Najniebezpieczniejsza ścieżka rowerowa w Anglii. Przez iluzję było już 60 wypadków

Na ulicy Keynsham High Street w Bristolu jest najbardziej niebezpieczna droga dla rowerów w Wielkiej Brytanii, a może i na całym świecie. Pierwszy fakt potwierdzają statystyki: przez 10 miesięcy wydarzyło się tam 60 wypadków.

Na świecie na pewno są niebezpieczniejsze trasy dla rowerzystów, ale trzeba dodać, że w tym przypadku jest mowa o zupełnie nowej drodze dla rowerów w środku europejskiego miasta. Takie trasy powinny być synonimem bezpieczeństwa. Niestety w tym przypadku jest odwrotnie i władze Bristolu już chyba wiedzą dlaczego: chodzi o złudzenie optyczne, które wprowadza rowerzystów w błąd.

Więcej informacji przydatnych dla rowerzystów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Problemy zaczęły się po trwającym przeszło dziewięć miesięcy remoncie ulicy Keynsham High Street. Droga dla rowerów jest częścią nowej infrastruktury. Od momentu oddania jej do użytku mieszkańcom, zaczęły się problemy. Rowerzyści bez przerwy rozbijali się na tym odcinku rowerowej trasy. Podobno przewracają się tam nawet piesi, którzy chcą przeciąć drogę dla rowerów.

Po kolejnym wypadku pomalowano drogę na czerwono, ale to niewiele dało

Po 46. kraksie władze miasta postanowiły pomalować nawierzchnię w kolorze ostrzegawczej czerwieni, ale to nic nie dało. Do tej pory wydarzyło się tam już 60 wypadków, co znaczy, że tyle kraks wiązało się z uszkodzeniem ciała. Nikt nie wie, ilu wydarzeń nie zgłosili mieszkańcy Bristolu, bo zakończyły się stosunkowo szczęśliwie.

Trasa szybko zyskała sławę i miano najniebezpieczniejszej rowerowej drogi w całej Wielkiej Brytanii. Po analizie wypadków urzędnicy miasta Bristol uważają, że znaleźli przyczynę wypadków. Po pierwsze droga jest wąska i dość kręta, co skłania rowerzystów do lekkiego ścinania zakrętów. Na nich jednak czai się pułapka. Z jednej strony droga dla rowerów jest ograniczona białą linią namalowaną na asfalcie, ale z drugiej jest całkiem wysoki krawężnik. Ludzie komentujący poniższe wideo twierdzą, że trudno go przeoczyć, ale zapominają, że z perspektywy rowerzysty może wyglądać inaczej — zupełnie płasko. Najwyraźniej tak jest.

 

Jedni mieszkańcy Bristolu winią rowerzystów, inni wieszczą tragedię

Tak wysoka liczba wypadków na krótkim fragmencie drogi nie wzięła się znikąd. Nie można jej tłumaczyć nieuwagą rowerzystów albo zapatrzeniem w telefony komórkowe. Ludzie są roztargnieni w równym stopniu na wszystkich drogach, tymczasem na tej jednej zdarza się zaskakująco dużo nieprzyjemnych i niebezpiecznych sytuacji.

Brytyjski portal yahoo!news informuje, że jeden z miejskich radnych broni ścieżki, twierdząc, że pomiędzy styczniem a marcem br. wydarzyło się tam średnio zaledwie 2,3 wypadku miesięcznie, a droga została zaprojektowana i wykonana zgodnie z obowiązującymi standardami. Jednak czasami to nie wystarczy. Feralna ścieżka to kłopot nie tylko wizerunkowy, ale być może i finansowy dla władz miasta. Z 60 poszkodowanych rowerzystów aż 21 walczyło przed sądem o odszkodowanie. Żadna z siedmiu zamkniętych do tej pory spraw nie zakończyła się dla powodów pomyślnie, ale kolejne 14 jest ciągle w toku. Przy którejś z nich sędzia może stracić cierpliwość.

Mieszkańcy są podzieleni w tej sprawie. Jedni sugerują rowerzystom, żeby po prostu bardziej uważali. Inni przestrzegają radę miasta Bristol, żeby coś zrobiła w sprawie niebezpiecznej drogi dla rowerów, zanim wydarzy się tam śmiertelny wypadek. Wówczas będzie im znacznie trudniej się wytłumaczyć.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.