozstaw osi na poziomie 270 cm zwiastuje sporo przestrzeni w kabinie. Do tego dochodzi prześwit na poziomie 21 cm. To półka znacznie większych i dzielniejszych w terenie SUV-ów. Bagażnik o pojemności 460 l ma spory schowek pod podłogą. Zmieści się w nim podróżny plecak lub średniej wielkości torba i wiele drobiazgów. Po złożeniu oparcia, przestrzeń ładunkowa rośnie do 1336 l. Materiały użyte w kabinie są w znacznej części miękkie i solidnie spasowane. Nie zabrakło też elektronicznych gadżetów w postaci 12-calowego ekranu zastępującego analogowe wskaźniki, czy tabletu o przekątnej 9 cali umieszczonego pośrodku.

Podstawę oferty silnikowej XC40 stanowi benzynowa jednostka T3 o mocy 163 KM (139 900 zł). Ma napęd na przednią oś i występuje w połączeniu z manualną lub automatyczną, 8-stopniową skrzynią. Motor o pojemności dwóch litrów generuje 197 (173 900 zł) lub 250 KM (205 400 zł). Zyskał wsparcie miękkiej hybrydy z 14-konnym silnikiem elektrycznym. Jeszcze więcej gwarantuje hybryda ładowana z gniazdka. W średnim rozrachunku zużywa od 2 do 2,5 l. Tutaj ceny zaczynają się od 199 tysięcy zł.

Jeszcze więcej oferuje XC60. Średniej klasy SUV-a oparto na modułowej platformie SPA. Wymiary są zbliżone do poprzednika, ale rozstaw osi zwiększono aż o 9 cm. Auto ma 469 cm długości, 190 szerokości i 166 wysokości. Prześwit wynosi 21,6 centymetra. W połączeniu z napędem na obie osie, z powodzeniem możemy zapuszczać się na nieutwardzone szlaki. W pełni LED-owe reflektory otrzymujemy w standardzie. Nowoczesny styl Volvo bazuje na pionowo ustawionym ekranie przypominającym tablet. Szybko reaguje na dotyk, a menu okazuje się logicznie rozplanowane, co pozwoli bez zwłoki dotrzeć do pożądanych funkcji. A jest ich sporo. Multimedialny system zawiaduje automatyczną, regulowaną w czterech strefach klimatyzacją, kilkustopniowym masażem, wentylacją i podgrzewaniem foteli, nawigacją, nagłośnieniem przygotowanym przez Bowers&Wilkins, a także kamerami wokół auta i ogrzewaniem parkingowym z możliwością programowania czasu. Po aktualizacji, zyskujemy dostęp do asystenta Google.

Wszystkie silniki dostępne w XC60 otrzymały elektryczne wsparcie. Te z miękka hybrydą mają niewielki, litowo-jonowy akumulator zapewniający zastrzyk mocy w wysokości 14 KM. Istotne, że każdy wariant dysponuje w standardzie wydajnym, 8-stopniowym automatem. Moc wynosi od 197 do 300 KM. Hybryda typu plug-in zyskała napęd na cztery koła i motor elektryczny o mocy 87 KM. Średnie zużycie paliwa wynosi od 2,4 do 2,8 litra. Podstawową odmianę wysokoprężną B4 FWD (197 + 14 KM) wyceniono na 198 900 zł. Dopłata do AWD wynosi 10 tysięcy. Za benzynowy wariant o tej samej mocy 190 900 zł. Wersja PHEV w bogatej specyfikacji Inscription z zasięgiem rzędu 53 km na prądzie została wyceniona na 226 800 zł.

Przewoźnikom zostały ostatnie godziny do przejścia na e-Toll, nowy system elektronicznych opłat drogowychWraz z październikiem sypią się kary na autostradach. Nawet 1500 zł i 102 nowe radiowozy

Mazda

Obecna oferta Mazdy obejmuje cztery SUV-y. Jeden z nich jest w pełni elektryczny i zwiastuje nowy kierunek rozwoju japońskiego koncernu. Niemniej, warto przyjrzeć się każdemu z nich.

