Wkrótce stracisz prawo jazdy także poza obszarem zabudowanym. Rząd szykuje zmiany

Bezpieczeństwo ruchu drogowego wymaga ofiar. Do takiego wniosku doszedł rząd. Ofiarą w tym przypadku staną się kolejne prawa jazdy kolejnych kierowców. Stracą je za prędkość nie tylko w mieście. Pomysł okazuje się jednak kontrowersyjny. Bo krytykują go nawet eksperci.

Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego ma proste zadanie. To międzyresortowy organ doradczy, który ma wskazywać kierunki i koordynować działania administracji rządowej w sprawach bezpieczeństwa ruchu drogowego. I KRBRD ma właśnie nowy pomysł oraz nową rekomendację. Chce rozszerzyć sankcję pozwalającą na odbieranie praw jazdy za przekroczenie prędkości.

Zobacz wideo 31 punktów karnych na motocyklu, utrata prawa jazdy i 2 tys. zł mandatu "w gratisie"

Kierowcy stracą prawo jazdy za prędkość także poza miastem

Dziś jest tak, że kierujący, który przekroczy dopuszczalną prędkość o więcej niż 50 km/h w obszarze zabudowany, straci uprawnienia do kierowania na 3 miesiące. Teraz KRBRD proponuje, aby identyczna kara czekał na kierowców także poza miastem. Konkretnie na drogach jednojezdniowych dwukierunkowych poza obszarem zabudowanym.

Taki pomysł jest dość zaskakujący. Powód? Bo o ile nową karą objęte zostaną drogi powiatowe, gminne czy wojewódzkie, o tyle spod jego działania wyślizgnie się część dróg krajowych. Mowa konkretnie o tych szlakach, które posiadają oddzielną jezdnię dla każdego kierunku jazdy (np. autostrady i większość ekspresówek). Tak ukształtowany zarys nie jest jednak wynikiem zaniedbania czy krótkowzroczności. KRBRD tłumaczy go w prosty sposób. Na drogach jednojezdniowych, które łączą dwa kierunki jazdy, dochodzi do ponad 90 proc. wypadków ze skutkiem śmiertelnym. Sankcja mogłaby poprawić te statystyki.

Pomysł polskiej KRBRD nie jest specjalnie oryginalny czy unikalny. Bo o podobnej koncepcji mówiła ostatnio UE. Tyle że w unijnej wersji nie było rozróżnienia na rodzaje szlaków poza miastem.

Ekspert ma wątpliwości. Nowe przepisy nazywa krzywdząco dziurawymi

Z taką propozycją zmian, ale i motywacją nie zgadza się jednak Łukasz Zboralski z brd24.pl. Uważa, że takie rozwiązanie jest półśrodkiem. Zwłaszcza w kontekście ostatnich poważnych wypadków na drogach szybkiego ruchu. Najlepszym przykładem jest niedawny wypadek na A1. BMW jechało z prędkością ponad 300 km/h, spowodowało wypadek, w wyniku którego zginęła cała rodzina.

Oczywiście rozumiem wzburzenie Pana Zboralskiego. I być może nawet trafiają do mnie jego argumenty. W sprawie warto jednak zastanowić się nad jeszcze jedną rzeczą. Przepisy w zakresie odbierania praw jazdy za prędkość w miastach działają od lat. Od lat ich statystyki jednak nie maleją. Każdego roku 50 tys. kierowców "mrozi" swoje uprawnienia na 3 miesiące za zbyt szybką jazdę. A to pokazuje, że technika kija nie działa. Ewidentnie nie odstrasza prowadzących. W tej sprawie warto zatem myśleć nie tylko o karach. Może też warto wziąć się za działania edukacyjne (w tym w zakresie doskonalenia techniki jazdy) czy infrastrukturalne.

Tym bardziej że prawo jazdy za drastyczne przekroczenie prędkości poza miastem kierowcom można z powodzeniem zabierać już dziś. Pozwala na to art. 86 par. 3 ustawy Kodeks wykroczeń. Nazywa taki czym stworzeniem zagrożenia dla bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.