Kierowca pikapa włączył tempomat i położył się na tylnej kanapie przy 134 km/h

Ludzie w mediach społecznościowych chwalą się różnymi rzeczami. Do grona "poczytnych" instagramerów postanowił zatem dołączyć Cameron Crawford. Szczególnie że wymyślił sobie sprytny fortel. Trik się jednak nie udał...

Mężczyzna zabrał swoje auto na autostradę. Obciążył jego kierownicę dwoma woreczkami. Tak, żeby auto myślało, że cały czas trzyma na kole dłonie. Następnie odpalił aktywny tempomat i... przeniósł się na tylną kanapę. Samochód jechał sam z prędkością 134 km/h. Kierowca mógł natomiast np. zdrzemnąć się w czasie jazdy.

Zobacz wideo Kierowcy wpadali na ignorowaniu znaku B-20. Jeden po drugim z mandatem 300 zł i 8 pkt.

Widzowie "zjedli" Camerona. I słusznie. Czyn był po prostu głupi

Po opublikowaniu filmiku w serwisie Instagram Cameron Crawford spodziewał się tysięcy odtworzeń. Oczami wyobraźni widział też pewnie wielką sławę, prezentację kolejny life hacków i ogromne pieniądze spływające na jego konto. I choć nagranie rzeczywiście dotarło do szerokiej publiczności i osiągnęło sławę, nie o taki rodzaj popularności Cameronowi raczej chodziło. Bo na kierowcę posypały się gromy. I słusznie.

Nieodpowiedzialność? To mało powiedziane. Nie ma się zatem co dziwić, że w momencie, w którym informacja o "wyczynie" kierowcy zaczęła krążyć po sieci, ten zdecydował się usunąć filmik ze swojego Instagrama. Dostał raczej zbyt dużą ilość negatywnych informacji zwrotnych. I nawet zakładając, że to był jedynie żart, okazał się on naprawdę kiepski i mało śmieszny.

Ważący nawet 3,5 tony pick-up jechał 134 km/h bez kierowcy...

Czerpiąc z przykładu Camerona, pamiętajcie zatem o jednym. Aktywny tempomat, nawet w najbardziej zaawansowanej wersji, nie eliminuje obecności kierowcy. Stanowi zaledwie namiastkę systemu autonomicznego. Nie jest bowiem w stanie reagować na nieoczekiwane okoliczności. Nie zareaguje na nagłą zmianę pasa ruchu przez inny pojazd, kolizję czy zmianę organizacji na drodze. Powoduje natomiast coś innego. Samochód staje się drogowym taranem. Taranem, który w razie jakichkolwiek problemów, uderzy w inne pojazdy. Może w ten sposób doprowadzić do śmierci na drodze. Śmierci, za którą odpowie nieodpowiedzialny kierowca.

Sprawa Camerona jest tym bardziej bulwersująca, że nie jechał on miejskim hatchbackiem. Wybrał pick-up`a i to największego w swoim gatunku. "Prowadził" bowiem Forda F-450 Platinum crew cab. To oznacza, że po autostradzie bez żadnej ingerencji kierowcy z prędkoscią 134 km/h poruszał się pojazd, który może mieć nawet blisko 6,8 metra długości i ważyć nawet 3,5 tony. Ręce same opadają...

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.