W 2015 w katalogu zadomowiła się najmniejsza CX-3. Mimo najniższej rangi w koncernie, azjatycki crossover wcale nie jest mały. Gabarytami nadwozia wyraźnie wyróżnia się na tle klasowych rywali. Ma 428 centymetrów długości, 177 szerokości i 154 wysokości. Rozstaw osi wynosi 257 cm, a prześwit skromne 15,5 cm. Po niedawnym liftingu Mazda zyskała na atrakcyjności. Można ją doposażyć w pełni LED-owe światła, pokryć jednym z 9 lakierów oraz osadzić na 18-calowych obręczach ze stopów lekkich. Wybór jednostek napędowych ogranicza się do dwulitrowej benzyny o mocy 121 KM. Napęd trafia na przednią oś, a ceny zaczynają się od 90 300 zł.

Kolejna w hierarchii jest CX-30. Auto ma 439,5 cm długości, 179,5 szerokości i 154 wysokości. W stosunku do kompaktowych konkurentów, wyróżnia się niższym nadwoziem, dzięki czemu wygląda dynamicznie. Kolejny punkt stanowi prześwit. 17,5 cm w połączeniu z napędem na obie osie gwarantuje bezproblemowe forsowanie nie tylko miejskich krawężników. W dwóch rzędach z powodzeniem zmieści 4-osobową rodzinę. Warto też wspomnieć o bagażniku, który w standardowej konfiguracji oferuje 430 litrów. Po złożeniu asymetrycznego oparcia, możliwości przewozowe rosną do 1406 l.

Motorykę japońskich konstruktorów napędza benzyna. Taki wniosek możemy wysnuć analizując paletę silnikową CX-30. Wszystkie jednostki mają pojemność dwóch litrów i zostały wyposażone w układ miękkiej hybrydy. Są wolnossące i generują 122, 150 lub 186 KM. Układ Mild Hybrid podtrzymuje pracę pokładowych urządzeń na postoju, a jednostka elektryczna wspomaga podczas przyspieszania. Cennik otwiera kwota 104 900 zł, a topowy wariant z AWD i automatem wyceniono na 164 900 zł.

Topowy SUV to CX-5. Benzynowe silniki o pojemności 2 (165 KM) i 2.5 litra (194 KM), cechują się dobrą elastycznością i wysoką kulturą pracy. Można je łączyć z manualną lub automatyczną, 6-stopniową, hydrokinetyczną przekładnią oraz napędem na przednią lub obie osie. Taki tandem działa bez zarzutu i rozsądnie obchodzi się z paliwem. Ponadto, dzięki braku turbosprężarki i wielu skomplikowanych elementów osprzętu, wydatki serwisowe znajdują się na dość niskim poziomie, a cała maszyneria w oczach mechaników uchodzi za trwałą i bezawaryjną.

Mazda wykrywa ograniczenia prędkości i zakazy wjazdu, a aktywne reflektory optymalizują snop światła. Nie oślepiają kierowców nadjeżdżających z naprzeciwka i jednocześnie wydłużają zasięg na nieoświetlonym pasie ruchu. Na długiej liście wyposażenia znajdziemy też niezłe multimedia z dotykowym ekranem o przekątnej 10,25 cala. Zestaw uzupełnia przezierny wyświetlacz, kamera cofania, wydajna nawigacja i adaptacyjny tempomat dopasowujący prędkość i odległość względem poprzedzającego pojazdu. Bazowy wariant wyceniono na 120 900 zł. Flagowy model z najmocniejszym silnikiem benzynowym, napędem AWD i bogatą specyfikacją wyposażeniową opracowaną na 100-lecie koncernu, wyceniono na 199 800 zł. Co ciekawe, w ofercie nie znajdziemy już diesla o pojemności 2.2 litra.

Zdjęcie ilustracyjneCzy kierowca może wylegitymować policjanta? Wszystko zapisano w kilku paragrafach

Lexus

Co słychać u Lexusa? Ma w swojej ofercie cztery rozmiary SUV-ów i stawia przede wszystkim na hybrydy. Podstawę oferty stanowi UX. Ma 449 centymetrów długości, 184,5 szerokości i 154 wysokości, a rozstaw osi wynosi 264 cm. Można go wyposażyć w pełni LED-owe reflektory, bezkluczykowy dostęp i 18-calowe obręcze aluminiowe.

Podstawowym źródłem siły napędowej UX-a jest benzynowy, wolnossący motor o pojemności dwóch litrów. Generuje 171 KM i 205 Nm, co przekłada się na niezłe parametry. Auto przyspiesza do setki w 9,2 sekundy i zużywa w średnim rozrachunku 6,6-6,9 litra na 100 kilometrów.

