Volkswagen przyspiesza i szykuje niespodziankę. Projekt Trinity jest jak z Matriksa

Producent z Wolfsburga niedawno ogłosił swoją strategię rozwoju. Z pozoru jest taka sama jak wszystkich: elektryfikacja, digitalizacja i autonomia. Jednak jeśli przyjrzeć się jej dokładniej, planowane zmiany mogą być nawet większe, niż się spodziewamy.

Pierwszym efektem nowej strategii Accelerate, którą ujawnił szef marki Ralf Brandstatter, będzie tajemniczy sedan, którego Volkswagen pokaże w 2026 roku. Na razie projekt ma nazwę Trinity. Spróbujmy rozszyfrować jaką treść niosą tajemnicze słowa i czy nie są przypadkiem rzucane na wiatr.

Producenci lubią to robić. Wielu obiecuje całkowitą elektryfikację swoich ofert do 2030 roku. Patrząc na aktualny stan rynku motoryzacyjnego trudno uwierzyć, że będą oferować wyłącznie samochody na prąd już za dziewięć lat, ale sprawdzimy to. Volkswagen jest troszkę ostrożniejszy w swoich deklaracjach, ale również przyspiesza.

Podobno do 2030 roku nie połowa jak wcześniej obiecywali przedstawiciele marki, ale 70 proc. sprzedawanych w Europie Volkswagenów będzie mieć napęd elektryczny. Szacunki dotyczące USA i Chin są ostrożniejsze i zostały utrzymane na poziomie 50 proc. Drugim filarem strategii ma być oprogramowanie.

Zobacz wideo

Volkswagen chce stać się liderem rynku motoryzacyjnego w kategorii rozwiązań informatycznych. Podobnie jak w branży komputerowej w najbliższych latach sprzęt (samochód) ma być tylko nośnikiem dla innowacyjnego oprogramowania. W tej chwili taka wizja brzmi absurdalnie, ale spójrzmy na komputery. Kiedyś interesowało nas jakie mają procesory i karty graficzne. Teraz dla zwykłych użytkowników liczy się sprawne działanie zainstalowanego na nich systemu.

Podobnie ma być z motoryzacją. Trzecim filarem ma być autonomia jazdy. Volkswagen nie zapomniał o niej. Emanacją nowej strategii w formie produktu ma być nowy samochód elektryczny - projekt Trinity. Zobaczymy go za pięć lat, w 2026 roku i pierwszy szkic opublikowany przez firmę mocno przypomina Audi e-tron GT oraz Porsche Taycan.

Ralf Brandstatter, dyrektor zarządzający VolkswagenaRalf Brandstatter, dyrektor zarządzający Volkswagena fot. Volkswagen

Projekt Volkswagen Trinity: będziemy kupować oprogramowanie, a nie auto

Zapowiadany jak projekt Trinity pojazd ma mieć układ autonomicznej jazdy poziomu drugiego i być technicznie przygotowany do poziomu 4+. Volkswagen chce upowszechnić możliwość autonomicznej jazdy i sprawić, że będzie dostępna w znacznie niższym segmencie cenowym niż dotychczas. Trudno powiedzieć, co firma przez to rozumie. Albo samochód Volkswagena będzie znacznie tańszy od Tesli Model 3 albo niemiecka firma uważa, że przez następne pięć lat firma Elona Muska nie przesunie się ani o krok do przodu, mimo zapowiedzi wprowadzenia pakietu autonomicznej jazdy do sprzedaży jeszcze w 2021 roku.

Jeśli chodzi o szczegóły techniczne, wiemy niewiele. Volkswagen obiecuje nową jakość elekrtycznego napędu oraz zaawansowaną platformę sprzętową dla rewolucji w oprogramowaniu. Możliwe, że firma ma zamiar bazować na uproszczonej wersji tej samej konstrukcji, której używa Audi i Porsche, ale nie zdradziła tego.

Nowy model na pewno będzie miał wymienione wyżej cechy, ale to nie wszystko. Ma zaoferować o wiele lepsze niż dotychczas parametry elektrycznego napędu: zasięg i prędkość ładowania. Poza tym do tego firma zamierza kompletnie zmienić proces produkcji, sprzedaży i zarabiania na biznesie motoryzacyjnym.

 

Co to oznacza? Volkswagen chce kompletnie przeprojektować swoją reprezentacyjną fabrykę w Wolfsburgu i przystosować ją do wytwarzania aut w zupełnie nowy sposób. Ich konstrukcja ma być uproszczona i o wiele lżejsza niż dotychczas. Poza tym będzie dostępnych znacznie mniej wariantów i modeli niż dotychczas, a poszczególne funkcje po wykupieniu zostaną odblokowane metodą software'ową.

To w oprogramowaniu i jego funkcjach Volkswagen widzi przyszłe źródło zysków. Oprócz tego znaczne oszczędności ma długofalowo przynieść uproszczenie procesu produkcji. Taka deklaracja rzeczywiście brzmi jakby "samochody dla ludu" w przyszłości miały się stać jeżdżącymi elektrycznymi platformami dla oprogramowania.

To ze względu na możliwości systemu operacyjnego, a nie przyspieszenie do setki, będziemy chcieli je kupować. Albo raczej użytkować: wynajmować, pożyczać, korzystać. Plan jest dobry, tylko trzeba przekonać do niego kierowców.

Studyjny Volkswagen ID. VIZZION z 2018 r.Studyjny Volkswagen ID. VIZZION z 2018 r. fot. Volkswagen