Hulajnogi jako środek transportu przyszłości? Będą coraz popularniejsze, ale aut nie wyprą [MOTO 2030]

Bartłomiej Pawlak
Hulajnogi elektryczne szturmem wdarły się na polski rynek przed kilkoma laty i znalazły grono oddanych użytkowników. Jak pojazdy te zmienią się w ciągu kilku następnych lat i czy staną się nowym pełnowartościowym środkiem transportu jak samochód lub autobus?

MOTO 2030 to copiątkowy cykl Gazeta.pl, w którym poruszamy najważniejsze tematy dotyczące przyszłości motoryzacji, transportu i technologii. Nie zabraknie tu także ciekawych historii konstruktorów oraz opisu dziejów firm, których przeszłość ma wpływ na to, jak będzie wyglądała motoryzacja przyszłości. Samochody, drogi i miasta na naszych oczach bardzo dynamicznie się zmieniają. Co piątek dziennikarze Moto.pl będą o tych zmianach pisać. Tutaj znajdują się wszystkie artykuły z cyklu MOTO 2030.

W polskich sklepach hulajnogi elektryczne pojawiły się już wiele lat temu, jednak początkowo budziły raczej marginalne zainteresowanie i były traktowane wyłącznie jako ciekawostka. Diametralnie zmieniło się to po wejściu do Polski pierwszych operatorów hulajnóg na minuty pod koniec 2018 roku.

Hulajnogi elektryczne stały się wtedy łatwo dostępne i coraz więcej osób zaczynało "eksperymentować" z tym, zupełnie nowym dla nas środkiem transportu. Dziś hulajnogi trochę nam "spowszedniały", bo duża część Polaków miała już okazję sprawdzić, jak wygląda jazda na dwóch kółkach wspomaganych elektrycznym silniczkiem.

Hulajnogi LimeHulajnogi Lime Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Wyborcza.pl /

Jak zmienia się hulajnogi elektryczne do 2030 roku?

Przez ostatnie kilka lat hulajnogi elektryczne przeszły długą drogę. Dziś są nieco porządniej wykonane, a przez to są trwalsze, mają znacznie lepszy zasięg, wyglądają bardziej atrakcyjnie i są oczywiście zauważalnie tańsze. Sama konstrukcja czy wrażenia z jazdy raczej nie zmieniły się zbytnio na przestrzeni ostatnich lat. Najważniejszy pozytyw to wspomniany zasięg - obecnie produkowane modele z pozwalają na przejechanie nawet ok. 40 km w ruchu miejskim. To zdecydowanie wystarcza na cały dzień dojazdów.

W najbliższych latach nie powinniśmy oczekiwać jednak diametralnych zmian w budowie hulajnóg. Można spodziewać się, że będą miały jeszcze pojemniejsze baterie i będą jeszcze tańsze, jednak moc silnika czy prędkość - ze względu na przepisy - pozostanie taka sama. Zwiększy się zatem sens zakupu takiej hulajnogi, szczególnie jeśli w kolejnych latach dostęp do dobrej jakości infrastruktury hulajnogowej czy rowerowej wciąż będzie się powiększać.

Porównanie - hulajnoga Xiaomi i HivePorównanie - hulajnoga Xiaomi i Hive fot. BP

Siłą hulajnóg elektrycznych są krótkie trasy

Zastosowania, w których hulajnogi elektryczne sprawdzają się najlepiej to krótkie, maksymalnie kilkukilometrowe dojazdy. Hulajnogę możemy zabrać ze sobą do pociągu i pokonać przy jej pomocy te ostatnie kilka kilometrów - od dworca do miejsca docelowego. Tak jak dziś często korzystamy z auta, aby dotrzeć do parkingu na obrzeżach miasta i przesiąść się do komunikacji miejskiej. Dziś samochód możemy zastąpić pociągiem, a komunikację lub taksówkę - hulajnogą.

W centrum miasta hulajnoga to czasem nawet szybszy i wygodniejszy środek transportu niż samochód. Unikamy stania w korkach, a przy okazji korzystamy z ekologicznego (a przynajmniej obecnie bardziej ekologicznego) źródła energii. Same plusy?

Model hulajnogi, który spłonął w Sopocie - zdjęcie ilustracyjneModel hulajnogi, który spłonął w Sopocie - zdjęcie ilustracyjne Fot. Kamila Kotusz / Agencja Wyborcza.pl

Samochodów nie zastąpią, ale mogą stać się ich uzupełnieniem

Teoretycznie hulajnoga elektryczna jest zatem pojazdem, które może stać się jednym z najważniejszym i najchętniej wybieranych środków transportu w przyszłości - np. w 2030 roku. Wierzy w to zresztą wielu producentów hulajnóg, również gigantów branży motoryzacyjnej dodając do swojej oferty właśnie takie elektryczne jednoślady.

