Co dziś dzieci dostają na komunię? Syn Rutkowskiego na przykład 400-konne BMW. Znany ksiądz skomentował

W latach 90. XX wieku dzieciaki cieszyły się z czekolady i ukrytych w niej dwóch dychach. Dziś na metce prezentu komunijnego nadal znajduje się dwójka. Za nią umieszczonych jest jednak aż pięć zer. Komunia syna Rutkowskiego była droga, a teraz ekstrawaganckie prezenty komentuje znany ksiądz.

Zegarek, rower górski lub złoty łańcuszek? Takie prezenty komunijne nie są już aktualne. To przeżytek. Dziś dzieciakom kupuje się komputery, telefony i quady. To przesada, powiecie? Być może i tak. Tyle że nawet taka forma przesady jest mocno zawstydzona przez niedawną komunię syna Krzysztofa Rutkowskiego.

Zobacz wideo O włos od tragedii. Stracił przytomność i uderzył samochodem w budynek

Junior na komunię dostał dwa auta. BMW ma 400 koni i nadaje się do driftu

Junior Rutkowski z okazji komunii dostał od rodziców... dwa samochody! Tak, 10-latek otrzymał dwa auta. Pierwszym był niewielki elektryk wyceniony na "skromne" 37 tys. zł. Drugi z modeli to jednak prawdziwa petarda. Mówimy bowiem o BMW serii 3 E36, ale po tuningu. Samochód znajduje się w perfekcyjnym stanie, ma piękny, fioletowy lakier, jest dedykowany driftingowi, ma 400 koni mechanicznych i kosztował jakieś 200 tys. zł. Po co 10-latkowy 400-konne coupe? Jak tłumaczy Pan Krzysztof, Junior "pod okiem instruktora będzie nim jeździł na torze".

Kiedyś już pisałem o BMW dla Juniora na komunię. Jeżeli młody rzeczywiście będzie szkolił umiejętności prowadzenia przed zdobyciem prawa jazdy, to w całej swojej abstrakcyjności ten pomysł może być niezły. Chociaż wyszaleje się na torze i nauczy panowania nad pojazdem. Te umiejętności przydadzą mu się, jak trafi na drogi cywilne.

Impreza komunijna kosztowała 100 tys.? Ale chyba euro...

W tym punkcie warto pamiętać o jeszcze jednym. Na tej imprezie Juniora drogie były nie tylko prezenty. Z kopert prezentowych ponoć uzbierała się suma, która pozwoliłaby synowi Pana Krzysztofa na zakup kolejnego auta. A sama impreza kosztowała... 100 tys. zł. Taką kwotę podał Rutkowski. Jego żona szybko zdementowała jednak tę informację. Pani Maja stwierdziła bowiem, że Pan Krzysztof "jak to facet, w takich sprawach nie orientuje się i chyba pomylił złotówki z euro. Jak się zmieścimy w 100 tys. euro, to będzie dobrze."

Problemem nie jest wcale BMW za 200 tys. zł dla 10-latka. Problem leży gdzieś indziej

Przesada? To raczej mało powiedziane. Ekstrawagancja? To nadal zbyt mało emocjonalnie nacechowane słowo. Prawda jest jednak taka, że w tym przypadku problemem nie jest wcale skala wydatków i abstrakcyjność poszczególnych prezentów. Bogaci ludzi lubią wydawać majątek na takie imprezy. Tyle że większość z nich organizuje je w zacisznym gronie rodziny i przyjaciół. Jeżeli jakieś informacje wypływają poza wydarzenie, są głównie plotkami. Tu mieliśmy natomiast relację na żywo.

I to tu właśnie ukrywa się problem. Bo jak podkreśla znany ksiądz i jednocześnie TikToker – Sebastian Picur – "wielu rodziców stać na bardzo drogie prezenty dla swoich dzieci i nie ma w tym nic złego. Pamiętajmy jednak, że (...) komunia święta jest wydarzeniem o charakterze religijnym i duchowym, związanym z wiarą." Dzieci powinny zatem przeżywać ją w klimacie duchowym, a nie PR-owym.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.