Lepiej pod względem konsumpcji paliwa wypada autorski układ hybrydowy opracowany przez Japończyków. To połączenie benzynowej jednostki i elektrycznej. Łączna moc tandemu wynosi 178 KM. Moment obrotowy trafia na koła obu osi za pośrednictwem automatycznej przekładni, co pozwala zjechać z utwardzonych szlaków. Producent podaje, że w cyklu mieszanym UX potrzebuje 5,3-5,7 litra. Możemy też liczyć na utwardzone zawieszenie poprawiające właściwości jezdne. Lexus mocno rabatuje swoje modele, zatem możemy liczyć na upusty sięgające 30-40 tysięcy zł. Bazową specyfikację dostaniemy za 131 tysięcy. Topowy wariant wyceniono na 173 900 zł.

Nowy NX wyróżnia się ogromną osłoną chłodnicy i gabarytami. Ma 466 cm długości, a rozstaw osi wynosi 269 cm. Prześwit na poziomie blisko 19 cm i napęd na cztery koła, pozwolą bez obaw zapuszczać się na nieutwardzone szlaki. Na pokładzie znajdziemy inteligentną klimatyzację wykrywającą zajęte fotele i natężenie światła słonecznego. Centralny ekran ma aż 14 cali i reaguje na polecenia głosowe.

Wersja o oznaczeniu 350h oznacza klasyczną hybrydę o mocy blisko 250 KM. Przyspiesza do pierwszej setki w 7,5 sekundy. Lepiej przedstawia się sytuacja w wersji plug-in. Możemy ładować ją z gniazdka i przejechać w cyklu bezemisyjnym ponad 60 kilometrów. Litowo-jonowy akumulator ma 18,1 kWh pojemności i w kilka godzin naładujemy go z domowego gniazdka. Istotne, że moc systemowa wynosi 306 KM, a sprint do 100 km/h zaledwie 6,3 s.

Nowy model oznacza, że trudno o spektakularne rabaty. Tym bardziej, że występuje obecnie problem z dostępnością nowych samochodów. Niemniej, z naszym budżetem możemy pokusić się o bazowy wariant z napędem na przednią oś. Wyceniono go na 199 900 zł. 10 tysięcy wymaga dopłata do napędu na obie osie.

W katalogu japońskiego producenta znajdziemy też model RX, ale to już wysoka półka cenowa. Dzięki potężnemu upustowi, możemy zdecydować się na bazowy, choć nieźle wyposażony wariant Pure. Został wyceniony na 199 900 zł i ma na pokładzie skórzaną tapicerkę, adaptacyjny tempomat oraz podgrzewane siedziska. Pod maską blisko 490-centymetrowego auta pracuje benzynowy motor o pojemności dwóch litrów. Rozwija 238 KM i przyspiesza do setki w 9,2 sekundy.

Hyundai

Koreańczycy prowadzą mocną ofensywę w klasie rekreacyjnych pojazdów. Do oferty przed kilkoma tygodniami dołączyć najmniejszy w katalogu Bayon (od 66 700 zł). Piętro wyżej ulokowaną Konę, która w ostatnich miesiącach przeszła lifting. Najmocniejszą wersją o oznaczeniu N już mieliśmy okazję jeździć po niemieckich drogach i musimy przyznać, że przypadła nam do gustu. Za ten samochód w bazowej wersji zapłacimy 74 900 zł. Decydując się na pikantny wariant o mocy 280 KM i połączony z dwusprzęgłową, 8-stopniową przekładnią automatyczną, z konta ubędzie minimum 169 900 zł.

Budżet mamy spory, więc skupimy się na większych samochodach. W 2019 Hyundai Tucson zajął drugie miejsce w Polsce w swojej klasie. Nad Wisłą trafił do blisko 8 tysięcy klientów. Najnowsza generacja zerwała ze stylizacją poprzednika. Nowy design wprowadza mnóstwo świeżości nie tylko w palecie modelowej koncernu, lecz również w dość konserwatywnym segmencie. Wrażenie robią nie tylko dynamiczne przetłoczenia, lecz również potężny front pojazdu z wydatnym grillem i atrakcyjnie uformowanymi, w pełni diodowymi reflektorami. Równie ciekawie przedstawia się tył z listwą LED-ową poprowadzoną wzdłuż elektrycznie unoszonej pokrywy bagażnika. Gabaryty? 450 cm długości, 186,5 szerokości i 165 wysokości. Bagażnik mieści od 620 do 1799 litrów.