Nie powinniśmy oczekiwać jednak, że hulajnogi wyprą z ulic samochody. W szczególności, gdy w przyszłości zaleje nas fala aut na baterię i wodór, a spalinowe pojazdy odejdą do lamusa. To oczywiste. Hulajnogi w rywalizacji z autami nie będą miały szans, bo są znacznie wolniejsze i nie pozwalają na zabranie pasażerów i większego bagażu.

W przyszłości mogą stać się jednak genialnym uzupełnieniem elektrycznego samochodu lub integralną częścią codziennych dojazdów w miastach. Na dłuższych trasach, w połączeniu z pociągiem już dziś potrafią zastąpić cztery kółka. Zamiast korzystać z emitującego spaliny auta, ostatnie kilometry pokonujemy elektrycznym jednośladem.

W najbliższych latach będzie też najpewniej rosła ich popularność. O ile oczywiście rządy poszczególnych krajów dostrzegą potencjał drzemiący w hulajnogach i wprowadzą rozwiązania pozwalające na wygodne korzystanie z tego typu pojazdów. A wyzwań, które przed nimi stoją jest kilka.

Aplikacja Bolt na smartfonieAplikacja Bolt na smartfonie fot. BP

Przepisy już są, ale nie wszędzie

Jedną z takich przeszkód są przepisy regulujące poruszanie się hulajnogami na prąd. A właściwie ich brak. W wielu krajach prawo na szczęście się zmienia i hulajnogi zostają dopuszczone do ruchu (lub jazda nimi zostaje uregulowana), jednak tempo tych zmian dalekie jest od oczekiwań.

W Polsce na ustanowienie odpowiednich przepisów dotyczących tego typu pojazdów elektrycznych czekaliśmy ok. 5 lat. Rząd nieszczególnie śpieszył się z pracami nad nowelizacją ustawy Prawo o ruchu drogowym, jednak na szczęście przepisy już obowiązują. Wprowadzono je w życie 20 maja br.

Obecnie można poruszać się hulajnogami elektrycznymi z maksymalną prędkością 20 km/h po drogach rowerowych, pasach ruchu przeznaczonych dla rowerów oraz szlakach pieszo-rowerowych. Jeśli nie ma innej możliwości, użytkownik hulajnogi na prąd musi zjechać na jezdnię, jednak tylko wtedy, gdy ograniczenie prędkości na niej wynosi 30 km/h lub mniej. Jazda po chodniku to ostateczność i jest dozwolona wyłącznie, jeśli jedziemy z prędkością pieszego i ustępujemy mu pierwszeństwa.

Każdy użytkownik UTO wie już zatem (a przynajmniej powinien wiedzieć), w jaki sposób bezpiecznie i przepisowo korzystać z urządzeń transportu osobistego. Wcześniej w kraju panowała wolna amerykanka, co stwarzało ogromne zagrożenie dla innych uczestników ruchu - przede wszystkim pieszych.

Parking dla hulajnóg elektrycznychParking dla hulajnóg elektrycznych Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl

Drakońskie kary za nieprzestrzeganie przepisów

Są jednak kraje, w których UTO wciąż jest zakazane lub w żaden sposób nieuregulowane przepisami. Chociażby w Wielkiej Brytanii za korzystanie z własnej hulajnogi elektrycznej grożą poważne konsekwencje. Aby się nimi poruszać trzeba je zarejestrować (tak jak samochody), co jednak nie jest możliwe, bo nie pozwala na to prawo.

Niestety wciąż ze świecą szukać państw, które w sposób wzorowy zorganizowały poruszanie się hulajnogami elektrycznymi. Świetnym przykładem może być Singapur, gdzie każdy pojazd tego typu otrzymuje naklejkę identyfikacyjną, a za celowe łamanie przepisów grożą drakońskie kary. Ba, władze Singapuru zamierzają nawet wprowadzić obowiązkowe egzaminy teoretyczne dla użytkowników hulajnóg na prąd, aby upewnić się, że każdy faktycznie zna przepisy ruchu drogowego.

W większości krajów europejskich prawo jest znacznie mniej surowe, choć naklejki identyfikacyjne lub niewielkie tablice rejestracyjne (dobry przykład to Niemcy) chociażby na ogólnodostępnych hulajnogach na minuty nie są rzadkością. Takie rozwiązanie pozwala nieco utemperować zachowanie użytkowników UTO, którzy czują się zupełnie bezkarnie, bo są anonimowi.

