Jaś Fasola zabiera głos. Komik czuje się oszukiwany przez producentów elektryków

Znany z roli Jasia Fasoli brytyjski aktor i komik jest rozczarowany podejściem producentów samochodów do elektrycznych aut. Dlaczego warto go posłuchać? Jest ku temu co najmniej kilka powodów.

Rowan Atkinson to aktor znany przede wszystkim z roli komediowych. Zyskał popularność dzięki roli w serialu BBC "Czarna Żmija" (ang. "Blackadder"), a został gwiazdą po wcieleniu się w Jasia Fasolę w "Mr. Bean". Rowana Atkinsona kojarzy niemal każdy. Znacznie mniej osób wie, że jest ogromnym entuzjastą motoryzacji.

Więcej informacji na temat samochodów elektrycznych znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Rowan Atkinson jest rozczarowany nachalną promocją elektryków

Atkinson kolekcjonuje niezwykłe samochody, regularnie bierze udział w rajdach i wyścigach klasycznych aut, ma prawo jazdy C+E na samochody ciężarowe z lekką przyczepą. Był właścicielem m.in. najszybszego sportowego samochodu świata, kultowego McLarena F1. Miał też Astony Martiny, Jaguary, Hondę NSX. Natomiast aktor nie przepada za samochodami marki Porsche.

Prawie nikt nie zdaje sobie sprawy, że Rowan Atkinson ma też wykształcenie, które pozwala mu wypowiadać się w autorytatywny sposób o samochodach elektrycznych. Komik w młodości uzyskał tytuł licencjata w zakresie inżynierii elektrycznej i elektrotechnicznej na uniwersytecie w Newcastle, a swoje wykształcenie ugruntował magisterką z nauk ścisłych na Oksfordzie.

Dlatego trudno się dziwić, że odtwórca roli Jasia Fasoli poruszył temat elektryków w niedawnym wywiadzie z dziennikarzem "Guardiana". Co o nich powiedział? Atkinson jest rozczarowany jednostronnym postrzeganiem samochodów na prąd przez ustawodawców i producentów. Zaznacza, że nie jest przeciwnikiem elektryków per se, ale sporo zastrzeżeń do sposobu ich promowania.

Rowan Atkinson:  "auta na prąd mają wiele wad, o których się nie mówi"

Atkinson zaczął przygodę z elektryfikacją przemysłu motoryzacyjnego 18 lat temu, kupując pierwsze auto hybrydowe, a dziewięć lat później zaczął korzystać z elektryka. Uważa, że takie auta są w porządku, chociaż trochę bezduszne. Natomiast sądzi, że zakaz sprzedaży samochodów spalinowych i przesiadka wszystkich kierowców na elektryki wcale nie stanowi panaceum na zanieczyszczenie środowiska, a w taki sposób są reklamowane.

Aktor zwraca uwagę, że auta na prąd oprócz zalet, mają też wiele wad. Należy do nich wyższy nawet o 70 proc. ślad węglowy pojawiający się na etapie produkcji, podczas gdy niemal wszyscy się skupiają tylko na tym, co wydostaje się z rur wydechowych samochodów spalinowych na późniejszym etapie ich używania. Poza tym elektryki są ciężkie i drogie. Jedno i drugie wynika z konieczności stosowania dużych akumulatorów, które zużywają nasze zasoby pierwiastków ziem rzadkich, a w dodatku ich żywotność jest ograniczona.

Zdaniem Rowana Atkinsona jeśli spojrzeć na elektryki z szerszej perspektywy, rzeczywistość przestaje wyglądać tak różowo, jak chcieliby to przedstawić ich entuzjaści. Na koniec zacytował znajomego ekologa, który twierdzi, że "jeśli naprawdę potrzebujesz samochodu, kup stary i używaj go jak najmniej". Atkinson uważa, że producenci powinni bardziej skupić się na rozwoju paliw syntetycznych.

SUV- Jaguara z serii PACE z różnym napędemSUV- Jaguara z serii PACE z różnym napędem fot. JLR

Czy Jaś Fasola, krytykując elektryki, ma rację? Tak, ale tylko częściowo

Fani takich samochodów od razu się oburzyli, wytykając Brytyjczykowi uogólnianie tematu i jednostronne spojrzenie. Ich zdaniem aktor wymienia tylko wady aut elektrycznych, pomijając ich zalety oraz pewien istotny fakt: uzyskanie w przyszłości zerowego śladu węglowego w przypadku elektryka stanie się coraz łatwiejsze, podczas gdy w przypadku samochodu spalinowego, będzie bardzo kosztowne i trudne do zrealizowania na masową skalę.

A co ja sądzę na ten temat? Dobrze, że Rowan Atkinson trochę studzi zapał bezkrytycznych entuzjastów, ale summa summarum nie ma racji. Mamy do czynienia z początkowym etapem rozwoju samochodów elektrycznych i schyłkowych aut z napędem spalinowym. W przypadku tych drugich można wprowadzić coraz mniej innowacji, a te pierwsze przeżywają naturalne problemu "wieku dziecięcego".

Jest jeszcze jeden, bodaj koronny argument przemawiający za samochodami elektrycznymi. Sprawność silnika spalinowego to maksymalnie 40 proc. To znaczy, że reszta energii jest marnowana, głównie na ciepło. Silnik elektryczny osiąga sprawność co najmniej 80 proc., a w niektórych przypadkach osiąga niemal 100 proc. To znaczy, że gdyby w teorii cała ludzkość przesiadła się na auta na prąd, zużyłaby mniej niż połowę wymaganej energii. Silniki elektryczne w przyszłości mogą być rozwiązaniem kryzysu energetycznego.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.