Metoda na stłuczkę w 2024 r. Policja wciąż poleca kierowcom jedną broń. Jest skuteczna

Oszuści czyhają na kierowców. Czają się na osiedlowych uliczkach i wymuszają pieniądze metodą na stłuczkę. Na czym ona polega? I jak się przed nią chronić? Policjanci mają jedną radę. Skuteczną bronią jest pewien gadżet samochodowy.

Porady w zakresie unikania oszustw drogowych znajdziesz również tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Scenariusz tego oszustwa jest prosty. Mała droga osiedlowa i skrzyżowanie równorzędne. Na tym spotykają się dwa pojazdy. Pierwszy ma drugie z aut po prawej stronie. Musi mu zatem ustąpić pierwszeństwa. Drugi z kierowców nigdzie się jednak nie spieszy. Daje zatem znak, którym informuje o ustąpieniu pierwszeństwa.

Zobacz wideo Kolizja na rondzie. Kierowca przesadził z prędkością i... alkoholem

Na czym polega oszustwo na stłuczkę?

Zanim pomyślicie, że drugi z kierowców wykazał się wyjątkową kulturą jazdy, powinniście poznać koniec tej historii. A ten jest taki, że gdy tylko pierwsze z aut ruszy (a więc to, któremu "ustąpiono" pierwszeństwa), na skrzyżowanie wjeżdża także drugi z pojazdów. Wtedy dochodzi do kolizji. Oczywiście drugi z kierujących wypiera się ustąpienia pierwszeństwa.

To oznacza, że to pierwszy prowadzący będzie ponosił odpowiedzialność za zdarzenie. Albo zapłaci odszkodowanie gotówką, albo będzie musiał podać numer polisy OC. A na miejscu może się też pojawić policja z propozycją 1100-złotowego mandatu i 10 punktów karnych. Warto wiedzieć o jeszcze jednym. Metoda ta jest stosowana nie tylko na uliczkach osiedlowych, ale też na parkingach przed marketami.

Przed winą za kolizję kierowcę może uratować rejestrator jazdy

Oszuści korzystający z metody wyłudzenia na stłuczkę (bo tak nazywa się to zjawisko) działają często w miejscach, w których ruch jest mały, prawie nie ma pieszych, a do tego monitoring jest jedynie marzeniem. Kierujący, którzy skorzysta z ustąpienia pierwszeństwa, nie ma zatem jak udowodnić swoich racji. Chyba że... będzie miał zamontowany za przednią szybą rejestrator jazdy. Sami policjanci mówią o tym, że to jedyny sposób obrony przed nieuczciwym zachowaniem innych prowadzących.

Urządzenie nagra sytuację, pokaże prawdziwe zachowanie naciągacza i stanie się dowodem w sprawie. Na jego podstawie policjanci będą mogli ocenić sytuację drogową, dysponując argumentami dodatkowymi. Na ich podstawie poszkodowany rzeczywiście zostanie poszkodowanym, a nie sprawcą.

Ile kosztuje samochodowy rejestrator jazdy?

Dobrej klasy kamerka samochodowa kosztuje jakieś 500 do 800 zł. To bez wątpienia spory wydatek. Pamiętajcie jednak, że stając się ofiarą metody na stłuczkę, tracicie dużo więcej. Tracicie zniżki na OC, a do tego musicie z własnych pieniędzy lub polisy AC naprawić swój pojazd. Poza tym koszt zakupu kamerki zwróci się już z samego zaoszczędzonego mandatu za sprawstwo kolizji. A przecież rejestrator przyda się nie tylko w tej sytuacji.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.