Hulajnogi na minuty w Berlinie mają tablice rejestracyjneHulajnogi na minuty w Berlinie mają tablice rejestracyjne fot. Bartłomiej Pawlak

Mamy przepisy, ale brakuje infrastruktury

Niestety w Singapurze i wiele innych krajach na świecie największym problemem użytkowników hulajnóg elektrycznych jest brak infrastruktury dostosowanej do tego typu pojazdów. Uchwalanie przepisów regulujących poruszanie się hulajnogami bez budowy ścieżek rowerowych w praktyce zamiast promować, zabija tego typu ekologiczny transport.

Już dziś w wielu krajach użytkownicy hulajnóg mają znacznie mniejsze prawa niż rowerzyści, a w niektórych (np. we wspomnianym Singapurze czy we Francji) obowiązuje kategoryczny zakaz poruszania się urządzeniami transportu osobistego po chodniku. Gdy drogi rowerowej zabraknie, cyklista może kontynuować przejażdżkę jezdnią. "Hulajnogista" musi wziąć swój pojazd pod pachę lub poszukać innej drogi.

Wracając jednak do Polski, nawet i dziś drogi dla rowerów (po których UTO muszą się poruszać) budowane są często w taki sposób, aby wręcz zniechęcić użytkowników do jeżdżenia na rowerze i hulajnodze. Wąskie, wyboiste i usiane krawężnikami ścieżki dla jednośladów to zmora użytkowników UTO i sporej części rowerzystów. Aby poruszanie się hulajnogami po mieście faktycznie było szybkie i wygodne, drogi rowerowe powinny być szersze, równe i ułożone w logiczną całość. Dziś w wielu miastach mamy sieć pourywanych odcinków dróg, pomiędzy którymi trzeba poruszać się chodnikiem. A to niebezpieczne i niewygodne.

Hulajnogi elektryczneHulajnogi elektryczne Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Konieczna jest też zmiana mentalności

Aby hulajnogi elektryczne stały się pełnowartościowym środkiem transportu nowych, "zelektryfikowanych czasów", potrzebne jest jeszcze jedno - zmiana mentalności. Hulajnogi staną się takim środkiem transportu dopiero, gdy ich użytkownicy zaczną traktować je właśnie jako środek transportu.

Podobnie jest dziś z rowerami. Dla niektórych są jedynie narzędziami pozwalającymi na odpoczynek po ciężkim dniu spędzonym przed komputerem, dla innych zastępują autobus, tramwaj, samochód czy motocykl zapewniając codzienny transport do pracy, szkoły lub sklepu.

W Polsce rowery postrzegane są raczej jako narzędzie rekreacyjnej jazdy i tak są też często traktowane. Zresztą widać to również w miesiącach jesiennych. Gdy zrobi się choć trochę chłodniej, drogi rowerowe nagle zaczynają świecić pustkami. A na skuterach czy motocyklach jeździmy przecież cały rok.

Hulajnogi elektryczneHulajnogi elektryczne Fot. Piotr Skornicki / Agencja Wyborcza.pl

Jazda parami (a wtedy jedna osoba jedzie pod prąd) czy inne (często celowe) łamanie przepisów to w polskich miastach codzienność. Między innymi dlatego, że rowery czy hulajnogi traktujemy jako narzędzia do rekreacji, a nie pojazdy, które mają nam pozwolić na jak najszybsze dostanie się z punktu A do punktu B.

Zupełnie inaczej jest w Holandii, gdzie kultura korzystania z roweru jest już bardzo głęboko zakorzeniona w społeczeństwie. Przeciętny mieszkaniec Amsterdamu korzysta z roweru, aby dotrzeć do pracy, kina, na zakupy czy do restauracji. Szybciej, wygodniej, taniej i bardziej ekologicznie niż samochodem lub komunikacją miejską. Podobnie już dziś traktowane zaczynają być tam hulajnogi elektryczne.

W skali globalnej zmiana naszego nastawienia względem hulajnóg elektrycznych to jednak proces, który zapewne jeszcze trochę zajmie. I będzie zależał też od tego, jak szybko zmieniają się obowiązujące przepisy oraz od tego, czy budowana jest infrastruktura hulajnogowa. Najpewniej sporo jeszcze czasu upłynie zanim hulajnogę i samochód będziemy w mieście traktować jako równe sobie środki transportu, jednak może uda nam się zdążyć przed 2030 rokiem.

Więcej o: