Pozdrawiam rowerzystów, których wyciągnięte środkowe palce skłoniły mnie do refleksji

Piotr Kozłowski
Dla pewnej grupy uczestników ruchu drogowego zwrócenie uwagi to zapalnik aktywujący głęboko skrywane pokłady agresji.

Coś magicznego dzieje się w naszych głowach, gdy wysiadamy z samochodu. Stając się pieszym, zapominamy o potrzebach kierowców. I odwrotnie - wsiadając do samochodu, przestajemy być pieszym i zaczynamy dostrzegać jedynie czubek nosa kierowcy. Podobnie jest z rowerem. Gdy stopy zetkną się z pedałami, potrzeby pieszych i kierowców przestają mieć znaczenie. Nie ulegam zniekształceniu poznawczemu - wiem, że negatywne zachowania mniejszości uczestników ruchu drogowego wybijają się na pierwszy plan, zaburzając ogólny obraz drogowej rzeczywistości. Ale zachowania, które za chwilę opiszę, są na tyle powszechne, że trzeba je głośno piętnować.

Zobacz wideo Po czym może jeździć rowerzysta

Nieświadomość nieznajomości przepisów

Sobotnie popołudnie, pusta, rzadko uczęszczana droga w terenie zabudowanym, wzdłuż której biegnie ścieżka rowerowa. Po ulicy niespiesznie podróżuje dwóch rowerzystów, jeden obok drugiego. Jednojezdniową drogę dwukierunkową w połowie przecina linia podwójna ciągła. Nie ma zatem możliwości, by zgodnie z przepisami wyprzedzić jadących obok siebie rowerzystów. Po kilkuset metrach przejechanych za rowerzystami linia podwójna ciągła przechodzi w przerywaną. Wyprzedzam. Opuszczam szybę i uprzejmym tonem informuję panów, że jazda ulicą w sytuacji, w której wzdłuż niej biegnie ścieżka rowerowa, naraża ich na mandat.

W odpowiedzi rowerzyści polecają, bym zajrzał do kodeksu drogowego, informują, że mogą jechać obok siebie (nikt tego nie kwestionuje) oraz żegnają mnie kilkoma inwektywami i wulgarnymi gestami. Jakim cudem uprzejme przypomnienie przepisów może doprowadzić do takiego poziomu agresji?

Odłóżmy jednak na bok wyzwalające negatywne emocje obelgi i na chłodno przyjrzyjmy się temu, co rowerzyści zrobili źle. Tak by inni nie popełniali tych samych błędów.

  • Zarzucenie komuś, że nie zna przepisów, nie sprawi, że samemu zacznie się je znać. Opisywani panowie należą do grona rowerzystów, którzy znają przepisy nadające im przywileje, ale nie mają pojęcia o tych, w których pisze się o ich obowiązkach. Ta szczątkowa wiedza sprawia, że popełniają błędy, nie będąc świadomymi ich popełniania.
  • To, że coś możemy, nie znaczy, że musimy. Rowerzyści nie muszą jechać gęsiego - mogą podróżować obok siebie. Rzadko uczęszczane drogi w terenie zabudowanym są tymi, na których często z tego prawa korzystają. I nic w tym złego, bo przepisy mówią jasno, że dopuszcza się wyjątkowo jazdę po jezdni kierującego rowerem obok innego roweru, jeżeli nie utrudnia to poruszania się innym uczestnikom ruchu albo w inny sposób nie zagraża bezpieczeństwu ruchu drogowego. Jednak prawo nie oznacza obowiązku. Są sytuacje, w których chwilowe zaprzestanie korzystania z przysługujących nam przywilejów znacząco ułatwia życie innym.
  • Jeśli wzdłuż drogi biegnie ścieżka rowerowa, rowerzysta ma obowiązek z niej korzystać. Art. 33 ustawy Prawo o ruchu drogowym mówi: Kierujący rowerem jest obowiązany korzystać z drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów, jeśli są one wyznaczone dla kierunku, w którym się porusza lub zamierza skręcić. Tego przepisu nie zmienia nawet fakt, że rowerzysta jedzie na rowerze szosowym, a ścieżka rowerowa zbudowana jest z kostki Bauma. Warto jednak nadmienić, że przytoczeni wyżej dwaj nieszczególnie kulturalni rowerzyści podróżowali na rowerach górskich.
  • Agresja rodzi agresję. Dyskusja z osobą, która nie zna przepisów, ale jest przekonana, że je zna, nie ma najmniejszego sensu. Są jednak kierowcy, na których opisana wyżej sytuacja działa jak płachta na byka. Agresja może rodzić agresję. Konflikty z drobnych werbalnych przepychanek potrafią eskalować do ulicznych bójek. Korzystając z dróg (czy to pieszo, czy w samochodzie, czy na jednośladzie), warto trzymać dumę w kieszeni.

Empatii nie ma w kodeksie drogowym

Nie wszystko można ująć w normy prawne, a jednak podświadomie potrafimy osądzić, które zachowania są złe, a które dobre. Wydaje się jednak, że na drodze przychodzi nam to z większym trudem. Tymczasem przepis na spokojniejsze ulice jest prosty. Nazywa się empatia. Psychologowie twierdzą, że jest to jeden z najsilniejszych hamulców zachowań agresywnych.

Uczestnicy ruchu drogowego mają obowiązek stosowania się do przepisów. Nie zawsze je jednak znają. Szczęśliwie wielu niebezpiecznych sytuacji można uniknąć, stawiając się na miejscu innych. Jak to zrobić? Wystarczy odpowiadać sobie na proste pytania. Czy ten kierowca mnie widzi? Może chwila podróży gęsiego umożliwiłaby innym wyprzedzenie mnie? Czy stojąc przed przejściem nie sprawiam, że kierowcy mylnie interpretują to jako zamiar przejścia na drugą stronę ulicy? Czy mając do dyspozycji całą szerokość jezdni nie lepiej wyprzedzić rowerzystę szerokim łukiem, tak by nie poczuł podmuchu wiatru i czuł się bezpiecznie? Czy stojąc w korku nie lepiej zrobić miejsce dla motocyklistów? I najważniejsze: czy przypadkiem nie wymagam od innych, by sami odpowiadali sobie na te pytania?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.