Hyundai stawia na elektryfikację napędów i właśnie takie znajdują się pod maską wszechstronnego SUV-a. Klasyczna hybryda bazuje na benzynowej jednostce 1.6 T-GDI o mocy 230 KM i 350 Nm. Sprint do setki trwa 8 sekund, a średnie zużycie paliwa zawiera się w przedziale 5,5-5,9 l na 100 km. Do wyboru napęd na przednią lub obie osie. Póki co, paletę uzupełnia plug-in z zasięgiem czysto elektrycznym przekraczającym 50 kilometrów. Automat i napęd 4x4 dostajemy w standardzie.

Podstawowy wariant Tucsona z benzynowym motorem o mocy 150 KM wyceniono na 105 900 zł. Co ciekawe, to ostatnie chwile na kupno wersji z silnikiem wysokoprężnym 1.6 CRDI 136 KM. Wkrótce zostanie wycofany z oferty. Obecnie kosztuje 144 900 zł. Ceny klasycznej hybrydy startują od 133 900, a tej zasilanej z gniazdka od 173 900 zł.

Najwyżej w hierarchii znajduje się Santa Fe. To jeden z najnowszych i zarazem największy samochód w palecie Hyundaia. Wiele rozwiązań technicznych dzieli z Kią Sorento, ale nie brak mu charakteru. Agresywnie wystylizowane nadwozie mierzy 478,5 cm długości. Z prześwitem na poziomie 17,5 cm i napędem na cztery koła, sprawdzi się zarówno przy forsowaniu miejskich krawężników, jak i przeszkód w lekkim terenie. Na kiepsko oświetlonych drogach warto korzystać z wydajnych, adaptacyjnych reflektorów LED-owych.

Na pokładzie zmieści od 5 do 7 osób. Docenimy też bagażnik, który w standardowej konfiguracji mieści aż 782 l. Otwór załadunkowy jest spory, a próg znajduje się na wysokości 78 cm od podłoża. Pokrywa unosi się elektrycznie. Na szczycie deski umieszczono panoramiczny ekran o przekątnej 10,25 cala. Przekonuje uporządkowanym menu i sporych rozmiarów ikonkami, w które dość łatwo trafić palcem podczas jazdy po nierównościach. Oferuje też niezłej jakości zestaw kamer i całkiem precyzyjną nawigację. W naszym zasięgu finansowym pozostaje bazowy wariant benzynowy 1.6. Generuje 230 KM i jest klasyczną hybrydą. Z napędem na przednią oś kosztuje 160 900 zł. Dopłata do AWD wynosi 10 tysięcy. Odmiana plug-in to już wydatek na poziomie 228 900 zł. Diesel jest droższy o kolejne 3 tysiące.

Toyota

Japończycy od lat stawiają na hybrydy, których sprzedali już 18 milionów. Paleta modelowa jest wyjątkowo szeroka. Znajdziemy też pośród niej SUV-y. Najmniejszy to Yaris Cross, który właśnie wjeżdża do salonów z kwotą otwierającą na poziomie 74 900 zł. Wyżej pozycjonowany i znacznie lepiej znany jest C-HR. Kontrastujące z lakierem nakładki z tworzywa na progach, nadkolach i zderzakach mają sugerować lekko off-roadowy charakter. Auto ma 439 centymetrów długości, 179,5 szerokości i 155 wysokości. Rozstaw osi wynosi 264 cm. Standardowy silnik to benzynowe 1.2 o mocy 116 KM. Licząc na większe oszczędności przy dystrybutorze, polecamy odmiany hybrydowe. Elektryczno-spalinowy tandem może mieć 122 lub 184 KM. Obie wersje mają w standardzie bezstopniową przekładnię automatyczną. Mocniejsza przyspiesza do setki w 8,2 s i zużywa w cyklu mieszanym od 5,3 do 5,7 litra.

Toyota wprowadziła do Europy RAV4, gdy segment średniej klasy SUV-ów praktycznie nie istniał. Był rok 1994. Obecnie, mamy do czynienia z piątym wcieleniem. Ma 460 centymetrów długości, 186 szerokości i 169 wysokości. W podstawowej wersji Active otrzymujemy 17-calowe felgi stalowe, a także główne światła wykonane w technologii LED.

Dzięki sporym gabarytom, mamy do dyspozycji mnóstwo miejsca w dwóch rzędach. Fotele nieźle wyprofilowano. Za dopłatą, zyskały elektryczną regulację w kilku płaszczyznach i funkcję podgrzewania. Kanapa oferuje zmianę kąta nachylenia oparcia i zapewnia odpowiedni poziom wygody. Bagażnik w standardowej konfiguracji mieści 580, a w maksymalnej 1690 litrów. Podłogę można obniżyć o 4 centymetry lub obrócić. Mimo bazowej wersji, na pokładzie znajdziemy adaptacyjny tempomat, manualną klimatyzację z cyfrowym wyświetlaczem, jak również system multimedialny z 8-calowym wyświetlaczem. Możemy na niego przenieść aplikacje ze smartfona opartego na Android Auto lub Apple CarPlay.

Podstawowy silnik benzynowy o pojemności dwóch litrów generuje 173 KM i 208 Nm dostępnych w przedziale 4300-5200 obr./min. Przyspiesza do setki w 9,8 sekundy i zużywa zaledwie 6,9-7,4 l w cyklu mieszanym. W standardzie dostajemy manualną, 6-stopniową skrzynię. Co ciekawe, maksymalna masa własna przyczepy z hamulcem najazdowym wynosi 2000 kilogramów. Za taką specyfikację zapłacimy 119 900 zł.

W przypadku hybrydy mamy zestaw złożony z elektrycznej i spalinowej jednostki. W wersji AWD, dodatkowy motor napędza koła tylnej osi. Przyjazne środowisku źródło mocy bazuje na 2.5-litrowym silniku benzynowym. Moc systemowa układu wynosi 218 KM. Sprint do 100 km/h zajmuje 8,1 sekundy, a zużycie paliwa w średnim rozrachunku to skromne 5,6-5,9 l. Ceny startują od 160 900 zł.

Niedawno w ofercie pojawiła się też odmiana plug-in z realnym zasięgiem na prądzie przekraczającym 75-80 kilometrów. Ma 306 KM i przyspiesza do setki w 6 sekund. Niestety, kosztuje 231 900 zł. Największy w gamie Highlander mierzy 496,6 cm i został wyceniony na 219 700 zł. Pozostaje jeszcze ikona off-roadu i luksusu – Land Cruiser. W tym przypadku, z portfela ubędzie przynajmniej 211 tysięcy zł.

Ogromny wybór

SUV-y to obecnie ponad 40 procent europejskiego rynku. Mają je w ofercie wszyscy producenci. Nie sposób wymienić wszystkich w jednym tekście, ale nie możemy też zapominać o wielu poważnych graczach. To między innymi Volkswagen z T-Crossem (od 82 890 zł), T-Rokiem (99 190 zł), Tiguanem (127 590 zł) i jego 7-osobową wersją Allspace (od 138 890 zł). W katalogu BMW znajdziemy X1 (od 134 900 zł), X2 (139 900 zł) oraz X3 (od 213 tysięcy zł). Pozostałe modele znacznie przekraczają nasz budżet. Zbliżoną paletę modelową do Hyundaia zapewnia Kia. W salonie Audi możemy wybierać pośród Q2 (od 116 300 zł), Q3 (140 800 zł) i Q5 (192 600 zł). SUV-y z napędem na obie osie ma też między innymi Nissan, Ssangyong, Alfa Romeo, Opel i Peugeot. Coraz więcej modeli zyskuje wsparcie silnika elektrycznego i występuje w cenniku jako plug-in z zasięgiem rzędu 40-60 kilometrów.

Możemy też postawić na elektryczne SUV-y. W naszych założeniach mieści się Volvo XC40 Recharge P6 (od 199 900 zł), Audi Q4 e tron (od 195 100 zł), Skoda Enyaq iV (od 184 400 zł) czy kompaktowy Mercedes EQA (od 199 900 zł). Każdy z nich przejedzie w mieście około 350-400 kilometrów, a zakładając korzyść z rządowego projektu „Mój Elektryk", zostawiamy w kieszeni 27 tysięcy zł na dodatkowe wyposażenie lub rodzinne wakacje na egzotycznej wyspie.

Więcej o: