Kuszenie wielkiego smoka. Tak Europa zabiega o chińskie samochody

Pora na lekcję z logiki. Gotowy chiński samochód importowany do Europy jest niemile widziany na naszym kontynencie. Ale na chiński samochód produkowany w Europie można już przymknąć oko w UE. Wówczas nikomu nie przeszkadza. No, prawie nie przeszkadza. Oto jak kraje UE ścigają się o chińskie względy.

Nie jest tajemnicą, że Europa prowadzi grę o nowe inwestycje i ochronę lokalnego przemysłu. Stąd pomysł dodatkowej ochrony celnej i śledztwo w sprawie dotowania producentów aut przez chińskie władze. Cła to dość prosty instrument, by znacząco podnieść ceny samochodów z Chin. A im są wyższe, tym trudniej rywalizować w Europie.

Zobacz wideo Marcin Przychodniak: Nawet wysokie cła na chińskie pojazdy nie zmniejszą ich konkurencyjności

Oczywiście na cłach i kosztach transportu (nawet do 3 tys. euro za jedno auto) można oszczędzić. Stąd tak zawzięty wyścig o przyciągnięcie chińskich inwestycji do Europy. O względy dużych producentów aut zabiega wiele krajów. Najlepsze doświadczenie mają w tej mierze Węgrzy. Przyciągnęli nie tylko producentów autobusów i samochodów (BYD) ale także dostawców akumulatorów (SK On, Samsung SDI) i stacji wymiany baterii (NIO). Węgrom wciąż jednak mało, gdyż prowadzą negocjacje z Great Wall Motor. Według informacji Reutersa węgierskie władze kuszą ulgami podatkowymi, ułatwieniami prawnymi oraz wsparciem finansowym na tworzenie miejsc pracy. A w kwestii wsparcia żartów nie ma. Do tej pory władze Węgier wydały już ponad miliard dolarów. Dla porównania Polska zarezerwowała aż 10 mld dolarów w ramach różnych programów wsparcia. Niewykluczone, że skorzysta z nich Stellantis i chiński Leapmotor, którzy planują rozpoczęcie produkcji niedrogich aut w Tychach.

Hiszpanie gonią Węgrów

W wyścigu o chińskich inwestorów nieźle radzą sobie Hiszpanie. W dawnym zakładzie Nissana w Barcelonie trwają prace przygotowawcze do rozpoczęcia produkcji samochodów marek koncernu Chery. Firma zapewne skorzysta ze środków wieloletniego programu wsparcia w ramach rządowego funduszu o wartości 3,5 mld. euro. Z tej puli wydatkowano już 300 mln. euro na zakłady wytwarzające akumulatory (beneficjentem jest chińska grupa Envision). Zatrudnienie znajdzie aż 3 tys. osób. Na tym nie koniec. W planach jest także ogromna wspólna fabryka baterii Stellantis i CATL.

Gdzie jeszcze Chińczycy są szczególnie mile widziani? O uwagę inwestorów mocno lobbują Włochy (w krajowym funduszu zarezerwowano pulę aż 6 miliardów euro). Zabiegają m.in. o uruchomienie produkcji samochodów, by znacząco poprawić notowania kraju w rankingu producentów (negocjacje ze Stellantis nie przyniosły oczekiwanych rezultatów). Stąd na liście potencjalnych inwestorów znalazły się Chery (firma planuje jeszcze większe zakłady niż w Hiszpanii) i Dongfeng. A to nie wszystko.

Analitycy Reutersa wskazują na kilku kolejnych graczy, którzy rozważają debiut w Europie. O dwóch fabrykach wspomina się w przypadku SAIC znanego na naszym kontynencie przede wszystkim dzięki przejęciu brytyjskiej marki MG. Niewykluczone, że jedną z nich zostanie brytyjskie centrum badawczo rozwojowe nieopodal Birmingham. To dawna fabryka MG, w której wstrzymano produkcję w 2016 r. Niestety niewiele z niej zostało (część hal wyburzono z myślą o przygotowaniu terenu pod nowe osiedla mieszkaniowe). Otwartą kwestią pozostają także koszty dostaw na kontynent europejski (brexit ma znaczenie). Stąd na liście krajów wskazuje się Hiszpanię, Niemcy, Węgry i Włochy. Na tym nie koniec. Z chińskiej perspektywy atrakcyjne są także inne kraje Europy Wschodniej (stąd Leapmotor w Tychach) oraz Turcja (produkuje głównie na rynek europejski). Szczególnie ten ostatni kraj jest atrakcyjnym miejscem, gdyż między UE a Turcją obowiązuje umowa o wolnym handlu. A taką furtkę na unijny rynek trudno zlekceważyć.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.